Filozofia · 26 min czytania
Ostatnie słowa Brzydkich ludzi.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 6
Ostatnie słowa Brzydkich ludzi.
"Trudno zmienić charakter człowieka, łatwiej go zabić"
Prawie jak wstęp.
Gorąca fala słońca wpierdalała mi się w oczy. Komunikat bezlitośnie prosty, było strasznie, chyba ze 30 stopni Celsjusza, czyli jakieś 303 powyżej zera absolutnego. Nawet jednej małej chmurki na niebie. Polski asfalt zdawał się spływać, do już i tak zapchanych studzienek kanalizacyjnych. Przy chodniku leżał jeż, wyglądał na nieco rozjechanego przez samochód, z reszta do tej pory nie wiem czy aby na pewno był to jeż. Byłem ubrany w garnitur i do tego pod spód marynarka. Nosiłem ją bo dziwnie się czuje bez niej. Z czoła razem z potem zlewała mi sie frustracja. Za dużo pytani sobie zadawałem. A odpowiedzi ni chuja... Szukałem skrawka cienia. Było dosyć wcześnie, około 9 więc słońce jeszcze było nisko i miałem szanse z prawej strony jezdni ukryć się pod cieniem za domami. Tak właśnie wyglądał buntownik, niedoszły anarchista, olewacz Systemu w dniu egzaminu w czasie sesji letniej. Frontal masakra jak mawiają niektórzy. Moja droga na uczelnie nie jest długa. Zawsze wszędzie miewam niedaleko w przeciwnym razie nie idę. Do podstawówki szedłem jakieś dziesięć minut przez ogródki sąsiadów, jak sie dziady pozagradzały to na około jakieś 12 bo to i tak droga po kwadracie.
TEORIA DOROGI “PO KWADRACIE”
W układzie odosobnionym czas potrzebny na przejście drogi z punktu A do B, idąc ruchem jednostajnym po liniach prostych prostopadłych jest zawsze taki sama bez względu na to jaką trasę wybierasz. O to rysunek pomocniczy: Na rys. 1. przedstawiłem dwa przykładowe warianty trasy jakimi można się dostać z punktu A do B ( Droga 1. linia przetrwania, Droga 2. linia ciągła) , trzeba też zauważyć ze każdy “zakręt” jest dokonywany pod kątem prostym. Oczywiście ta teoria dotyczy ruchu doskonałego, bo w praktyce czyli w życiu możemy napotkać takie przeszkody jak różne natężenie ruchu pojazdów mechanicznych np. na przejściu dla pieszych, albo różne warunki pogodowe utrudniające nam przemieszczenie się. To też było przyczyną różnicy czasu podczas mojej drogi do szkoły w latach podstawówki.
Idąc na etamin nie myślałem o teorii kwadratu, nie myślałem nawet o examinie... Nudziło mnie to wszystko. TO, czyli życie jakie mam na co dzień, szare jak stopy australijskiego Buszmena. Ja urodziłem się po to by coś zmienić. Wyrwać ludzkość z duszących ich schematów i zapętleń. Pozdejmować kagańce milczenia i kolczatki wbijające się w krtań za każdym razem kiedy tylko próbujemy zrobić jakiś nie przewidziany ruch. A tu proszę... punk w garniturze idzie na examin. Kielich FRUSTRACJI przelewał fakt, iż do powiedzenia nie miałem nic, absolutnie nic, a krzyczeć chciałem bardzo głośno. Tak głośno, żeby mój kochany bożek zwrócił w końcu na mnie swoją uwagę.
Część 22 / 6
Pierwsze kuszenie Jezusa.
Kiedy byłem mały (zanuć sobie to jak Rysiek z Dżemu), często gadałem z Jezusem, nie o pierdołach czy o dupie Maryny. Po prostu synalek boski mówił mi co mam robić w sytuacji w której sam nie potrafię podjąć decyzji. Czasem były to sprawy proste, takie jak “którą drogą mam pójść” a czasem chodziło o religii. Teraz wiem, że w rzeczywistości to gadałem z samym sobą. To jest ten głos który, jak ci sie czasem wydawało dopowiadał na twoje pytania. Zjawisko równie głupie jak de ja vu. W końcu poszedłem po rozum do głowy i se pomyślałem, że przecież Jezus był Żydem i po Polsku bez tłumacza nie pogada. Jaki byłem naiwny.
