Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 37 min czytania

Otchłanie Zapomnienia

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Do Ankh-es-en-Amun, siostry serca mego. Jak długie są te wieki, tysiącielcia spędzone w ciemnościach bez blasku twego uśmiechu. Jak gorzkie łzy, których przelałem po stokroć więcej niźli jest wody w słonym jeziorze Amen-Hetepa, stworzonego z miłości do Tiye. Jakże obmierzłym jest me istnienie, które zmusza wciąż do powracania na ten gnijący świat, na zawsze rozłączając mnie i moją siostrę. Me życie. Mą miłość. Mą duszę. Dopiero podczas ostatniej śmierci uzyskałem pewne wiadomości, które doprowadziły do powstania tego listu, gdyż dopiero wówczas, podczas wędrówki mego ba wśród nieokrzesanych dusz barbarzyńców, dowiedziałem się o jednej, która poszukuje drogi do Amenti. Jej imię brzmiało Ankh-es-en-Amun. Chociaż ciąży to niezmiernie memu sercu, jednak ośmielam się modlić za to że wciąż tam przebywasz i nie powęrdujesz dalej, do błogosławionych ziem A'aru, zanim ta skromna wiadomość dotrze do twych rąk. Posłaniec który Ci ją przyniesie został wyjątkowo hojnie nagrodzony, acz, powołując się na nasze niegdyś gorące uczucie, proszę byś ponownie to uczyniła. Jeśli sprawiłoby Ci to przyjemność przesłać mi kilka słów po tych tysiącleciach milczenia, to ów posłaniec będzie wiedział gdzie teraz przebywam i dostarczy mi twój od dawien oczekiwany list. Pisze byś wiedziała czym się stałem i dlaczego minęło tyle wieków, podczas których nie zdołałem spełnić mej obietnicy połączenia się z Tobą, by wspólnie złożyć pokłon u stóp Ozyrysa. Śmiem również żywić nadzieje, że przez poznanie prawdy zrozumiesz, a rozumiejąc-przebaczysz. W liście tym umieszczam wiedzę dotyczącą mnie- Khemi-am-khaibitu, i wielu wszystkich podobnych do mnie. Jest to marna praca jak na tak liczne żywoty, lecz jesteśmy tajemniczą i enigmatyczna rasą, rzadko sie dzielimy swoja wiedzą. Jak się później dowiesz, ma ukochana wysiłki te utrudniało me wygnanie. Horus odwrócił swą twarze ode mnie, na zawsze łącząc me imię z Ishamelem, tym który pierwszy go zdradził. Za miłość ku tobie. Wybrance bogów. Odmówiono mi na zawsze widoku błogosławionej krainy A'aru. Karą za mój grzech jest wieczne odradzanie się, życie i umieranie nieskończona ilość razy, każda śmierć i odrodzenie coraz bardziej odsuwa mnie z dala od Ciebie, ukochana. Wówczas podczas tych minonych dni spędzonych nad wiecznym nilem mówiono mi, że spotkał mnie honor tak wielki żem go niegodzien. Powtarzali że mimo tego że uwiodłem kapłankę, Horus osobiście wybrał mnie do walki pośród Shemsu-Heru. Występowałem przeciwko Setowi i Apepowi, a Horus potrzebował siły mej i mego Hekau. Lecz wyparłem się. Wypowiedziałem posłuszeństwo Horusowi, niezależnie od tego jak wielkim było to grzechem. Nie mogłem podążać dalej tą drogą, która tak straszliwie odmówiła mi widoku mej ukochanej. Ostatecznie porzuciłem Horusa, a od tamtego dnia moje imię już zawsze łączono z imieniem Ishamaela, pierwszej mumii, która porzuciła jego służbę. Gdyż właśnie tym teraz jestem: Mumią, krótko żyjącą, umierająca, a następnie odradzającego się zgodnie z wolą załorzycieła naszej rasy. Podczas mych niezliczonych śmierci poszukiwałem wieści o Tobie. Wędrowałem po przerażającej krainie zmarłych, widziałem pałace Amenti oraz chadzałem po salach niegdyś zamieszkałych przez samego Ozyrysa, a teraz rozsypujących się niczym ruiny Memfis- milczącego świadka naszego uczucia. Kiedy podróżowałem wraz z Anubisem słyszałem jak mówi o krainie A'aru. Widziałem nawet jej odległe mury. Lecz nie zgodziłem się aby przewoźnik mnie tam zabrał. Podobno jak raz przekroczy się bramę i zawita w wspaniałych ogrodach A'aru to już nigdy się ich nie opuści i nigdy się nie powróci do świata zmarłych cieni. Nie odważyłem się w obawie ze Ciebie tam nie znajdę. Teraz w mej duszy gości nadzieja. Jeśli ta nędzna prośba dotrze do twych rąk i, jeśli znajdziesz w sercu przebaczenia za to, że nie zdołałem wypełnić złożonej Ci przysięgi przed tymi wszystkimi wiekami, to pozwól mi przybyć do Ciebie, abyśmy razem przekroczyli bramy A'aru. Wraz z tą wiadomością przysyłam Ci moje pamiętniki. To one służył mi za pamięć, przypominając mi kolejne życia, począwszy od pierwszej śmierci. Pamięć zbyt łatwo zawodzi po tak licznych żywotach, śmierciach i odrodzeniach. Po tylu wiekach nawet te najcenniejsze wspomnienia mogą się rozwiać niczym sny przycimione blaskiem boga Ra. Widziałem moich braci, którzy nie byli w stanie przypomnieć sobie swoich imion. Sama myśl o tym przeraża mnie. Lecz jeśli zapomnienie jest najgorszym przekleństwem to pamięć jest daleka od błogosławieństwa. Być, żyć, widzieć, poznawać i pokochać tak wiele rzeczy, miejsc i ludzi, by potem przyglądać się jak wszystko marnieje, starzeje się i w końcu ginie. Widok ten przepełnia rozpaczą i pragnienieniem śmierci, która nigdy nie nadejdzie. To była pamięć o Tobie. Ankh-es-en-Amun. Życie słońca, radości serca mego, która uchowała mnie przed szaleństwem przez te wszystkie tysiąclecia. Głęboko przechowywałem myśl że kiedyś znów Cię spotkam i razem przyjdzie nam sie połączyć w krainie A'aru. Pamiętaj o głębokiej mej miłości do Ciebie i o mych poszukiwaniach. Wiem kim jestem i nie zapominam, a nadzieja na przyszłe szczęście u twego boku wygania z mej duszy rozpacz. Błagam Cię, przeczytaj me pamiętniki by zrozumieć czym się stałem i by osądzić mnie. Nie zapominaj, błagam Cię na jej nieskazitelną miłość do Ozyrysa, która przetrwała najcięższe próby, abyś znalazła choć odrobinę tego gorącego uczucia które dzieliliśmy razem nad brzegiem wiecznego nilu. Khemi-am-Khaibitu

