akcja · 13 min czytania
Ostatnie rozmowy
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Ostatnie rozmowy
Cieszył się, że jego pobyt w Chicago dobiega końca i liczył dni do odlotu. To nie było normalne miasto, tylko sprzątany przez Polaków z gówien przedsionek piekła. Polak Polakowi był tutaj wilkiem i za kilka dolarów jeden drugiego poniżał. Zestresowani, upokarzani ludzie sprzątali amerykańskie domy i pracowali na dachach przy rakotwórczym azbeście. Nielicznym, z legalnymi papierami udawało się załapać na kierowcę tira, ale to już był dla Polaka szczyt możliwości. Po jakimś czasie większość tych sponiewieranych wyrobników wracała na wieczny odpoczynek do Polski. Wyczerpani ciągłym stresem i pracą, przeważnie szybko umierali, ale większość z nich szpanowała do śmierci. Podtrzymywali w ten sposób oszukańczy mit amerykańskiego Eldorado. Oczywiście zdarzały się pozytywne wyjątki, ale one tylko potwierdzały smutną regułę. Cieszył się, że jego pobyt w Chicago dobiega końca i liczył dni do odlotu. Dużo spacerował przez niedzielę i poniedziałek. Znacznie starsza od niego właścicielka domu od początku robiła mu niedwuznaczne awanse, więc wychodził do miasta, kiedy byli tylko we dwoje. Udając, że nie wie o co chodzi, unikał intymnych sytuacji, gdyż nie chciał jej urazić ostrą odmową. I tak było do wtorku, do popołudnia. Zapukała do jego pokoju, spał zmęczony, i powiedziała, że na ulicy przed domem od godziny czeka jakiś elegancki, długi samochód z ciemnymi szybami. - Na ciebie Kuba? – zapytała, a on popatrzył przez okno i powiedział, że chyba tak. Wyszedł i pojechał z kierowcą do willi nad jeziorem, ale nie poszedł na górę. Usiadł przy fontannie na ławce i czekał, a kiedy zeszła Selene, spacerowali długo po parku. Bardzo mało mówiła, zaraz na samym początku powiedziała, że od soboty ciągle płacze, a on jej, że to dobrze, że cesarz z bajki Andersena wyzdrowiał, kiedy zapłakał. - Ale jemu śpiewał szary słowik - zauważyła. - Zaśpiewać? – zapytał żartobliwie. Nie odpowiedziała, poderwała po swojemu głowę i spojrzała na niego smutno z ukosa, a on jej wtedy powiedział urywek swojego niebieskiego wiersza... W baśni, szary słowik cesarzowi nucił, są szare słowiki, co chorym śpiewają, cesarz śpiew usłyszał i do zdrowia wrócił, ludzie zamiast słuchać cudów wyglądają. Szarym słowik, śpiewam o wieczornej ciszy, wyzdrowieje chory, co słysząc, usłyszy. Znowu spojrzała na niego z ukosa, ależ śliczny miała ten smutny sposób patrzenia, ale tym razem przez smutek, jak słońce przez chmury, prześwitywał figlarny uśmiech. Patrzył na tę przebijającą się radość i powiedział, że wszystko będzie dobrze, że chociaż teraz jest jesień, ale potem znowu będzie wiosna i zakwitną wiosną przebiśniegi, i żonkile, i krokusy... - I przylecą wiosną bociany, i przyniosą małe dzieci – wpadła mu w słowo. Rozpromieniła się cała, i tak trwała rozjaśniona, i patrzyła na niego z uśmiechem. - Pocałowałam twoją duszę – powiedziała figlarnie. - Podsłuchiwałaś wtedy w nocy... - No pewnie! – patrzyła na niego wesoło. – Mogłeś orbitować i odcinać kupony. - To nie była moja orbita. Tu, na ziemi każdy orbituje po swojej... Przemijają lata i za dalą dala, w ciemnościach, gwiaździstych rząd latarni błyska, każdą dobry