Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Muzyka · 5 min czytania

Otchłań

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Właśnie zbliżała się zima. W knajpkach było coraz więcej spragnionych grzanego piwa klientów. W jednym z takich lokali krzepiąco palił się ogień w kominku, a od czasu do czasu jakiś młody chłopak toczył beczkę browaru za bar. Zawiesista chmura tytoniowego dymu wisiała w powietrzu, a gdzie niegdzie z jednostajnego gwaru wybijały się operetkowe śmiechy dam. Na ulicach, jak to na początku zimy, lekki śnieg i plucha toteż wysokie cylindry dopiero przybywających gości okryte były białym puchem, a długie, kaszmirowe płaszcze damskie od dołu otaczała falbanka błota. Mimo to, wszyscy państwo bawili się wybornie. Za trzy godziny bar miał być zamknięty, a wszyscy ludzie prawdopodobnie rozeszliby się do domów lub, gdyby nie było już bryczek, odwiedziliby znajomych i zostali u nich do rana. Dzisiejszego wieczoru występuje Jane – lokalna gwiazda wczesnego jazzu. Jane ma dwadzieścia dwa lata, mieszka sama w wynajętym mieszkaniu w Harlemie. Nawet ona nie pamięta swoich rodziców – od dziecka mieszkała u krewnych z Ameryki Łacińskiej, którzy od niedawna siedzą w Nowym Jorku. Co sobotę przychodzi tu śpiewać, ale dziś była w bardzo złym nastroju, więc na samym wejściu do lokalu zamówiła podwójną whisky. Jane, chociaż zniszczona przez tytoń i alkohol, to w gruncie rzeczy ładna dziewczyna. Ma długie, czarne, kręcone włosy, a jej rasa waha się pomiędzy Latynoską i Mulatką. Jest wysoka i koścista, ma wypukłe policzki, wydatne usta i szeroki nos. Właściwie to trudno ją opisać, bo ona jest wszystkim i wszystko jest nią. Patrząc na Jane przychodzi na myśl mnóstwo przymiotników, a wśród nich takie przeciwstawności: melancholijna – figlarna, arystokratyczna – drobnomieszczańska, surowa – gorąca, pociągająca – odrażająca, samotna – towarzyska … I tak dalej, i tak dalej. Po czterech takich szklaneczkach Jane była gotowa wystąpić. Ludzi już było pełno i niecierpliwie wyczekiwali gwiazdy. Jane, w czarnych sięgających ziemi spodniach, rozpiętej prawie do piersi koszuli i w czarnym cylindrze wchodzi na scenę. Raz, dwa, trzy, cztery. Jane delikatnie, z pełnym szacunkiem dla wstępu grajka, wzdycha głośno i otwiera usta. Są to setne sekundy. Jane widzi powoli odwracających się do niej ludzi. Owładnięci różnymi trunkami nie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Otchłań — czytnik · opowiadania