Fantasy · 1 godz. 21 min czytania
Ostatnia kolonia
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rozdział 1-Wyjazd
To czego zawsze się obawiałem czyli zjawisk paranolmalnych prześladowało mnie przez całe moje życie aż do czasu gdy strach zmienił się w ciekawość i dzięki niej pogłebialem tajniki okultyzmu. Myślałem ba, byłem pewny ,że jest to całkiem bezpieczny precedens.Moje nastawienie zmieniło się owego późnego wieczoru w zapadłej mieścinie gdzie postanowiliśmy wywołac cholerne duchy.Dzięki mojej wiedzy okultystycznej stało się jasne ,że to nie będzie zabawa tylko pełnowartościowy seans spirytystyczny. I to właśnie sprawiło ,że uciekaliśmy stamtąd jak jakieś wysztraszone,spłoszone zwierzęta ... o o o No ale zacznijmy od początku.Jestem Andzej Ponde.Mam 15 lat i ok. 175cm wzrostu.Mam włosy o kolorze ciemny blond choć trzeba zauważyć ,że gdy byłem młodszy były super jasne niczym tlenione.Nigdy nie byłem uważany za jakiegoś rambo a mój lalusiowaty wygląd sprawiał że nie byłem choćby godny dostać w pierdol.Jednak wielu się na tym przejechało i z tego jestem dość dumny.Chciałbym żeby była jasność i nie będe opisywał tu moich heroicznych wyczynów bo ich nie było.Choć okultyzm zobowiazuje do jakiegos typu ubrań dla mnie nie miało to żadnego znaczenia.Nosiłem się najczęściej w niebieskich jeansach i jakiejś koszuli w krate,oczywiście rozpiętej. Kolonia przewidziana została na 31 czerwca a więc miałem troche czasu się przygotować. Codzienne wyprawy do bibloteki były u mnie normalne gdyż poszukiwałem wczystkiego choć troche wspólnego z okultyzmem i wiedzą tajemną. Biblotekarka była trzydziestoletnią melomanką i gdy wychodziła jakaś książka którą warto przeczytać ona zawsze miała ją pierwsza i z brakiem skromności mówiła każdemu ,że nigdy nie przeczyta tyle książek co ona.Różniła się jednak od zastępu starych nudnych biblotekarek bo prowadziła dwa życia.W ciągu dnia siedziła w biblotece miała właczone radio i popijała kawkę bez cukru.Ubrana zazwyczaj w to samo czyli wytarte jeansy i koszulke z napisem "Nienawidze sportu-kocham książki" grzecznie witała kazdego i stanowczo przestrzegała przed hałasem.Nie miała żadnej pomocniczki bo liczyła tylko na siebie.Natomiast w nocy była kimś zupełnie innym.Ostro wymalowana i wyzywająco ubrana w różowa bluzeczke z ogromnym dekoltem i spódniczke mini bawiła sie w mało popularnych klubach trójmiasta.Skąd o tym wiem?Bo ja sam często bywałem w klubie"Non Stop".Mało osób znało ta tajemnice i właśnie dla nich była najmilsza i często dzięki niej zdobywałem ksiązki mówiące o magii. Na każdej mojej ścianie było po kilka pentagramów i rożnej maści magicznych alfabetów.Nikt z rodziny (no może poza siostrą) nie pochwalał moich zainteresowań i do tego głośno je krytykowali.Powstrzymać mnie nie mogli. Nie dziwie się ,że próbowali gdyż mój ojciec ,niezbyt wysoki brunet,choć widać było już ślady siwizny ale to nie dziwiło bo miał 47lat,kochał tylko rzeczywistoś.Nienawidził fantasy czy s-f i gdy film z podobnego gatunku ukazywał sie w telewizji od raz zmieniał kanał głośno go komentując.Był chrześcijaninem i chyba potrzebował tej wiary.Jako jedyny w domu wyznawał jakaś religie nie licząc tego ,że ja byłem do niej zmuszany. Matka nie była lepsza tyle ,że ona nie posiadała wiary w Boga.Wieczorami czytała książki,szybciej nie miała czasu bo najpierw praca potem dom czasem w innej kolejnośni bo to zależało od zmiany w pracy.Miała 44lata i długie ciemne włosy starość jednak jej nie oszczędziła i nak czasu wyry znaki 44lat na jej twarzy. Pamiętam kiedy pierwszy raz do mojej ręki wpadła książka okultystyczna.Wiem ,że nie był to żaden ważny tom tylko poprostu podstawowy podręcznik z głównymi informacjami.On mnie zainspirował do zagłębniania tajników sztuki tajemnej.Tylko po co go wypożyczyłem.Bo moja ulubioną książka był wszystkim znany Harry Potter.Twierdziłem że skądś autorka tej książki (J.K.Rowling) wzieła tą fantastyczną historię.Tylko ,że naprawde było to dużo bardziej skomplikowane niz machniecie różdzką.No i każdy miał w sobie magie ale większość nigdy się na nią nie otworzyla.To nie dziwiło mnie nigdy,Mentalnośc ludzi była straszna a zjawiska paranormalne ich przerażały choć zarzekali sie ,że w nie ,niewierzą. Tak więc do torby podróżnej spakowałem wszystko co niezbędne ale także księgi okultystyczne jak i mojej własne roboty amulety niektóre choćby ze skóry zwierzęcej której zdobycie kosztowalo mnie wiele czasu. Zestaw noży potrzebnych do seansów w tym nóż do ofiar którego do tego czsu użyłem jedynie by zdjąć skóre z martwego psa leżącego na ulicy.Najważniejszy był sztylet zdobiony 3pentagrami-złym dobrym i moim własnym.Kilka kadzidełek jak i po 5 świec czarnych i bialych.Niezbędna była takżę laska z drzewa leszczynowego ktorą wystającą włożyłem do ogromnej torby.Tak