Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 9 min czytania

"Oszukać śmierć" Część III (ostatnia)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

„Oszukać śmierć” Część III (ostatnia)

Komnatę oblewał mrok, a cień przytulał kolumny. Jedyne światło dawały dwie świece. Stały na majestatycznym ołtarzu, rozświetlając czaszki, z którego był wykonany. Martwe szczęki wydawały z siebie niemy krzyk. Drakonis stał w centralnym punkcie pomieszczenia, oczy miał zamknięte, a dłonie wsunięte w rękawy szaty. Majaczył w niezrozumiałym języku ze spuszczoną głową. Atmosfera tam panująca była, co najmniej przerażająca i enigmatyczna. Pentagram narysowany na podłodze białą kredą zaczął teraz lśnić czerwonym blaskiem. Z czaszek wylewała się krew, spływała po ścianach i wypełniała linie pentagramu. Zdawało się jakby cała wsiąkała w skalne podłoże. Magiczna, pięcioramienna gwiazda żywiła się krwią. Ściany komnaty lekko zapulsowały. Świece zgasły. Nastała ciemność. Słychać było tylko upadek Drakonisa na ziemię.

Biały wilk cicho zamruczał, pieszczony przez mężczyznę, siedzącego na zdobionym fotelu. Pokój urządzony był z wielkim przepychem i elegancją. Ściany zdobiły malowidła, a od drewnianych mebli czuć było przyjemny zapach żywicy. Rob siedział naprzeciwko i bawił się rzemieniem nawiniętym na kieł wilka. - Musisz być pewien. – Rzucił twierdząco mężczyzna. - Teraz już jestem Taronie. – Odpowiedział z wyczuwalną w głosie niższością przed rozmówcą. - Pamiętaj. Z nimi się nie pertraktuje. Nie pozwól mu mrugnąć okiem, a co najważniejsze mówić. Inaczej zginiesz – zatrzymał się na chwilę i po chwili dodał. – Weź ze sobą Kalę. - Nigdy się nie rozstajemy. – Skiną głową na pożegnanie i wyszedł. Taron jeszcze przez chwilę bawił się z wilkiem, aby potem zająć się swoimi sprawami. Rob wyciągnął z sakwy pergamin i dla pewności przeczytał jeszcze raz: „Zdaje się, że wszystko rozwiązało się samo. Z naszych obserwacji wynika, że nie będzie problemu go znaleźć. Wystarczy tylko dokończyć to, co zaczęliśmy”. Na dole postawiona była pieczęć i podpis „Randolf – zwiadowca”

„Ech ten ból głowy, myślałem, że nie będzie z tym już problemu. Czuje w sobie zbyt duże natężenie magiczne”. Drakonis podążał przez bór, podpierając się swoją laską. Była wysoka i metalowa, na jej końcu ozdoba w postaci ludzkiej czaszki jaśniała bladym światłem, oświetlając szlak. „Zniszczony kamień mnie nie powstrzymuje. Nie mam się, czego obawiać, hordy chaosu nie zamierzają opuszczać swych przeklętych ziem. Muszę znaleźć inne rozwiązanie albo znów postarać się o kryształ. Musiała ta kobieta się wtrącać?!” Czaszka rozbłysła mocniej wraz z pogorszeniem się nastroju maga, tak jakby byli jednością. „Głupia była. Zachciało jej się bogactwa. Mogła okraść jakiegoś handlarza, a nie porywać się na coś, o czym nie miała żadnego pojęcia”. Zatrzymał się i spojrzał na Isilara. Zachowywał się spokojnie, ale nadal obserwował wszystko swymi wielkimi oczami, dawny grymas na jego „twarzy” znikł, plamy teraz były niedbale porozrzucane na całej powierzchni i nie budziły takiej grozy jak w dni Balla. „Ten Rob jest jakiś dziwny, nie widziałem go wcześniej w ich szrankach, chyba jest nowy. Nowicjusz”. Zaśmiał się drwiąco. Spokojny marsz przerwała wilczyca, która przebiegła bezszelestnie przez ściółkę i zatrzymała się na środku traktu. Spojrzała mu w oczy. Była to ta sama samica, którą uratował od śmierci z rąk łaknących mordu chłopów. Wydawało mu się to dziwne, że nie biega razem w stadzie, albo ono dopiero przybędzie. Nie odczuwał żadnego strachu w obecności wilków. Wiedział, że mógł unicestwić ich jednym machnięciem ręki. Wilczyca tylko zawyła do księżyca i uciekła. Mag wstąpił na tereny goblinie. Nie zdziwił się, jak usłyszał bełkot tych stworzeń przed sobą, a po chwili pięcioro kreatur zagrodziło mu drogę, grożąc małymi mieczykami i dzidami. Na pewno skradzionymi od swoich nieszczęsnych ofiar. Nie zastanawiał się długo, skierował laskę w pierwszego napastnika. Wiązka fioletowego światła przebiła mu pierś. Padł od razu. Pozostałe gobliny wpadły w furię, wrzeszczały i wymachiwały obleśnymi rękoma. Rzuciły się szarżą na elfa. Gdyby mieli mózg, wiedzieliby, że po tym, co stało się z ich towarzyszem, mają marne szanse. Ta sama wiązka, lecz o wiele mocniejsza powaliła wszystkich. Widocznie ich ryk obudził pozostałych kompanów. Następna…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%