Melodramat · 10 min czytania
Ostatnia myśł
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Zastanawiałam się jak mam im to powiedzieć. Nie wiedziałam. Nie miałam bladego pojęcia jak przyjmie to moja matka i jak przyjmie to Bill. Mama wiedziała o tym, że Mulder zniknął. Byłam pewna, że powiedział o tym mojemu bratu, który na pewno ucieszył się z tego powodu. Wiedziałam jak bardzo go nienawidził. Zawsze czekał tylko na odpowiedni moment żeby coś złego powiedzieć na temat Muldera. Tak było na każdej rodzinnej uroczystości, podczas każdego choćby najkrótszego spotkania – zawsze musiał coś powiedzieć. Jego komentarze były bardzo niemiłe zarówno dal Muldera jak i dla mnie. Bolało mnie to, że mój brat nie potrafił zaakceptować tego, co robiłam, to, że zawsze negował moje decyzje i zawsze wiedział lepiej, co jest dla mnie dobre… Tak twierdził i nie mogło do niego dotrzeć jak bardzo się w tym wszystkim mylił. Leżałam w szpitalnym łóżku i czekałam aż do mnie przyjdą. Mogłabym już wrócić do domu, ale lekarze chcieli mieć pewność, że wszystko jest w porządku. Co miałam zrobić zgodziłam się – w końcu nie chodziło tu jedynie o mnie… Odwiedził mnie już Skinner i poinformował o tym że Mulder zniknął. Kiepsko to zniosłam i gdyby nie fakt, że nosiłam w sobie malutką istotkę, która była jego częścią to skończyłabym z moim marnym życiem. Jednak musiałam dalej trwać, dla mojego dziecka – naszego dziecka. Siedziałam sama w szpitalnej sali i wpatrywałam się w niewidoczny punkt na suficie. To było okropne. Wiedziałam, że zostałam sama. Nie miałam pojęcia czy Mulder kiedykolwiek do mnie wróci, bałam się, co zrobię, kiedy nasze dziecko dorośnie i zapyta o niego… To było takie trudne. Na samą myśl o Mulderze i naszym dziecku łzy napływały mi do oczu i zaczynały spływać po moich policzkach. - Witaj córeczko. – z zamyślenia wyrwał mnie głos matki i ciepły pocałunek złożony na moim policzku. Spojrzałam na nią – udawała, że ma dobry humor, a tak na prawdę była zła, że po raz kolejny znalazłam się w szpitalu. Chwile później do pokoju wszedł Bill. Jego posępny wyraz twarzy tak bardzo przypominał mi o naszym ojcu. Był po prostu jego prawie idealna kopią. Podszedł do mnie uścisnął i pocałował w policzek. Moja matka usiadła na brzegu łóżka natomiast Bill stanął za nią i położył dłonie na jej ramionach. Mama złapała mnie z dłoń i delikatnie gładziła ją opuszkami palców. Pomiędzy nami zapadła martwa cisz, nikt nie chciał się odezwać, albo może się bał. - Co ci jest tym razem? – Na mojego starszego brata zawsze mogłam liczyć. Potrafił odezwać się w najmniej odpowiednim momencie. Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się. - Nic mi się nie stało. Wszystko jest w najlepszym porządku. – Powiedziałam i poczułam jak moja matka zacieśnia uścisk na mojej dłoni. Spojrzałam na nią i zobaczyłam szeroki uśmiech na mojej twarzy. Chyba się domyśliła, dlaczego tu jestem. Wiedział o mojej walce o dziecko. Mówiłam jej o wszystkim: o ojcu dziecka, czyli Mulderze, o tym, że nasza ostatnia szansa nas zawiodła i o tym, że nie poddaliśmy się mimo wszystko, że próbowaliśmy dalej, tyle tylko, że tego naturalnego sposobu. Przyznałam się przed nią do tego, że jesteśmy z Mulderem parą. Myślałam, że będzie na mnie zła, czy niezadowolona z mojego wyboru, ale była prawie w wniebowzięta, kiedy się dowiedział o wszystkim. Zastanawiałam się jak przyjmie kolejna wiadomość tyle tylko ze tym razem domyślała się tego, co chciałam im przekazać. - To, dlaczego tu jesteś skoro jest wszystko w porządku? – Bill brutalnie przerwał moje rozmyślania. Patrzył na mnie ze złością w oczach. Praktycznie mogłam odczytać jego myśli. Był wściekły, że po raz kolejny nasz matka denerwowała się z mojego powodu. Że kolejny raz dostał telefon ze szpitala i tak naprawdę nie był pewny, co się stało. Gniewał się że przyleciał do Waszyngtonu przez strach o życie swojej młodszej siostry. Obwiniał mnie za to, wiedziałam o tym, widziałam to w jego oczach… - Bill daj jej spokój, powie jak będzie chciała. – Matka uśmiechnęła się do mnie. – Zostaw nas na chwile, jeśli możesz. – Poprosiła go. - Nie mamo. Z całym szacunkiem, ale też mam prawo wiedzieć, o co tutaj chodzi i nie wyjdę stąd dopóki Dana nie powie, co się stało. –Byłam pewna, że zrobi dokładnie tak jak powiedział. Wzięłam głęboki oddech i spojrzałam błagalnie na moja matkę. Wiedziała dokładnie, o co chodzi. Domyśliła się tego, co miałam jej powiedzieć, więc teraz czekałam na pomoc z jej strony. - Od kiedy? – Usłyszałam jedno krótkie pytanie. - Wiem od wczoraj. – Powiedziałam z szerokim uśmiechem na twarzy. - O czym wiesz od wczoraj może mi któraś z was raczy wszystko wyjaśnić.…