przygotowany wymówiwszy odpowiednie modlitwy na dzień 4, tygodnia ruszyłem samochodem,był to peugot 206 który dobrze sprawował sie już kilka lat i spełniał zadanie samochodu rodzinnego, razem z rodzicami na peron kolejowy.Rodzice rozprawiali na temat koloni i wypraw jaki tam mieliśmy odbyć,bardzo chcieli bym włączyl się do rozmowy lecz ja nie miałem takiego zamiaru.Ciągle powtarzali ,że będe się dobrze bawił skąd mieli wiedzieć ,że tego co sie stanie nikt nawet najbardziej szalony człowiek nie nazwie zabawą. Rozważałem możliwości seansu spirytystycznego na takiej koloni.Zapewne znajdzie się mnóstwo amatorów wywoływania duchów, bynajmiej ja miałem taką nadzieje.Koniec końców nigdy nie przeprowadziłem w pełni sprawnego seansu bo moi wspólnicy albo uciekali ze strachu albo kręcili sobie ze mnie niezłą beke.Niestety częstszy przypadek to ten drugi. Dojechaliśmy na miejsce i ojciec zaparkował samochód na parkingu.Dworzec był dośc duzym budynkiem ,jednak juz troche zapuszczonym.Tu bezdomni znajdowali sobie miejsce do życia.Co nikomu prócz nich samych się nie podobało.Dojście na peron było kwestia pięciu minut.Szybko wpakowałem się do pociągu bym nie musiał żegnać się z rodzicami i przeżywać tych uścisków w miejscu publicznym. Znalazłem sobie przedział gdzie siedziała tylko jedna dziewczyna, inne były zapełnione po brzegi. Czarne włosy z lokami zasłaniały jej twarz zresztą ona cała ubrana była na czarno.Były dwie możliwości albo była kimś w moim rodzaju albo poprostu robiła sie na metalówne.Emanował od niej jakiś tajemniczy efekt.Wtedy ujrzałem jakiś dziwny amulet który gdzieś już widziałem a raczej symbol znajdujący się na awersie czyli emblemat Belzebuba zrobiony niesamowicie dokładnie i z wszystkimi szczegołami.Miedziana tabliczka i skóra przyszyta,cała poplamiona krwią.Główny znak zapewne zdobiony prawdziwym srebrem.Prawdziwie profesjonalna robota tak właśnie swoje amulety tworzyli potężni magicy. -Zajęte?-spytałem i nie oczekiwałem żadnej odpowiedzi więc wszedłem do środka. -Nie,widzisz by ktoś tu siedział?!-odpowiedziała z sarkazmem i wtedy podniosła twarz i spojrzała na mnie swoimi zajebiście pięknymi zielonymi oczyma.Poczułem wtedy niesamowitą ochotę wyjścia z przedziału.Znam te objawy to musi być penetracja mojego umysłu z zewnątrz, spojrzałem na moją towarzyszke.Patrzyła na mnie skupiona i zdeterminowana.Wymówiłem kilka słów zaklęcia chroniącego umysł.Dziewczyna wygłądała jakby ktoś ją oblał zimną wodą a ja uśmiechnąłem się i usiadłem.Widać że moja nowa koleżanka nie ma ochoty na rozmowe.Wyjąłem więc telefon i napisałem sms do kumpli że jestem w 13 przydziałe i żę mają przyjść jeśli nie mają miejsca.Co za zbieg okoliczności ,że trafiłem akurat do przedziału z numerem 13 który przez większośc był uznawany za pechowy.Dla mnie najważniejszą cyfrą była szóstka i wcale nie przez ukochaną liczbę satanistów 666.Ona po prostu przynosiła mi sczęście które niestety czsami było potrzebne. Po jakiś 5 minutach przyszli rozgadani rozweseleni.Nawet nie przywitali sie z laską tylko od razu zwrócili się do mnie. -Elo Andre jak tam?,widze żę znalazłeś sobie nową znajomą!-powiedział Wojtek chłopak który robił wszystko by wyglądać jak najmodniej i by poderwać jak najwięcej kobitek. -No co ty Wojtas to jego przyjaciołka po fachu-stwierdzil Piotrek ,całkowita odmienność Wojtka nieśmiały nie zwracający uwagi na ubranie czy swój własny wygląd.Łączyła ich jedynie miłość do wkurznia i obrażania mnie a jednak byli dobrymi przyjaciółmi. Calkiem inny był Łukasz trzeci i ostani z kolegów który był troche lamuchowaty lubił się uczyć i wogule.Zawsze miły i sympatyczny zaiste idealny kumpel.Od razu spojrzał na dziewczyne i gdybym to ja koło niej nie siedział na pewno on by to zrobił. Jednak podszedł do nie wyciągnął dłoń i powiedział; -Cześć jestem Łukasz a ty? -Krysia, miło mi.-Odpowiedziała i uścisneła jego ręke. No fajnie a na mnie to próbowała jakiś okultystycznych sztuczek.Widać pogodziła się z tym ,że będzie musiała spędzić z nami całą noc i wyjeła książke oprawioną gazetą więc nie widziałem tytułu. Szkoda bo jestem pewny ,że to jakaś ważna pozycja w magicznej bibliografi.Mogła by byc taktowniejsza i spróbować znami pogadać a nie odrazu wyskakiwać z książką. -Andre czy ty czasem nie masz takiego samego amuletu jak panna Krysia?-spytał Piotrek Spojrzałem na dziewczyne i spostrzegłem ,że nasłuchuje naszej rozmowy. -Nie bo ja wyznaje potęge Astarota nie czuje się na tyle zawansowany by przerzucić się na Belzebuba którego czci Krysia.Rozumiesz?-spytałem -Nie,czym te dwa cholerstwa się różnią? Teraz już napewno sluchała bo spojrzała na mnie jakby oczekiwała odpowiedzi -Jest 7 władców gdzie Lucyfer jako imperator piekieł jest pierwszy dalej Belzebub i Astarot kończy się na Nebirosie.