Droga do szkoły mi się trochę dłużyła, Słońce nie dawało za wygraną a iść musiałem. Nuda jak ja pierdole. Marzyłem o tym żeby coś sie wydarzyło, cokolwiek i.. Ze śmietnika wyszedł Jezus! Wiedziałem, że to on. Miał długą brodę i był przygarbiony tak jakby całe życie nosił jakiś ciężar na plecach. Oddaj to, to moje! Ale ja nic nie wziąłem. Stoisz na mojej puszce!
Nasze spojrzenia się skrzyżowały. Zmrużył oczy, odbił krok w tył. Chciał coś jeszcze powiedzieć, ale nie musiał, grymas na jego twarzy mówił wszystko. Zrozumiałem, że trzeba działać szybko. Zdjąłem plecak i zakasałem rękawy. Teraz już nie było wyjścia. Zacząłem napierdalać gostka gdzie sie da. Powoli zmienił spojrzenie. Z takiego "co to nie on" na "proszę przestań". Wszystko przebiegało znakomicie. Ja go lałem, on dostawał. Nic w naturze nie ginie także moje ciosy. Trzeba było przestać, biedak zaczął coś mamrotać pod nosem. Jednak ja nie mogłem sie zatrzymać. Moje zaciśnięte dłonie zaczęły mną rządzić. Ja już tylko tam stałem. Pomyślałem, bije Jezusa przecież nikt mi tego nie wybaczy, a już na pewno nie jego stary. Redukowałem dysonans tym, że to przecież nie musiał być ktoś ważny, ale jednak odczuwałem w tedy jakąś więź. Było to coś niewidocznego i na pewno nie współczucie. To było coś więcej, jak pierwszy w życiu orgazmy, w tedy kiedy jeszcze nie wiesz, że to był orgazm. Do tej pory to pamiętam. Pomiędzy kolejnymi ciosami się zastanawiałem co tak naprawdę się teraz dzieje. Zaczął krzyczeć, zupełnie bezsensu i w końcu mnie odepchnął. Wykorzystał monęt mojej nie uwagi i uciekł. Zostawił worek pełen zgniecionych puszek i mały wózek bez kabiny na którym leżała sterta gazet. Ile ich było nie wiem ani gazet ani puszek.
WZÓR PRAKRTYCZNY NA PRZYBLIŻONĄ ILOŚĆ GAZET NA WÓZKU BEZ KABINY DLA DZIECKA
G(z.) = h/(S-5%)
gdzie G(z.) - oznacza ilość gazet znanej marki, h – wysokość gazet. S - stała gazetowa (wysokość jednej gazety znanego wydawnictwa) 5% - błąd statystyczny spowodowany tym, że gazety są pogniecione)
Część 33 / 6
Wzór ten ma dwie cechy wpływające na jego niewielkie zastosowanie: po pierwsze trzeba znać stałą gazetową dla każdego rodzaju pism jest ona różna, po drugie nie każdy zbieracz gazet pozwoli nam dotknąć swoje gazety abyśmy mogli zmierzyć ich wysokość.
Nie wiem czemu ale lubię liczby.
Wychodzą zza kontenera wypatrzyłem nie wiadomo czym oburzoną już nie młodą niewiastę. Tak sobie w tedy pomyślałem, gdyby była trochę młotrza, może o jakieś 50 lat... Lubię silne kobiety, a ta w tym niebieskim fartuchu w stokrotki wyglądała na taką co by lubiła sobie porządzić. Chyba wyszła dokarmiać kotki bo w rękach trzymała miseczkę mleka. To nie czas i nie miejsce trzeba iść dalej. Poszedł więc przed siebie (w kierunku szkoły).
