Horror · 11 min czytania
Ostatnie spojrzenie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Był pogodny i niezwykle ciepły jak na wczesną jesień, sobotni wieczór. Większość studentów bawiła się w klubach w centrum miasta, lub odwiedzała rodziny, mieszkające w całej Polsce. Adam postanowił spotkać się ze swoim przyjacielem Wojtkiem. Dawno nie widział się już z kolegą, który uczył się na tym samym uniwerku co on. Co prawda Adam studiował grafikę komputerową, zaś Wojtek zgłębiał tajniki matematyki, ale nigdy nie brakowało im tematów do rozmów i oboje uważali siebie za najlepszych kumpli od czasów Flipa i Flapa. Adam założył swój ulubiony, niebieski T-schirt i sprane jeansy. Przechodząc przez kuchnię zdążył jeszcze złapać jednego z kotletów, które 2 dni wcześniej usmażyła mu ciotka. Już chciał wychodzić,gdy nagle, cały pokój rozdźwięczył sygnał telefonu. Zmarszczył czoło i wrócił się do aparatu, którego ponad wszystko nie znosił. Chociaż miał już 21 lat, rodzice traktowali go jak 10-letnie dziecko i wciąż wydzwaniali, z pytaniem czy przypadkiem zjadł obiad i czy nie zapomniał zapłacić czynszu za swoje nowe mieszkanie. Myślał, że po wyprowadzeniu się z domu, odzyska wreszcie względny spokój, tak naprawdę, był kontrolowany jeszcze bardziej. Zdecydowanym ruchem podniósł słuchawkę i zapytał się, kto mówi (zwykle robił to swoim głosem - a’la macho, na wypadek gdyby dzwoniła jakaś koleżanka ze szkoły, tym razem wydał z siebie tylko dziwnie brzmiący skrzek) - Adaś? To ja... - Odrzekł głos w słuchawce Chłopak jeszcze bardziej się skrzywił, jego marzenia o słodkiej Ani czy Ewie przesłoniła „ukochana”,ekscentryczna ciocia Hania. - Eeee... Cześć ciociu, wiesz nie mam teraz za bardzo... - Słuchaj maleńki! Koniecznie teraz do mnie przyjedź! Odkryłam coś, przy czym odkrycie Ameryki to jak ameba przy słoniu. (Adam zawsze podziwiał jej wyszukane porównania) - Ciociu... Jestem teraz umówiony z Wojtkiem, nie mogę... -Wojtek? Ten uroczy student grafiki, któremu tak smakuje moje zupa ogórkowa? Weź go ze sobą! Jego wykształcenie, szalenie nam się przyda przy tym... co znalazłam Ostatnie słowa Hanka wypowiedziała w tak tajemniczy sposób, że Adam zaczął się poważnie zastanawiać nad prośbą cioci. Zaraz jednak pokręcił głową. - Naprawdę, nie mogę, przyjadę jutro.... - Ależ Adasiu, mam to właśnie przed sobą... Jest niezwykłe, pełne dynamizmu temperamentu, Zaraz, co to jest? Głos w słuchawce urwał się, chłopak usłyszał dźwięki przypominające przesuwanie niewielkiego przedmiotu. Powoli zaczął się niecierpliwić... - Ciociu, możesz mi z łaski swojej powiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi? Co to za odkrycie? Ciociu? Nikt mu nie odpowiedział. Głucha cisza w słuchawce poczęła powoli przerażać Adama... On także nic nie mówił. Przez 15 sekund czuł się jakby odłączony od świata... był zawieszony pomiędzy ciałem a duchem.... niebem a ziemią.... Spadł. I wtedy obudził go krzyk. Paraliżujący, wręcz błagalny wrzask, należący niewątpliwie, do cioci Hani. Nagle umilkł. Odłożyła słuchawkę.
**************************************************************
Tak szybko jak tylko mógł, podbiegł do swojego samochodu. Zaczął macać rękoma po kieszeniach w poszukiwaniu kluczyków. Zdenerwowany, wrócił do domu, otworzył lodówkę i wyjął klucze. Często zdarzało mu się wkładać przez nieuwagę różne rzeczy w dziwne miejsca, nie inaczej było tym razem. Wrócił do auta, odpalił i pojechał w stronę domu Wojtka. Droga, która zwykle trwała niecałe 3 minuty wydawała mu się całymi latami. O mały włos nie przejechał babci przechodzącej przez zebrę, zaraz potem, usłyszał kilka klaksonów, wymierzonych przeciwko niemu. W końcu dotarł na miejsce - wyskoczył jak oparzony z samochodu i zadzwonił domofonem po kumpla. Czekanie na kolegę trwało całą wieczność - po twarzy Adama spłynęła strużka p otu, żłobiąc ścieżkę dla kolejnych kropel. Wojtek wyszedł z domu w wyśmienitym humorze. Kiedy dowiedział się, co się stało mina mu zrzedła i uaktywnił się jego tik nerwowy - „latający podbródek”.Obaj natychmiast wsiedli do samochodu i pojechali do cioci
****************************************************************
-Jak myślisz, co tak na prawdę się tam mogło stać? - Zapytał się Wojtek, przerywając milczenie, które trwało już dobre 10 minut. Adam prowadził samochód. Było już niedaleko do domu Hanny, jednak do niego wciąż nie dochodziło to, że za chwilę może zobaczyć swoją ciotkę na podłodze - martwą, zgwałconą lub poturbowaną. Prawdę mówiąc nie chciał nawet o tym myśleć, przerażało go to bardziej, niż cokolwiek wcześniej, co widział w życiu. - Nie wiem, Boże..... Może dostała ataku serca, to możliwe, miała miażdżycę..., albo wylew.... - Na prawdę w to wierzysz Adam? Z tego, co opowiadałeś bardziej prawdopodobny byłby atak jakiegoś złodzieja... - Może Adam doskonale zdawał sobie sprawę, że to nie żadna dolegliwość zdrowotna. Nie chciał jednak dopuścić do siebie mrocznej myśli, że ktoś mógł zaatakować jego ciotkę... że ona mogła... nie żyć... Wkrótce, chłopcy zauważyli w oddali kontury domu Hanny. Mieszkała nieopodal lasu, najbliższymi sąsiadami była patologiczna rodzina z schizofreniczną matką i ojcem pijakiem na czele. -Wymarzona okolica - wyszeptał Wojtek ironicznie.…