-płynnie odpowiedziałem na zadane pytania. Wszystkim wystarczyła ta odpowiedz w zupełności.Każdy zajął się swoimi sprawami.Wojtkiem z Piotrkiem słuchali piosenek z discmana Łukasz czytał jakąś książke Krysia pogrążyła się w swej lekturze a ja wyjąłem Dragon Rouge z 1522r jedyną moją książke która była naprawdę dużo warta gdyż jest to jedno z 21 wydań tej pozycji.Niewielu demonologów ma szczęście ją posiadać ale ja poprostu znalazłem ją u babci w domu na strychu.Moja krewna bardzo chętnie się jej pozbyła mówiąc że to jej pradziadek zajmował się okultyzmem.Szkoda ,że nie zostawił po sobie jakiegoś pamiętnika napewno dużo by wiedział o magii skoro zajmował sie nią całe swe życie. Dzięki tej książce całkiem inaczej zaczałem patrzeć na świat demonów.Jednak cała ta księga napisana była po łacinie a ja tego języka nie potrafie.Pomocny okazał się słownik ale choć czytam już ją 2 lata nadal nie doszedłem do końca.Przęglądałem właśnie te strony jeszcze raz w przedziałe gdy ujrzałem ten sam medalion w tej książce.Jeśli dobrze pamiętam znaczył dokładnie (Obrońca demonów) i kapłan Belzebuba.Więc po co 15 letnia dziewczyna nosiła go na szyji.To będzie trzeba sprawdzić bo nie mam zamiaru mieszkać pod jednym dachem z oblubienicą i uczennicą Belzebuba księcia piekieł. -Dobre wydanie-stwierdziła Krysia całkiem wyrywając mnie z zamyślenia. -Taa, mogę ci pożyczyć jeśli chcesz to przyjdz jutro jak już się oswoimy w pokojach-powiedziałem,wiedziałem ,żę się zgodzi a ja już to wykorzystam. -No pewnie ,że chcę w domu mam tylko denną podróbkę, przyniosę ci za to jakiś tytuł tego typu.-odpowiedział z uśmiechem. -No to jesteśy umówieni-stwiedziłem z uśmiechem -Jasne-puściła mi oko Jak to łatwo mi przyszło dziewczyna jest zajebiście piękna do tego mamy te same zainteresowania.Gdyby tylko nie była tym o co ją podejrzewam.Z tą myślą schowałem księge demonów do torby i zamknąłem oczy. Za oknami było już ciemno i deszcz miarowao kapał w szybe a pociąg wydawał ten sam monotonny hałas.Usnąłem. -Andrzej obudz się-ktoś szeptał mi do ucha i próbował mnie obudzić. Leżałem na nogach Krysi to było moje pierwsze spostrzeżenie.Najpierw się uśmiechnąłem,może dlatego ,że nie zrobiła nic i nie sprzeciwaiała sie jak moja głowa przechyliła sie na jej nogi. Drugie to ,że przedział był pełen ludzi między innymi dwoma opiekunkami i jakimś dziwnym facetem.Moje akcesoria do wywoływania duchów były dobrze ukryte a ćwiartka alkoholu potrzebna do niektórych mikstur schowana była w śpiworze.Dlaczego o tym mówie bo właśnie przeszukiwali moją torbę. Wstałem i powiedziałem: -Co to ma być czy pozwoliłem dotykać moich rzeczy?!-spytałem z grozą w głosie ,nigdzie nie było Wojtka,Piotrka i Łukasza -Andrzej nie gorączkój się to rutynowe przeszukanie, szukamy narkotyków i alkoholu-oznajmiła mi moja wychowawczyni pani Ania. Ciekawiło mnie tylko skad ich nagłe zainteresowanie używkami.Trudno było mi uwierzyć w bajke o rutynie. Ten typ szukał całkiem czego innego, czego nie wiedziałem ale to nie byly używki.Po za tym bawił się moja laską z drzewa leszczynowego.Oglądał ją dokładnie, musiał się znać na rzeczy bo zapytał: -Skąd masz wydanie Dragon Rouge z 1522r przecież to dzieło jest bezcenne? -Nieważne!, prosze mi oddać to co pan trzyma w prawej dłoni!?-rozkazałem -Proszę się nie gorączkować-powiedział i odlożył różdzkę na swoje miejsce z wyraźnym uśmiechem,wiedział ,że mnie zdenerwował. -Jestem opiekunem zamku z Skarri, waszego noclegu tam przeżyjecie najwspanialsze 2 tygodnie swojego życia-stwierdził i podał mi dłoń -Zapewne-odpowiedziałem i uścisnołem jego dłoń gdy jego rękaw zsunął się z ręki i ujrzałem tatuarz Lucyfera na emblemacie jaki posiadała Krysia Spojrzałem mu w oczy i ujrzałem strach czego się najmniej spodziewałem.Odwrócił się i wyszedł widać już byliśmy na miejscu.Czemu nie sprawdzał torby Krysi może dlatego ,żę oni są razem. Wziąłem bagażę oprócz swojego takżę dziewczyny która nie protestowała. Wyszliśmy razem nie zamieniając ani słowa do przejścia były dwa kilometry a pogrążyłem sie w myślach. Dorosły kapłan demonów to już jest dużę niebezpieczeństwo.Już tam w pociągu czułem jego moc.Wielokrotnie przewyższała moje umiejętności.Ktoś krzyknął ,że jesteśmy na miejscu. Odwróciłem się na bok ale nigdzie nie widziałem Krysi.Spojrzałem ponad głowami na majestatyczną budowlę wyłaniającą się z mgły.Zamek był przeogromny musi mieć z 100 lub więcej komnat.Poczułem nagle ciepło w prawą nogę.i dotknąłem jej ale nie mogłem wyczuć miejsca gdzie jest najgorętsza.Włożyłem ręke do kieszeni i poparzyłem sie dotykiem mojego amuletu Astarota.Wyciągnąłem go za sznurek i obejrzałem z awersu i rewersu ale nic nie było widać bo na dworze panowała jeszcze noc.Talizman emanował jednak gorącem jak żylasko.Ciągle szukałem wzrokiem Krystyny chciałem zobaczyć czy jej amulet zachowuje się podobnie ale nigdzie jej nie było.