Furia.(z pamiętnika bez dat)
To jedyne słowo jakie przychodzi mi teraz do głowy. Zaplułem swój umysł tonom niepotrzebnych słów. Potokiem spoconych irracjonalnych krzyków. Kiedyś świat był prosty. Prosta droga do szkoły. Wszystko wydawało się składać w jedną całość. Teraz jakiś debil z układanki wydarzeń zapierdolił mi kilka tysięcy puzzli. Moje wspomnienia z wczesnego dzieciństwa kręcą się w okuł tandetnych wakacyjnych przebojów disco. Były kolonie. Wysiadywanie pod klatką. Nie myślał o seksie, kasie, i tym wszystkim co nazywa się dorosłością. Człowiek się nie bał się , że jutro słońce też wschodzi. Wulgarnie obnażony, spluwam zasadzką wariacji. Żygam, żygam, rzygam. Kurwa, jak głęboko może siedzieć w człeku frustracja. Czuj się cholernie samotny, nie wiem kurwa czemu. Szkoda że samotność nie czuje się cholernie ze mną. Gdybym mógł płakać to bym płakał. Tak osobiście bezwstydna pustka zagościła gdzieś pomiędzy rozczarowaniem a pychą. Chcę mieć swych znajomych w klatkach. Wypuszczałbym se takiego gdy miałbym na to ochotę. Te słowa traktuje jako zboczenie. To nic że za godzinę jestem umówiony z kumplami. To nic, że bardziej niż na kumpli czekam na piwo. Czy ja mam gówno zamiast mózgu? Sam już nie wiem. Rozczarowany życiem. Przecież nikt mi nie mówił że będzie fajnie, a jednak. Głupie reklamy w radiu, chore programy w TV. Psie odchody na chodnikach. Pożerające wszelką wyobraźnie hipermarkety – do których sam chodzę. Już za godzinę będę pil – to mnie uspokaja. Miłość, każdy ma swoją definicję. Letnia, wakacyjna, na zawsze. Moja to.... to... to się czuje i już. Właśnie se leci w radiu piosenka o miłości. Ckliwy kawałek. Zaraz puszce strusia, czy tam pawia, sam już tego nie wiem. OOOOOOOOOOO wiersze, ci wieszcze to banda napalonych erotomanów. Mickiewicz zanim zaczął pisać do swej Marylki (czy jak jej tam) to się pięć razy z onanizował. E tam, idę coś zjeść albo co bo mnie oczy bolą od siedzenia przed kompem. Chyba mi przeszło.
Jezusy też kradną!
Mój Jezus okazał się złodziejem. Po sytuacji w śmietniku byłem na tyle roztrzęsiony, że nie zwróciłem uwagi na brak plecaka. Dopiero puźniej skojażyłem fakty i wywnioskowałem jego kradzież. To było jak już odszłem od pechowego miejsca. Przeszedłem kawałek w stronę uczelni i poczułem nieznośną lekkość pleców. Obracam się z prawa, z lewa, macam sie po ramieniu i nic nie czuje i nie widze. Więc biegnę powrotem. Gdy dotarłem na miejsce plecak już nie było. Nie było po nim śladu. Do samego niego nie czułem żadnego sentymentu, dawno sie wybierałem po nowy, ale to co w nim się znajdowało. MASAKRA. Poczułem się tak jak w chwili gdy jesteś z dziewczyną a mały wacek aniNieDrgnie. Tak właśnie się czułem.
Część 44 / 6
Co było w plecaku:
Indeks
Portfel (legitymacja, 2 z ł 43 gr, 1 mandat za picie na mieście, 1 za jazdę tramwajką bez biletu, 1 bilet ściema bo do autobusów bez biletu nie wpuszczają, kilka dziur i zadrapań)
Pamiętnik (boje się pomyśleć o tym że ktoś mógłby go przeczytać, jakby się znajomi dowiedzieli że mam pamiętnik to ... to sam nie wiem)
Zeszyt w którym spisuje wszystko z każdych zajęć ( no może prawie wszystko i może prawie zawsze)
2 długopisy ( w tym jeden nie piszący)
Komórka ( wszystkie numery tele, chyba ze sto dwadzieścia, zbierałem je przez dwa lata, sam telefon to była cegła z jakich budowali Wielki Mór)
Część 55 / 6
Musiałem odzyskać wszystkie rzeczy, nieważne w jaki sposób. Po prostu musiałem. Wtedy jeszcze przez jakieś pół godziny biegałem po dzielnicy, rozglądając sie za tym Neo Jezusem. Spotkałem jakąś laske. Nie widziałaś może takiego starszego gostka z zielonym plecakiem ? - ( przecież nie powiem, że Jezusa i tak by mi nie uwierzyła i nawet mogła by mnie wziąć za wariata) Przykro mi bardzo ale nie, coś sie stało? Nabrałem powietrza do płuc bo chciałem wszystko powiedzieć za jednym razem, ale się w końcu opamiętałem, domyśliłem się że to pytanie należało do tych "sorry wybacz twoja historia nie za bardzo mnie obchodzi". Więc mruknąłem jedynie nieśmiałe "Nic takiego..."
