Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 10 min czytania

Ostatniego Dnia Trudne Wybory

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Wystarczy jedna dobra noc, aby dzień stał się piękniejszy.

A jednak. Budzę się i jestem wciąż taki zmęczony. Wyskakuję z łóżka tylko dlatego, że muszę podjąć jedną męską decyzję. Jeden ważny wybór, który pociągnie za sobą tuziny kolejnych. Staję przed oknem i oglądam rozpościerający się w barwach porannych świat. Dokonałem swojej decyzji. Szybkiej. Męskiej.

To jest ostatni dzień mojego dotychczasowego życia.

Odnajduję w swoim postkomunistycznym kredensie flaszkę wódki i udaję się do kuchni. Nie lubię tej części domu. Białe flizy nie są złe, ale skąd pojawiły się zielono- czarne fugi pleśni?

Na zegarku jest dopiero ósma, więc odkładam flaszkę. Nigdy nie piję przed dziewiątą. Franek z tartaku i Zbyszek od Meliny zawsze tak pili. I raz tak się dobrze bawili od samego rana, że zabrali Zbyszkowego Kota do tartaku i chcieli go w pół przeciąć. Ale ten Kot to był tak naprawdę wilczur, tylko przewrotnie nazwany, bo mówią, że Zbyszek od Meliny to bardzo oryginalny człowiek jest. No i Kot, czyli pies ugryzł Franka i uciekł w strasznym zamieszaniu.

Wystarczy czterysta złotych renty za obcięte ramię, aby Franek z tartaku mógł pić spokojnie do końca życia.

Zaczynam przeglądać pilśniowe regały, stare szafki, otwierające się pufy i inne zakamarki. Muszą tu gdzieś być papierosy. Nie wyobrażam sobie ostatniego dnia bez nich. W końcu znajduję je w tapczanie, więc nie czekając odpalam z sykiem jednego.

Wystarczy jeden uśmiech, aby poranek stał się piękniejszy.

Mogę nigdzie nie wychodzić i nie jeść śniadania, albo udać się na zakupy. Mogę odwiedzić sklep Beaty co z miasta przyjechała, albo Weroniki co studiów nie skończyła. Tylko że niedawno Beata z Waldkiem z lasu w tajemnicy do miasta pekaesem pojechali. Tak się im w dwójkę w tym mieście się podobało, że Beata strasznie się wiśniówką spiła i w autobusie powrotnym zasnęła. A kiedy Waldek ją obudził zapytać, gdzie się znajdują, bo on się na podróżowaniu nie zna, to ona tylko powiedziała: gdzie my kurwa jesteśmy i zasnęła głęboko. Dopiero po mszy niedzielnej Waldek się poddał i do żony zadzwonił żeby po niego i Beatę Ursusem przyjechała.

Mogę więc te zakupy zrobić u Weroniki co studiów nie skończyła, tylko, że ona niedawno dom wójta oglądać poszła. I tak się jej tam podobało, że do rana została, a jej synek dwunastoletni zdjęcia ukradkiem robił, żeby później wójta szantażować. Niektórzy mówią, że taka właśnie szczwana Weronika jest. I na studia też się podobno takimi metodami dostała. Tylko ich nie skończyła, bo jak inni powiadają to ona nie do końca taka szczwana. A nawet raczej trochę głupia. Bo przecież wójt żony nie ma, a Weronika co studiów nie skończyła ma męża i nawet to dziecko, co wystudiowała w mieście i drugie jeszcze nowe też ma.

Wystarczy jedno kazanie, żeby wielebny zniszczył czyjąś pozycję.

Mogę nigdzie nie wychodzić i nie jeść śniadania, albo udać się na zakupy. Mogę odwiedzić sklep Beaty co z miasta przyjechała wykazując się dezaprobatą dla poczynań Weroniki, albo zrobić zakupy u Weroniki co studiów nie skończyła ganiąc Beatę. Mogę mieć przesrane u Waldka z lasu, wójta, męża Weroniki, księdza proboszcza… pieprzyć.

Wystarczy jabłko, zupka instant i papieros, aby zapomnieć o głodzie.

Ponieważ dzień pięknie się zapowiada, mogę podumać nad swoim losem, oddać się słodkiej melancholii w błogiej ciszy na tyłach domu, lub też od frontu. Tylko, że z tyłu widok na przerzedzony ogród się rozpościera, a za nim Mietek z ubojni mieszka. I kiedyś jak wróciłem z libacji u Zbyszka od Meliny, to pomimo wzroku mętnego niczym głębia Morza Północnego, zauważyłem, że Mietek z ubojni do domu wracając kamienie z wozu pogubił. A że ja krzepę wciąż mam- kiedy piję- to wyznosiłem mu te kamyki pod dom. I jeszcze wszystkie paliki też. No a potem się okazało, że Mietek geologistę opłacił żeby pomiary zrobić gdzie droga będzie przebiegać.

Od przodu znowu mam widok na pole i dom wdowy po Andrzeju od kobajna. A z nią to przecież raz tak było, że przyszła do mnie i powiedziała jaka to ona samotna jest i ja niby że też i zaprosiła mnie na wieczór do siebie. Obiecała kolację zrobić i wino jakieś przyszykować. No to ja pomyślałem, że jak jest samotna i ma wino, to Zbyszka od Meliny zabrać trzeba, a on pomyślał, że od razu przyjemne spotkanie urządzić można i innych znajomych też zaprosiliśmy. I jak wszyscy zobaczyliśmy wdowę po Andrzeju całą wystrojoną i umalowaną, to chłopy tańczyć jej kazały i w ogóle Michał drwal się do niej brzydko dobierał.

Wystarczy sześć litrów domowego wina, żeby z chłopów powychodziły trole.

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%