Rozdział 2-Zamek
Wszedłem do środka razem z grupą dołączyli do mnie kumple, jeden trzymał klucz do pokoju i udaliśmy sie na 1 piętro.Pokój był bardzo duży jak na cene i ekskluzywny.Meble pewnie antyki, wyglądały na nigdy nie używane.Ciekawe czemu trafili w to miejsce skoro mieli być w podrzędnym pensjonacie? -Tu jest wanna z hydromasażem normalnie jak w domciu-stwierdził Wojtek -Noo, i to właśnie ten problem znaleźli 2 piwa które miałem w torbie!-powiedzial Piotrek -To chyba lepiej ,że znaleźli bo nie będziesz pił!-powiedział Łukasz -A kto mówił ,żę to jest wszystko co mam!-Oznajmił Piotr i dodał z uśmiechem: -po za tym Andre zawsze ma zapasy do obrzdęku-uderzył palcami w szyje co oznaczało popijawe na maxa. Te plany mi nie odpowiadały.Tym bardzie ,żę trzeba sie przygotować do przyjścia Krysi.Nie miało to być bynajmniej gorące przyjęcie powitalne.Wziąłem się więc za prace nad amuletami które jak przeczytał chronią przed kapłanami demonów i wywiesiłem je przed dzwiami i na drzwiach pokoju. -Co to ma być za szajz-spytał Piotrek -To zagwarantuje ,żę pan opiekun ani Krysia nie wejdą do pokoju bo nie dadzą rady przekroczyć progu-oznajmiłem rzeczowo -Bujasz założę się o 2 dychy ,że wejdą bez problemu-powiedział Wojtas -OK tylko byś się wywiązał z płatności-zgodziłem się Chłopaki robili na szeroką skalę impreze i mieli być zaproszeni dokładnie wszyscy.No możę oprócz opiekunów.Później na kolacji spotkałem Krysie i powiedziała ,żę wpadnie za 3 godzinki trzeba zaznaczyć ,żę balanga rozpocznie się za godzinę więc wszyscy będą widzieli jak Krysia nie opiera się potędze tych starych zaklęć które chronią przed złem. O 21 zaczeło sie zwalać pełno ludu.Nie powiem kilka lasek mi się spodobało.Dzisiejszy wieczór poświęciłem jednak dla ważniejszych celów.Około 23 ktoś zapukał do drzwi.Otworzyłem jako ,żę dziś chętnie służyłem jako kamerdyner.To była Krysia i moja najlepsza przyjaciółka Magda.To trochę komplikowało sprawę.Spojrzałem po sali i zobaczyłem ,żę Wojtek , Łukasz i Piotrek wpatrują się bacznie w dzwi by sprawdzić kto wygrał zakład.Podałem książke Kryśce i spytałem: -Wchodzisz? Widać było ,żę podejmuje wybór była gotowa wejść więc odsunąłem się i zrobiłem miejsce.Madzia weszła pierwsza i nic się nie stało ale Krysia nie mogła przystąpić progu z perspektywy kumpli musiało to śmiesznie wyglądać. -Może jednak nie będe wchodziła jestem troche zmęczona-powiedziała i spojrzała na mnie oczyma pełnymi nienawiści. -Jak chcesz a myślałem ,że zatanczymy-Odpowiedziałem udając smutek Odwrociła się i poszła ale teraz już wie ,żę ma godnego rywala.Ja sam nie przejmowałem się tym co zrobiłem choć Łukasz uważał to za chamskie.Wiedziałem ,żę zapewne miałbym z kim tańczyć ale ku memu zdziwieniu chętnych dziewczyn nie zabrakło.Tak ,żę gdy wybiła godzina 12.00 wszyscy byli całkiem zalani.Nawet Łukasz nie był święty bo wypił dwa piwa i szalał na parkiecie.Tak więc nikt nie zwrócił uwagi na pukanie do drzwi.Zresztą nie były zamknięte więc nie mieliśmy problemu.Grzeczne osobniki już wyemigrowały do swoich pokojów -Co tu się dzieje?!-krzykneła pani Stella druga z naszych opiekunek. -Kto mi to wytłumaczy?-spytała pani Ania i weszła do pokoju i zaczeła zbierać alkohol w jedno miejsce i kazała każdemu po kolei chuchać jej w twarz. To była jedyna okazja by zbadać drugiego kapłana.Złapałem za jeszcze pełną butelke zatoczyłem się i powidziałem do stojącego przed drzwiami opiekuna: -Możę pan wpadnie na kufelek mamy jeszcze jakieś zapasy. -Niech pan mu zabierze tą butelkę-rozkazała pani Ania -Ale ,ja nie moge mam pilne sprawy-odpowiedział niepewnie -O tej godzinie,najpilniejsze sprawy ma pan tutaj-wtrąciła się Stella -Przepraszam!-odszedł Taaak! Udało się, teraz już mam pewność co do obojga.Spojrzałem w strone chłopaków i puściłem im oko.To dla nich musi być bardzo dziwne więc jutro im to wszystko wytłumacze.Tymczasem rozejrzałem się po pokoju.Wszędzie pełno jedzenia i śmieci.Gdzieś na żyrandorze wisiała czyjaś bielizna z pewnością damska.Ciekawe jak ona się tam znalazła.Jeszcze ciekawsze czy ktoś po nią przyjdzie he he. Najlepsze było to ,żę nauczycielki nie mogły poradzić sobie z tą całą chołotą która do nas przyszła.Na moim łużku leżała jakaś kobitka całkiem nawalona.Po jakiejś godzinie leżeliśmy już w wyrach i rozpamietętywaliśmy wieczór.Pani powiedziała tylko ,żę przyjdzie na inspekcję.Jutro więc z samego rana zrobimy porządek.Dobrze to było mówic teraz i wiedząc co nas czeka normalnie niemoglibyśmy by zasnąć ale po takiej dawce alkoholu wszyscy zasneli odrazu. Następnego dnia o świcie ubraliśmy się i ruszyliśmy do pracy.Gdyby nie zgrabna organizacja i pomoc kilku koleżanek nie skończylibyśmy do wieczora a tak przed śniadaniem wszędzie lśniło czystością.Opiekunki przyszły kiedy wychodziliśmy na jedzonko więc zostawiliśmy je z problemem. Gdy szedłem z kumplami przez korytarz zauwarzyłem naszego opiekuna i Krysie rozmawiających. -Dwa do zera-powiedziałem przechodząc cicho a zarazem na tyle głośno by oboje to usłyszało. Nie spodziwałbym się, żę któreś zareaguje na tą zaczepke.Myliłem się, typek podszedł do mnie pchnął mnie na ściane i powiedział: -Ze mną nie wygrasz sługusie. -Kto to kurwa mówi kapłanie Lucyfera-odpyskowałem na miare możliwości i dołączyłem do grupy dziewczyn zmierzających na stołówke. Wszystkie po kolei gratulowały mi imprezy i wspaniałej zabawy.Jedną nawet poznałem, to ona była najbardziej zatankowana.Później pytały co zrobiły opiekunki ale ja pogrążyłem się w myślach czemu to mnie nazwał sługusem skoro to on nim jest. Weszliśmy na obiad i dziewczyny mnie opuściły.Poszły i usiadły z jeszcze większą zgrają dziewczyn gdzieś w głębi sali.Ja usiadłem sam przy sześcioosobowym stoliku choć widziałem kumpli i mogłem się do nich dołączyć ale wolałem pomyśleć. -Siemka Andrzej, jak tam?