Anioł o zmierzchu zapala, boskich drogowskazów palą się ogniska. Jest gdzieś kraj szczęśliwy, Raj z biblijnych mitów, szuka go Wędrowiec i Zdobywca Szczytów. - To kim ty w końcu jesteś? Szarym słowikiem, Wędrowcem, czy Zdobywcą szczytów? - Tu na ziemi wszyscy jesteśmy wędrowcami, a niezależnie od tego jestem niesamowitą mieszanką, podobnie jak i ty. A boski wiatr ciągle wieje i wieje, i odwiewa plewy od ziarna, czujesz? Kiwnęła głową, że tak. Przymknęła oczy i wystawiła uniesioną twarz do wiatru. - No, to niech wieje – powiedziała pogodnie. - Ja na rok lecę do klasztoru w Tybecie. - No, to leć – powiedział łagodnie. – Może zostaniesz tam na stałe, jako Ani, czyli tybetańska mniszka. Żeby się zakochać w Tybecie, podobno wystarczy jeden dzień. Ja wracam za trzy dni do kraju. Chciałem cię spytać, czy powiesz smutnemu panu, że twoja mama mu przebaczyła? - Już wie, odbiłam wczoraj na ksero i dałem mu tę stronę pamiętnika, na której mama mu przebacza. Patrzył na Selene i miał ją ochotę przytulić, ale nie potrafił się przemóc, żeby to zrobić. - No cóż – powiedziała, jakby wiedziała. – Masz wolną wolę i to ty wybierasz, kiedy i kogo chcesz przytulić, i czy w ogóle chcesz. - Wiem, ciągle się bronię – wyjaśnił. – Od dziecka byłem atakowany. - Przez kogo? - Najpierw przez ojca, potem przez zawistną siostrę, a potem dołączyła do niej jeszcze moja zajadła żona. Zbyt długo to wszystko trwało i było zbyt bolesne, i teraz ciągle się bronię. - I nie wierzysz nikomu? - Aż tak, to nie! Ale ciągle szukam szklanej góry, a na niej zaczarowanego ogrodu, zaklętego zamku i czekającej w nim na mnie wyśnionej królewny. - Myślisz, że istnieje taka góra, na niej ogród, zamek, a w zamku królewna? - Myślę, że istnieje. Może nie na tym świecie, ale istnieje. Uważam, że pomimo wielu niedoskonałości, człowiek jest już istotą ewolucyjnie zbyt rozwiniętą, żeby się rozpływał w nicość po śmierci. Natura nie jest aż tak rozrzutna. Wierzę, że istnieje inny, lepszy świat, który znajduje się w zasięgu ludzkich możliwości. Człowiek dorósł do niego z chwilą, gdy otrzymał nieśmiertelną duszę. - Nawiązujesz do swoich powieści – powiedziała. – Czytałam... Szklane góry – patrzyła gdzieś daleko. – To wyspy szczęśliwe zamglonego, wypalającego się wszechświata, kontakt z nimi jest trudniejszy niż w bajce. - No, tak napisałem, że trudniejszy, ale życie jest bajką, którą śnimy na jawie, a w takiej bajce wszystko jest możliwe. Jeżeli się czegoś bardzo pragnie, wierzy, tęskni... - Wiara czyni cuda, tak? - Tak, cały rozbity kosmos wtedy pomaga. - Rozbity kosmos? - Dawno temu cały kosmos stanowił jedno wielkie lustro, które rozbił zły czarownik i od tego czasu każdy szuka pasującego do niego okrucha. - Ktoś znalazł? - Twoja mama znalazła. Do twojej mamy pasowały z dwóch stron dwa różne okruchy, ale ona już wcześniej jeden wybrała i nie chciała tworzyć trójkąta. Była jak orlica na wysokiej skale, której nie dosięgają brudy życia. - Myślisz, że ty też znajdziesz? - Myślę, że na tym świecie już nie, ale kiedyś w młodości znalazłem. Nie wiedziałem, co znalazłem, ale moja straszna siostra wiedziała i z zawiści wytrąciła mi go wtedy z ręki, posunęła mi koleżankę. Znaleźć na ziemi taki pasujący okruch po raz drugi, to więcej,…