W tedy go nie znalazłem, ale też nie dałem za wygraną. Nie mogłem nie odzyskać plecaka!
Mała ciuchcia Puf Puf
Znowu miałem ten sen. Ten dziwny sen. Leże samotnie, pośród szczelistych traw w upalne nieznane popołudnie. Przed oczami mam bezchmurny błękit i rażącą tace słońca. Nie słyszę nic, tak jak bym nie mógł. Nagi, niczym nie skrępowany, słodko przywieram do rozgrzanych torów ułożonych pod moim ciałem. Nie ma to dla mnie znaczenia. Czuję się dobrze. W oddali zauważam dym z nadjerzdzajacego pociągu. Czekam na moment, aż się zbliży. Czuje jak szyny szepczą jego nadejście. Pod szyją, odczuwam delikatne mrowienie, jest mi dziwnie nie obce. Jest przyjemne. Wielka maszyna nadjeżdża ospale. Wyłania się z wysokich kłosów. Bezgłośna i piękna. Biała, niezwykła. Czas zwolnił. Ogromny kolos z niewyobrażalną precyzją nacinał moją szyje i nogi. Łupał czaszkę, kręgosłup ... rąbał, szatkował, upokorzył. Miażdżył wnętrzności. Nie widziałem tego z „góry” tylko tak jak bym był w swoim ciele. Moje myśli kołysały się w powietrzu. Moja krew wystygła zostawiając niewielki ślad na białej lokomotywie, która nieświadomie jechała w swoim kierunku. Zawsze budzę się w momencie, gdy chce zobaczyć co ze mnie zostało.
Co robie w wolnym czasie?
W moim mieście są cztery parki. Wschodni, zachodni i.. reszty chyba się domyślacie. My najbliżej mamy do Wschodniego (tego ze stawem). My to znaczy Adam, Piortek i Marcin. Główną atrakcją w parku jest murek. Nie taki zwyczajny z betonu i cegły. To murek z własną historią, wyrytą kawałkami butelek i szwajcarskimi scyzorykami. Przychodzimy tam od bardzo dawna. Zresztą nie sami. To miejsce bez rezerwacji. Spotkać tam można największych oportunistów narodu, ludzi z wyobraźnią ale nie tylko. Dla każdego i zawsze znajdzie się kawałek odrapanego betonu.
Spodziewanie nadszedł piątek. Dzień, którego nie można zakończyć w domu przed telewizorem. Wysyłam esa do Piotrka z telefonu ojca (ciągle myślę o tej cholernej kradzieży).
Część 66 / 6
"hejDziśPijiemyTrzebaSkoczyćPoZaopatrzenieDajZnaćJakCiPasujeMoze2030TamGdzieZawszeNapiszChlopakomNara"
Po dwóch godzinach otrzymałem odpowiedź o dość wyrazistej treści.
"ok"
Został mi już tylko jeden dylemat - skąd wziąć kase. Chwila zastanowienia. Jeszcze chwila. Od matki wezmę piątkę na ksero.
SCHEMAT BLOKOWY WYCIĄGANIA PIENIĘDZY OD RODZICÓW KIEDY JESTEŚ JUŻ W TAKIM WIEKU ZE WIELU TWOICH KUMPLI SAMA ZARABIA
Problem wyciągania kasy od rodziców podzieliłem na cztery kroki od momentu potrzeby jej wyciągnięcia. Każdy kolejny krok jest zjawiskiem przyczynowo skutkowym poprzedniego. I tak kiedy wiemy ile nam potrzeba, w kroku drugim zaczynamy zachowywać się odpowiednio. W skrócie -