-powiedziała dziewczyna która stała nademną.Trzeba zaznaczyć ,że ten głos gdzieś już słyszałem.Podniosłem głowe i ujrzałem najmniej spodziewaną osobę. -Malwina? Co ty tutaj robisz?-spytałem zdziwiony -Stoję! Mogę usiąść?-spytała rozbawiona -Jasne , nie wiedziałem ,że jesteś na tej kolonii-powiedziałem -Taa, nie miałam ochoty na zabawe wczorajszego dnia-powiedziała -A była taka fajna impra-stwierdziłem wspominając wczorajszy dzień No i całkiem odpłynąłem.Malwina była dziewczyna która mi się cholernie podobała.Zawsze marzyłem by z nią chodzić.Tego celu nie osiągnełem nigdy i byłem pewny ,że mi się to już nie uda.Zostaniem tylko przyjaciółmi.Marzenia o malutkim flircie przelałem na inną dziewczyne-Kasie Wrosewską.Po prostu zajebista. Malwina pomachała do kogoś i zawołała; -Tutaj! Nagle zauważyłem moją ukochana Kasie i spostrzegłem ,że idzie w strone naszego stoliku.No tak pewnie to ją zawołała Malwina. -Znasz ją-spytałem cichaczem Ale nie zdążyła odpowiedziedzieć bo Kasia już usiadła.Cholera jak ja mam się zachować?Znaliśmy się na cześć i tyle czsem smsowaliśmy i nic więcej.Chciałem sie nawet swego czasu umówić ale chęci spłyneły na niczym.Może i zwyczajna dziewczyna (Czarne włosy często zawiązywane w kitek , szczupła i smukła sylwetka, piękne nogi z 165cm wzrostu i zajebisty super tyłeczek)ale miała coś w sobie jakby bijąca niecodzieność, fantastyczne usta i ten nietypowy kształt twarzy no i oczywiście ten głos który sprawiał ,że chciałem ją mieć. -Siema wszystkim-uśmiechneła sie do mnie-i smacznego-powiedziała. Oczywiscie nikt nie jadł ale tak trzeba. Nie zdążyła jeszcze usiąść i przyszła jej najlepsza przyjaciółka także Kasia.Oczywiście zawsze kiedy chciałem się z nia umówić nie mogłem dorwać jej samej tylko zawsze towarzyszyła jej przyjaciółeczka. Wkórwiało mnie to, te rozmyślania przerwał fakt ,że otaczały mnie same zajebiste laski. -Czemu żadna nie odwiedzila mnie wczorajszego dnia na imprze? -Bo -Kasia przerwała bo Sokół(tak na nazwisko miała ta rzekoma przyjaciólka)spojrzała się na nia morderczym spojrzeniem i nagle ton głosu mojej ukochanej zadrżał.-sie źle czuliśmy-wybełkotała. -No to była jakaś epidemia-stwierdziłem Zapanowała cisza, na szczęście przynieśli żarełko więc zajeliśmy się jedzonkiem.Na sale weszla Kryśka i opiekun.Szukali mnie po sali więc im pomachałem.Nikt nie odmachał, a to chamy. Opiekun podszedł do naszego stolika i zwrócił się do mnie: -Masz przyjść do mojego gabinetu dzisiaj o 20.00-powiedział -Nie ma takiej możliwości ,dzisiaj jest dyskoteka więc niestety nie wypełnie pana prośby-odpowiedzialem z usmiechem. -I tak nie macie zezwolenia od waszych wychwawców za wczorajszy wybryk więc oczekuje ciebie o umówionej porze!!!-Prawie krzyknął -Spoko będe-odpowiedziałem bo znudziło mnie pyskowanie a po za tym zrzerała mnie ciekawość. Krysia jakby nigdy nic przysiadła sie do stolika. -Cześć-zwróciła się do towarzyszących mi dziewczyn oczywiście teatrialnie mnie olewając. -Siemka-odpowiedziały chórkiem -To wy się znacie?-spytałem niedowierzającym glosem -Jasne i to już od czasu gdy zaczęliśmy chodzić do szkoly...-zaczeła Malwina ale nie skończyła bo przerwała jej Sokół. -tańca oczywiści-skończyła Kasia -To dzisiejszego dnia nic mnie nie zdziwi, ale skoro znam takie wyborowe tancerki to oczywiście pokażecie co potraficie na imprezie u nas w pokoju za dwa dni-spytałem z śmiechem w głosie. -Nie niestety nie wpadniemy bo nauczycielki będą miały na wasz pokoj oko i nie chcemy sie narażać-powiedziala Sokół. -Ale dzisiaj na dysce możemy zatańczyć dla ciebie-tu się uśmiechneła-a właśnie przecież ty nie możesz przyjść-powiedziala Krysia z miną zemsty To mnie wkórwioło, wstałem podszedłem do Krysi i szepnąłem jej do ucha -Kotku jak czegoś chce to, to dostaje i żaden zakaz nie jest przeszkodą!-powiedziałem delikatnym głosem Po tym miłym akcencie poszedłem do pokoju.W drodze dorwali mnie kumple. -Andre , widzieliśmy ,zę miałeś doborowe towarzystwo-stwierdził Wojtek i opowiedziłem im całą rozmowę i dodałem moje przypuszczenia.Wynikało z nich ,że te wszystkie dziewczyny są z jakiejś sekty a guru jest opiekun. Doszliśmy do pokoju i rozsiadlismy się na kanapię. -To zdecydowanie dziwna sprawa ale co nam przez to może grozić?-spytał Łukasz -No jeśli oni są razem to prawdopodobnie zebrali się tu by wywołać jakiegoś demona-odpowiedzialem swobodnie -Taa, przecież to tylko bujdy a po za tym to nie żadne wrota piekieł-wtrącil Piotrek -I dochodzimy do sedna sprawy otóż to bardzo prwdopodobnie to sa wrota piekieł a raczej mroczny portal-przerwałem by zobaczyc reakcję która się nie pojawiła-wczoraj gdy dojechaliśmy i gdy doszedłem do zamku mój amulet zaczął się dziwnie zachowywać jakby dopiero sie uaktywnił.