Wojna · 9 min czytania
Ostatnia noc
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
DZIEŃ
Kapitan jak i połowa kompani nie była w sosie tego dnia. Siedzieliśmy sobie spokojnie w okopach rozmawiając o tym, co zrobimy, gdy wrócimy do naszych domów, gdy nagle pocisk uderzył mniej więcej pięć metrów od naszego okopu. -Mattwick! Szybko, dawaj CKM!- Kule niemieckich pocisków zaczęły świstać nad naszymi głowami. -Mattwick'a nie ma, dwadzieścia minut temu poszedł się odlać w las i jeszcze nie wrócił!- -Do jasnej cholery!- Odburknął twardym głosem porucznik. -Barton! Barton!- Krzyknął w moją stronę machając ręką. Chciał chyba żebym do niego podszedł, ale ja zajęty naprawianiem zaciętego magazynku od Thompsona nie usłyszałem. -Znajdź CKM i idź z nim do Bartona!- Powiedział do młodego żołnierza stojącego obok niego. Tym żołnierzem był John Minder. Szeregowiec przeniesiony z innej dywizji za podkradanie trupom biżuterii. John przeleciał kilka okopów w poszukiwaniu KaeM'u, i wrócił. -Panie Sierżancie!- Krzyknął do mnie cały czas trzymając głowę bardzo nisko, gdyż szkopy nie przestawały strzelać nawet na chwilę. -Niech pan strzela, ja potrzymam taśmę!- Cóż mi zostało, wziąłem zimną rączkę CKM'u do ręki, po czym nacisnąłem spust. Karabin rwał się jak szalony. Odrzut był niemiłosiernie wielki, a odgłos wystrzeliwanego pocisku jeszcze większy. Łuski spadały na ziemię w równomiernych odstępach czasu. Tego, co się działo przed lufą broni nawet nie pamiętam. Byłem tak wciągnięty w terkot pocisków, że aż nie zauważyłem, jak szwabyrobią odwrót. I dobrze mimo to nie dam im wolnego. Niech uciekają, ale niech liczą się z tym, iż któryś z moich pocisków może im trafić prosto w plecy. Gdy już było po wszystkim i wszędzie walały się ciała zmarłych żołnierzy, zrobił się wieczór. Wiedzieliśmy, że niemieckie wojska będą chciały zrobić odwrót. Nie mieliśmy czasu, musieliśmy zacząć sprawdzać, ilu naszych zmarło, oraz ilu zaginęło. -Sierżancie Barton, proszę się wytłumaczyć- Usłyszałem głos dochodzący zza mojego lewego ramienia. To był nasz kapitan. Był zawsze ostry dla swoich podwładnych, nawet, gdy mówił „Przepraszam” to wyglądał jakby chciał zabić. -Czy coś złego zrobiłem...- odpowiedziałem ze spokojem. -Tak, dlaczego w trakcie trwania akcji nie rozkazał pan młodemu John’owi aby poszedł pomóc na inne stanowisko. Potrzebowaliśmy ludzi – -Nie dałem takiego rozkazu, ponieważ nie myślę o takich sprawach w trakcie trwania strzelanin- Odpowiedziałem z irytacją -A powinien pan, jeszcze jeden taki wyskok, a postaram się, aby przenieśli pana do innej kompani- Powiedział to z wielkim spokojem, jakby opowiadał bajkę dziecku na dobranoc. -Dobrze- Wzruszyłem ramionami obracając się do niego plecami.
Zrobiło się ciemno, ale nikt z nas nie mógł zasnąć. Wszyscy się bali nocnego kontrataku.
NOC
Właśnie zasypiałem, gdy jasne światło z latarki porucznika, zaświeciło przed moimi śniętymi oczami. -Barton, Barton...- zaszeptał, aby mnie obudzić –wstawaj, Niemcy podobno szykują się do ataku- -Echhhh.... oni zawsze się szykują kiedy nie trzeba...- -Nie narzekaj tylko wstawaj, bo my też musimy przygotować stanowiska ogniowe- powiedział porucznik. -Ale obiecaj mi, że tym razem ktoś inny weźmie CKM- -Ok., tym razem do tej roboty weźmiemy Tom’a , bo też dobrze naparza- -No dobra. Eeee... to gdzie mam się okopać?- -Widzisz tamten rów gdzie leży Zieliński?- powiedział wskazując na płytki rów gdzie leżała tylko jedna osoba. Zieliński był starszym szeregowym, dlatego mógł mi rozkazywać. Był dobrym żołnierzem, ale nie bardzo mu wychodziła walka w terenie na odległość. Wolał bezpośrednie starcia, w których obydwie strony patrzą sobie w twarz widząc strach swojego przeciwnika. W takich też był bardzo dobry. Nieraz pierwszy prowadził w terenach zabudowanych, aby w razie, czego móc szybko załatwić wroga. -Hey Raymond!- przywitał mnie ciepłym głosem –Witam w moim skromnym zakątku, hehe- powiedział żartobliwie -Witam, witam- powiedziałem z otwartymi dłońmi wskazującymi na niego. -Jak ci tam idzie Barton- -Dobrze, chociaż mogłoby być lepiej... tęsknie za domem- powiedziałem sięgając po moją menażkę z wodą. -Heh, każdy z nas Ray tęskni, ale trzeba się z tym pogodzić. To nie jest zabawa. Tu się ginie- -Tak, wiem Yurek- odpowiedziałem, po czym…