Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Filozofia · 6 min czytania

Ostatnia Walentynka

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Poprzez kotarę łez jesiennego deszczu, przedzierał się pojedynczy promyczek słońca. Przedzierał się powoli, tak jak fala która uderza o brzeg i nawołuje do siebie, tych, którzy mają czasu na tyle, by zatrzymać się i wsłuchać w jego melodię. Przestała wierzyć w piekło. Żyła na ziemi, w chaotycznym świecie, poszukiwań drugiej połówki owocu. Nazywała się... czy to ważne jak miała na imię? Mogła być przecież każdą z nas... Ważne, że była jedynym promyczkiem słońca, który przebijał się przez mur, jaki stawiał wokół siebie Dawid. On był zawsze taki... samotny, inny, otaczał się mgłą, cieniem, nieprzebytą warstwą chamstwa i przekleństw. Separował się od ludzi dymem z papierosa. Separował... czas przeszły... teraz musiał zdać się na siłę wszystkich swoich negatywnych cech, aby odpychać od siebie tych, którzy chcieli być przy nim. Mały Książę zaniedbał swoją Różę. Właśnie, dajmy jej na imię Róża. Chyba dlatego, że kolcami ochraniała swojego przyjaciela, a delikatnymi płatkami starała się łagodzić zadany mu ból. Nie było wyznań miłości... Gdyby teraz powiedziała... - Kocham cię – drgnęły jej usta, ale nie wypowiedziała ani jednego słowa. Położyła rękę na jego czole. Spał. Niespokojny. Zimny. Odległy. Kochany, ale nie potrafiący kochać. Promyki słońca, odbite od wszechobecnej szpitalnej bieli, zaigrały na jego rzęsach, zupełnie jak kryształki złota. Chciała je scałować, kiedy otworzył oczy. Cofnęła dłoń. - Co ty robisz? – warknął. - Przyszłam cię odwiedzić – iskierki słonecznego blasku zniknęły przyćmione jego arogancją – dziś Walentynki. Przez chwilę mrugał zaskoczony, a potem chwycił wazon stojący na szafce i rzucił go w jej stronę. Rozbił się na ścianie. - Czego ty chcesz! – drzwi były zamknięte, ale na pewno dało się słyszeć jego rozwścieczone wrzaski – Cholera ja nie potrzebuję twojego współczucia! – A mojej miłości? – Idź sobie! Wyjdź! Nie chcę nikogo widywać! Pozbierała kwiaty, które leżały między skorupami rozbitego wazonu, odpędzając myśl, że za jakiś czas, ponownie będzie trzymać kwiaty. Będzie je trzymać na jego pogrzebie. - Wiesz co o tym wszystkim myślę!? – podniósł ze stolika kalendarz i wyrwał kartkę z napisem „14 luty” – To już minęło! – i następne – Te dla mnie też minęły, bo nigdy ich nie będzie! - To tylko dni – trzymała lekko bukiet w trzęsących się rękach. Tak samo będzie trzymać kwiaty, kiedy będą opuszczać trumnę do dziury w ziemi... - Dla ciebie będą kolejne Walentynki! W przyszłym roku... Dla ciebie też, gdziekolwiek będziesz. - Wyjdź!…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%