-powiedziałem -I co zamierzasz z tym zrobić?-spytał Piotrek -Jak to co, czas na zabawę!-Wykrzyczałem -Co przez to rozumiesz-spytał dociekliwie Wojtek -Przeprowadzimy mały seansik-powiedziałem radośnie - Ja się na to nie pisze!Nawet jak ktos sie nie zna na rzeczy to się boje podzcas wywoływnia duchów a z twoimi zdolnościami to będzie horror-powiedział Łukasz -A wy, bo myśle o sobocie wtedy jest pełnia i moc Astarota wzrasta pięciokrotnie-powiedziałem i na tym się skończyła nasza rozmowa.Wszyscy opuścili pokój a ja pograżyłem sie w poszukiwaniach na temat jakiegoś demona którego mógłbym przywołać w sobote.Nie chciałem powtórzyć histori z Egzorcysty. Skończyły mi sie książki a nadal ni znalazłem odpowiedniego obiektu do przywołania.Z tego co słyszałem w tym zamku znajduje się bibloteka może tam jest jakaś okultystyczna księga.Szczerze w to wątpiłem ale warto spróbować.Wyszedłem z pokoju i pogrążony w myślach obrałem sobie za cel bibloteke.Nie mineły jakieś dwie minuty a ja byłem na miejscu.Zacząłem przeglądać rozległe regały.Wtedy natrafiłem na Bedenken von Hexen Joahne Ewicha (1584),De spectris Ludwiga La Vatera (1570), Disquisitiones magicae Martina Del Rio (1590).Najbardziej przydatna okazała się księga napisana przez Leona 3 w 1660 ówczesnego papieża. Padło na Nebirosa który w z 7 władców był najsłabszy.Z tego rozmyślania wyrwała mnie Lidia,to ta laska która na imprze podwalała się do mnie, pocałowała mnie w policzek i usiadła obok mnie.Gdzieś na krańcu bibloteki wybuch śmiech pochodzący od siedzącego tam klubu tańcerskiego.A dokładniej to: 2Kasie, Malwina i Krysia. -Przygotowujesz sie na sobotę-spytała słodkim głosem -A skąd wiesz o sobocie-spytałem szepcząc.Widać plotka o seansie już sie rozniosła co mi cholernie odpowiadało. -Byłam w twoim pokoju i Łukasz mnie poprosił bym cie od tego pomysłu odwiodła-oznajmiła mi normalnym głosem. -Taa, on wie jaki wpływ mają na mnie tak piękne dziewczyny jak ty!-powiedziałem z uśmiechem a ona oblała się lekkim rumieńcem.Pogrążylismy sie w rozmowie ale ja ciągle nie mogłem sie powstrzymać by nie spojrzeć na Wrosewską.Gdy nasze spojrzenia sie spotkały ona zamiast odwzajemnić mój uśmiech miała minę jakbym był stworzeniem którym sie brzydziła. Resztę dnia spędziłem na rozmowie z kumplami.Gdzieś tak koło 17.00 poczułem sie znużony wiec się położyłem na kanapie i zasnąłem.Przyśniła mi się Kasia i powiem szczerze nie był to grzeczny sen.Tym bardziej zdiwiło mnie ,że gdy otworzyłem oczy ujrzałem właśnie jej twarz. -Czy ja śnie? Bo jeśli tak to bardzo piękny sen!-powiedziałem nie do końca wiedząc co. -Nie głuptasie-cicho się roześmiała{a trzeba zauważyć ,że śmiech ma delikatny i słodki-przyszłam zadać Ci pewne pytanie-przerwała na chwile a ja to wykorzystałem -Taa, pewnie czy się z tobą umówie, jasne czemu nie-powiedziałem żartem -Skąd wiedziałeś? Zresztą nie ważne dostałam pozwolenie na wyjście z zamku w sobote z jedną osobą towarzyszącą.-powiedziała płynnie po czym pocałowała mnie w policzek i wyszła z pokoju.Nie dotarło do mnie ,że właśnie spełniają się moje marzenia. Rozdział 3-Podwójne starcie Uśmiechnięty od ucha do ucha spojrzałem na zegarek i ujrzałem na nim ,że mam tylko 5minut do spotkania z dyrektorem więc ubrałem buty i udałem się do jego gabinetu.Kiedy wszedłem była dokładnie 20.00 bo opiekun powiedział -Punktualność godna podziwu-i gdy skończył już próbował dostać się do mojego umysłu i trzeba zaznaczyć ,żę był dużo potężniejszy od Krysi.Żadne z moich zaklęć nie mogło go powstrzymać ale był sposób.Pomyślałem o morzu niebiesko-zielonym.Nieskalanym przez człowieka, gdzie fale rozbiają się o morskie skały.Utworzyłem tym samym mur czy tak zwaną bariere nie do przebicia nawet dla opiekuna.Na mojej twarzy pojawił się uśmiech-przegrałeś frajerze-pomyślałem. -Taki z ciebie spryciarz, ciekawe twoja moc dorównuje twojemu obeznaniu-powiedział ale widać było ,że tego się po mnie nie spodziewał. -Niewiem o co w tym wszystkim chodzi ale jak się dowiem to bedzie najgorszy dzień w pańskim życiu-wykrzyczałem mu w twarz -Grozisz mi choć nawet mi nie dorównujesz mocą-przerwał by spojrzeć na godzinę-jak więc chcesz się ze mną zmierzyć-skończył i puścił mi oko. -Taa, puki co wygrywam każde starcie-odpowiedziałem z przekąsem -Kiedyś skonczą ci się sztuczki i wtedy razem z moimi pomocniczkami pokarzemy ci prawdziwą moc-wybuchnął -Taki duży chłopczyk a chowa się za spódnicą-prychnąłem-cały czas próbowałem ukryć narastający gniew ale był coraz bardziej widoczny-nie jest pan godny rozmowy ze mną-powiedziałem przez zaciśnięte zęby.Wstałem i skierowałem się ku drzwiom. -Nie odwracaj się do mnie plecami śmieciu-wykrzyczał i usłyszałem jakąś dziwną inkanacje. -DEUS KIEL MAKENE-wrzasnął -PROTECE MAI ASTAROTE-odpowiedziałem z zawzięzością i choć zaklęcie zadziałało idealnie i efekt czaru był widoczny w postaci tarczy z emblematem Astarota to jednak wrogi urok trafil mnie prosto w pierś.Wyrzuciło mnie to na metr w powietrze i wylądowałem na ziemi.Wstałem powoli spojrzałem