Kryminał · 10 min czytania
Ostatnie spojrzenie - część I
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Umieranie było fascynujące. Zarówno dla mordercy, jak i dla ofiary. Przeciętni ludzie nie zauważali drobnych szczegółów, które z zabójstwa tworzyły coś szczególnego. On widział w tym coś więcej. To sam akt niszczenia i niemal dorównywania Bogu sprawiały, że czuł się wyjątkowo, niczym niezniszczalny. Jego ofiary nie były przeciętne i przypadkowe. Wybierał je z dużą starannością i poświęcał mnóstwo czasu na ocenę. Zawsze były to kobiety. I nie miało to nic wspólnego z jego problemami relacji damsko-męskiej, na tą sferę nigdy nie narzekał. Tu chodziło o coś lepszego. Kobiety umierały piękniej i mimo, że brzmi to co najmniej dziwnie on nigdy nie miał wątpliwości, co do tego, którą z nich wybrać. Na co dzień pracował i uczył się. Nie był prymusem, ani też nie opuszczał zbyt wielu zajęć. Starał się być przeciętny tak, aby nie wyróżniać się spośród tłumu studentów. Jako pierwszą zabił słodką blondynkę z przedmieścia. Miała na imię Sue i oczy koloru morskiej zieleni. To właśnie jego miłość z czasów przedszkolnych, wydawała się idealnym początkiem jego ,,kariery”. I wydawało się, że może to być błąd, bo tylko ona łączyła się z jego poprzednim życiem. Był wtedy niedoświadczony i początkujący, więc nie wszystko poszło po jego myśli, ale do tej pory rozkoszuje się błyskiem zaskoczenia w jej oczach. Teraz, gdy patrzył na spokojny oddech kolejnej ze swoich kobiet czuł, że robi to, co lubi. Piersi Jane, które unosiły się w swobodnym oddechu były całkiem spore. To była kolejna cecha, dla której ją wybrał. Była naprawdę ładna. Lśniące kasztanowe włosy opadały na poduszkę tworząc niemal czarny proporzec. Miała niewielki nos i ładnie wykrojone usta. Nie wiedział tylko, jakiego koloru są jej oczy, ale miał zamiar dowiedzieć się tego już za chwilę. Wiedział, że była sama w domu. Niedawno przeprowadziła się do miasta z przyjaciółką, która poznała chłopaka. Wyszła kilka godzin temu i zapowiedziała, że nie wróci na noc. Coś podpowiedziało mu, że to jest ten moment. Ich moment. Poprawił starannie przystrzyżoną fryzurę i pochylił się nad śpiącą dziewczyną. Była doprawdy piękna. Przysiadł na skraju łóżka i przeciągnął palcem w skórzanej rękawiczce po policzku Jane. - Jane.- Szepnął muskając jej szyję.- Obudź się. Uniosła na moment powieki. Zrozumiała, co zobaczyła i ponownie je otwarła, tym razem szerzej. Rozwarła usta do krzyku, ale zatkał je dłonią w rękawiczce. Drugą natomiast pogłaskał włosy. Zaczęła się rzucać, więc przygwoździł jej ciało do materaca własnym, dużo cięższym. - Nie powinnaś chodzić spać w mokrych włosach.- Upomniał ją delikatnie. W jej oczach czaił się strach. I dobrze, tak powinno być.- Niebieskie.- Jej oczy były niebieskie, niemal szare. Chciała coś powiedzieć, ale nie pozwolił jej. Nie miał wątpliwości, co do tego, że krzyknęłaby na całą kamienicę. - Wiesz, jesteś piękna.- Mówił do niej.- Powinnaś czuć się zaszczycona, że cię wybrałem. Miałem na oku inne kobiety, ale wybrałem ciebie. Wiesz dlaczego? Dziewczyna w dalszym ciągu próbowała się wyrwać. Kopała i wierzgała, ale unieruchomił jej nogi oplatając je swoimi. - Wiesz?- Zapytał ponownie podsuwając dłoń do jej szyi. Pokiwała przecząco głową. - Wiedziałem, że będziesz się bronić. Chodzisz na karate prawda? Jesteś dużo mądrzejsza od innych. Nie lubię głupich kobiet, a ty? Znów nie odpowiedziała. Wydawało mu się, że będzie mądrzejsza i zacznie odpowiadać na jego pytania, ale nic z tego. Musiał ją do tego zachęcić. Złapał jej szyję i zdusił kciukiem krtań. - Jak zadaję pytanie, masz odpowiadać. Czego nie rozumiesz?- Syknął. Zaczęła się krztusić, a jej piękne oczy rozszerzyły się w przerażeniu. Puścił wiotką szyję i znów pogłaskał.- Nie próbuj niczego. Nie będę przed tobą ukrywał, że przyszedłem cię zabić. Jedyną rzeczą, którą ci pozostawię jest decyzja, jak to zrobię. Uśmiechnął się do niej. W śmierci najbardziej liczył się wyraz jej twarzy. Kawałkiem materiału zakneblował jej usta i odgarnął włosy, żeby dobrze widzieć jej oczy. - Jane, słodka Jane. Przyniosłem parę rzeczy. Wszystkie pozbierałem z twojego mieszkania. Na pewno je poznajesz.- Powiedział zakładając na jej dłonie kajdanki. Przymocował je do wezgłowia łóżka i sięgnął po czarną sportową torbę. Rozpiął zamek i wyjął z niej taśmę izolacyjną, skakankę i nóż. W jej oczach pojawiły się łzy. Musiał przyznać, że i tak długo była dzielna. - To dopiero pierwsza część.- Przetarł dłonią twarz. Nie lubił masek, więc ich nie nosił, to było mało profesjonalne zważywszy na to, że i tak jego ofiara umrze.- A co powiesz na to?- Wyciągnął małą strzykaweczkę wypełnioną