na agresora i opuściłem pomieszczenie bez słowa.Jeśli to ma tak wyglądać to nigdy nie zwycięże choćby zjawił się sam Astarot i pomógł mi w walce.Niemogłem zrozumieć w czym tkwi problem mojej tak słabej mocy.Choć w sercu czułem tą odpowiedz czyli dobro które próbowałem schować.Zawsze uchodziłem za grzecznego i nie potrafiłem nikogo skrzywdzić.Taa nawet jak na wyznawce demonów nie słuchałem metalu tylko techno bo kocham imrezy. Dlatego najpierw skoczyłem do pokoju sie przebrać(spotkałem tam smutnych i znudzonych kumpli-oczywiście oni też mają zakaz na wejście-śmiali się ,że mnie i tak opiekunki nie wpuszczą-zobaczymy)potem z pośpiechem wyskoczyłem z pokoju i pobiegłem do dyskoteki.Pilnowała pani Stella, jeden plus bo ona chyba mnie nawet lubiła nie to co Popow. -prosze pani mógłbym wejść-spytałem błagalnym głosem -NIE,masz zakaz,dyskoteka i tak nie potrwa zbyt długo bo prawie nikt na znak protestu nie chce się bawić-powiedziała groźnie -a przeciw czemu oni tak protestują?-spytałem zdziwiony -noo...-zawahała się czy to powiedzieć-przeciw waszemu zakazowi-powiedziała już spokojniej ale cicho -co?-teraz się już naprawdę zdziwiłem -już na początku -jako ,że Wojtek miał być DJ musieliśmy tam postawić człowieka bez niezbędnych umiejetności-powiedziała smutno -To pani nam przebaczy,Wojtek chętnie usiądzie na miejsce tego tak zwanego DJ-powiedziałem na jednym tchu i kontynuowałem-tylko niech pani po niego pójdzie a ja pogadam z tymi w środku-oznajmiłem -no dobra, ostatecznie mogę wam przebaczyć-uśmiechneła się do mnie Weszłem na salę i podeszłem do DJ.Nikt nie zauważył mojego wejścia. -niech pan to puści i wyjdzie-podałem mu płyte-zaraz przyjdzie DJ Wojtas Typek zrobił co mówiłem widać miał już dosyć tego zajęcia.Z głośników poleciała ''explosion''-najlepszy przebój dyskotek tego roku. Wszyscy spojrzeli się w moją stronę.Od razu ruszyły na mnie tłumy i kiedy już im wytłumaczyłem sytuacje przyszła moja ekipa.Zaraz wszyscy zaczeli tańczyć. Tylko kącik taneczny siedział jeszcze na ławce.Podeszłem do nich i powidziałem: -ZATAŃCZCIE DLA MNIE TANCERECZKI I nie czekając na nic wziąłem Kasie za ręke i przyciągnąlem do siebie.Całkie fajnie się tańczyło ale nie było to w jej wykonaniu żadne arcydzieł.Miała ciało i potrafiła nim ruszać.Czemu o tym wspominam bo właśnie dołączyła się reszta dziewczyn na dzwięk 'wyginam śmiało ciało'.Tak więc gdy przyszła reszta mojej he he ''gangsty'' tańczyliśmy w kółeczku. Chwile później Wojtas zapuścił smętną piosenkę i (tym razem ona)Kasia odciągneła mnie w kąt sali i tam tańczyliśmy w przytuleniu. -Misiu podobasz mi się...-szepneła mi do ucha -Koteczku jesteś spełnieniem wszystkim moich marzeń-odpowiedziałem -Już nie moge doczekać się soboty,kiedy bedziemy sami-powiedziała zaczepnie -Ja też-powiedziałem i pocałowałem ja lekko w usta na co ona odpowiedziała długim pocałunkiem.Potem przytuliliśmy się i trwaliśmy w tej pozycji jeszcze bardzo długo.Kiedy już wróciłem do pokoju czułem ,że dzisiaj stałem się naprawdę szczęśliwym człowiekiem. Nie wiedziałem .że to sie tak potoczy.Jęsli tak mają wygladac wszystkie moje starcia z podopiecznymi Opiekuna to marze by było ich jak najwięcej. Sobotni poranek miał należeć do najgorszych dni w moim życiu.Znowu przeszukanie i znów skonfiskowali troche alkoholu.Tym razem jednak opiekun dorwał się do mojego noża emblematowego. -jak mniemam panie Ponde jest to pański przedmiot-powiedział z przekąsem i podał narzędzie Popowej -jezu Andrzeju po co Ci to masz od dzisiaj szlaban na wychodzenie z pokoju-krzyczała z zawziętością -mam nadzieje chłopcze ,że to-uśmiechnął się z zajadliwością-nie przeszkodzi w twoich planach.Co chłopcze?-zapytał i wtedy zajrzałem w jego dusze(zdecydowanie nie był na to przygotowany)i nie ujrzałem krzty zła w człowieku który w moich oczach uchodził za ziemskie wcielenie Lucyfera. -Taa-uśmiechnąłem się i dodałem-tak myślałem-blefowałem ale miałem nadzieje ,że przeciwnik tego nie zauważył. Swego czasu stworzyłem swoisty plan seansu i miałem 2 wyjścia albo dać go komuś kto jest niedoświadczony by za mnie przywołał demona lub złamać zakaz czego zrobić nie chciałem bo mogłem za to zostać wyrzucony z kolonii.Powrót do domu po tym co sie wydarzyło i co sie wydarzyć mogło być najgorszą rzeczą jaka mnie spotkała.Taa, i choć czułem strach w głębi swej duszy wiedziałem ,że chcę skończyć to co zacząłem.Cała ta tajemnica budziła we mnie zajebiste podniecenie i chęć poznania prawdy.Każdy w głębi swej podświadomości czuł przygode i ryzyko tak jak w tej sytuacji ja.Cały dzień myślałem co zrobic i zdecydowałem ,że seans przeprowadzi Piotrek.Jeśli ktos miałby mnie zastąpić to tylko on.Nie na darmo na trzecie imie ma Zachariasz jedna z czołowych postaci w satanistycznej bibli.Godzine omawiałem z nim co ma zrobić a później wyposażylem we wzsystko co może okazać się potrzebne.Miałem nadzieje ,że coś się wydarzy choć czułem ,zę najlepiej by było by nie stało się totalnie nic.Cały ten czas od samego poranku ciągle chodziło za mna przeczucie ,że o czymś zapomniałem i wciąż odganialem od siebie tą myśl choć ona nie dawała mi spokoju.Wszyscy wyszli z pokoju na seans a ja zostałem z złym przeczuciem...
Rozdział 4-Przepowiednia
Ktoś zapukał do drzwi.Pogrążony byłem w cimności bo zgasiłem światło i zasłoniłem okna.Zapikał mój zegarek na ręce.Podświetliłem tarcze i spojrzałem-była dokładnie ósma.Kogo tutaj niesie o tej porze.Zanim dotarłem do drzwi przewróciłem się o krzesło i wpadłem na stół. -Kurwa-zaklnąłem pod nosem i wreszcie dotarłem do drzwi jednak dopiero po chwili znalazłem klamke.Trzeba zaznaczyć ,że już się troche zdenerwowałem,Otworzyłem drzwi i ogarneła mnie jeszcze większa ciemność.Zobaczyłem sylwetke postaci ,zapewne byla to dziewczyna do tego niższa odemnie.Pomyślałem ,żę to Wrosewska ale chciałem sie upewnić więc sięgnąłem do włącznika światła.Jednak w tym momencie laska rzuciła mi się na szyję.Troche sie zachwiałem i upadłem razem z nia na tapczan.Zaczeliśmy się całować i choć było mi wspaniale wiedziałem ,że robie źle.Może to głupie ale moja wybranka nie całowała aż tak dobrze.Dziewczyna chyba zrozumiała ,że coś jest nie tak więc powiedziała -Kasia nie mogła mam nadzieje ,że ja Ci wystarcze-powiedział słodkim głosem Sokół. -Nie powinniśmy-powiedziałem ale nie potrafiłem oprzeć się tak pięknej i cudownej dziewczynie.Sokół dorównywała jak nie przewyszała Wrosewską jeśli chodzi o urodę ale to nie jej wybrałem na cel.Wiem ,że gdyby nie to co stało się w następnych 5 sekundach to zabrnąłbym z moja towarzyszką daleko.O wiele za daleko. Nagle zrobiło się ciepło i dotarła do nas dziwna siła. -o nie-zdąrzyła poiedzieć laska i nagle jakby zasneła Wszystko działo się jakby w zwolnionym tempie.Wybiegłem z pokoju wszędzie ciemno i głucho ale coś we mnie wskazywało mi droge w dół do lochów.Zacząłem biec a trzeba zaznaczyć ,żę chociaż w tym jednym byłem naprawdę dobry.Zbiegłem na dół a im dalej w dół to jednak było cieplej i jaśniej.Dotarłem do jakiejś dziwnej komnaty w której było z trzydzieści ludzi.Wszyscy jakby w transie siedzieli w kółku i trzymali się za ręce.W oddali tliły się czarne,białe świece i kadzidełka.Wszystko wyglądało jak normalny seans poza uczestnikami i znakiem na ścianie.Spojrzałem na niego i ujrzałem w środku tekst który jak mniemałem był do odczytania możliwy nawet przezemnie. -NASTAŁ DZIEŃ PIEKIEŁ GDY OBROŃCY WŁADCY UPADNĄ A SAM LUCYFER ZSTĄPI NA PIEDESTAŁ ZIEMI I UKAŻE NIEWIERNYCH I NIE BEDZIE JUŻ RATUNKU OD STWÓRCY-tu stanąłem bo zostało już tylko jedno słowo którego się przetłumaczyć nie dało.Było ono wytłuszcone i chyba nie miało żadnego zwiazku z resztą więc poprostu przeliterowałem- R E F I C U L . Nagle jakby z ściany wyłoniła się postać którą widziałem na milionach obrazków.Był ogromny ale nie jeśli chodzi o wysokość tylko o objętość.Dwa rogi wystawały z głowy i odchodziły w tył.Na twarzy nie było grymasu bólu gorzej jego ogromne zębiska układały się w sposób mogacy uchodzić za uśmiech.Oczy miał żółte podchodzące pod zgniły jednak jasno świecący.Cały jego ciało było ognisto czerwone jednak odrazająco poszarpane.Nie stał na kopytach tylko na podobnych człowiekowi dwóch nogach..Z ściany wychodził Lucyfer-imperator piekła.Najpotężniejszy z demonów wyłaniał się z ściany a ja poprostu stałem i nie robiłem nic by go powstrzymać.Odwróciłem sie w strone wejścia bo ktoś właśnie wpadł do sali.Na czele stał opiekun a zaraz za nim Wrosewska która krzykneła -NIEEEEEEE-CO ŻEŚ NAROBIŁ-po tym wyjeła laske z drzewa leszczynowego,wymierzyła w potwora i zawołała-DIGREI APOKSALIPS-błysneło przeraźliwie jasnym światłem i ugodzilo stwora prosto w korpus.Zaklęcie rozeszło się po jego korpusie.On jagdyby nigdy nic machnął ręką na nią i rzucił zaklęcie które powędrowało do mnie. -PROTEGO MAI ASTAROTE-krzyknąłem i pomyślałem o Astarocie,ujrzałem go w sobie i wyczarowałem tarcze która objęła całą moją postać i była niewiarygodnie gruba.Tarcza wchłoneła zaklecie a ja zachęcony chwilowym zwycięstwem krzyknąłem celując w Lucyfera -NAIME NAIME DEUS KALANTE-zaklęcie poszybowało do celu i zostało złapane przez wroga między ręce.Potwór utworzył ognistą kule i dołączył do niej mój czar i wysłał razem w moją strone.Nie mogłem nic zrobić więc ponowiłem zaklęcie celując w pocisk -NAIME NAIME DEUS KALANTE-i tym razem zaklęcie nic nie dało i dołączyło do ognistej kuli i było już bardzo blisko mnie.Wtedy ktoś złapał mnie za ręke.Odwróciłem głowe i ujrzałem Kasie w takiej samej tarczy.Wtedy zaklęcie we mnie ugodziło.Wyrzuciło mnie na kilka metrów w tył i uderzyłem głową w ściane... Otworzyłem oczy i nic nie słyszałem.W głowie kołatało mi się peło myśli.To moja wina,to ja go przywołałem.Przeczytałem ten głupi tekst i sprowadziłem go na ziemie.Próbowałem przypomnieć sobie to zdanie ale w głowie miałem tylko fragment''gdy obrońcy władcy upadną a sam lucyfer zstąpi na piedestał ziemii''.Dlaczego obrońcy władcy mają upaść by Lucyfer miał nadejść.Przecież według logiki oni sa po jednej stronie a jednak ramie w ramie walczyliśmy z demonem.Ja i Wrosewska.Teraz myślę o dziewczynie kiedy Lucyfer chodzi sobie spokojnie po zamku i morduje niczego winnych ludzi.To ja go sprowadziłem i to ja go zniszcze!!! Wstałem i rozejrzłem się sie po komnacie.Wypowiedziałem cichą inkanacje i z mojej ręki błysneło białe oślepiające światło.Skierowałem je na sufit choć gdybym wiedział co na nim znajdę nigdy bym tego nie zrobił.Patrzyłem na rozmazane po całym sklepieniu zwłoki mojego przyjaciela Piotrka.Odwróciłem wzrok i zwymiotowałem.Co tu się stało?Łza spłyneła mi po policzku nz myśl o stracie przyjaciela którego znałem tyle lat.Musiałem coś sprawdzić. Pobiegłem na góre wprost do pokoju Krysii i…