W pradawnej ciszy grobowca jednego z faraonów Egiptu rozległ się trzask stawów rozprostowujących się po latach nieużywania. Zasuszone płaty skóry tarły o siebie wydając odgłos podobny do piłowania drewna. Pobudzone ruchem powietrze wzbiło w górę ponad stuletnią warstwę kurzu, zapach pleśni rozszedł się po pomieszczeniu. Khemi-am-khaibitu odrodził się ponownie. Jego ciało cofało się w czasie, rozkład przebiegał wstecz, dawno utracone części ciała pojawiły się znów przywołane z nicości, by służyć swojemu właścicielowi. Będą tak jeszcze powracać wiele razy i przez wieczność będą używanie przez odrodzonego, który spędzi jeszcze wiele żywotów w tej samej skórze. Khemi-am-khaibitu wstał próbując omijać dary dla zmarłego faraona, nie były mu ofiarowane a zmarłemu i jego grobowcowi należy się szacunek, który i tak został naruszony poprzez obecność ciała odrodzonego kiedy jego dusza wędrowała po Amenti. Po raz kolejny był tak blisko celu swojego wiecznego istnienia, już prawie odnalazł radość swojego serca, Ankh-es-en-Amun, a teraz przyjdzie mu spędzić kilka lat na tym padole łez, który z każdym jego odrodzeniem zmienia się napawając odrodzonego odrazą do cywilizacji. Rydwany bez koni, urządzenia do mówienia na odległość, ruchome obrazy były tym czego Khemi-am-khaibitu sie obawiał, był pewien ze niektóre z tych dziwnych rzeczy zamieszkiwały demony. Jakże zmienił sie ten świat od momentu w którym Khemi-am-khaibitu i jego Ankh-ens-en-Amus przemierzali brzegi rzeki życia- Nilu. Pochodnia zapaliła się jasnym płomieniem. Dawała dużo światła które pokazywało wygląd grobowca jednego z wielu egipskich faraonów, teraz większość z nich doznaje katuszy w zaświatach po tym jak bezbożni archeolodzy rujnują świętość ich miejsca wiecznego spoczynku a ciała wystawiają na żer publiki. Jednak kiedyś przyjdzie dzień w którym jeden z faraonów obudzi sie tak jak teraz Khemi-am-khaibitu i zamiast w sarkofagu będzie w muzealnej gablocie. W tym świecie nie ma miejsca na szacunek dla dawnych wierzeń, nikt juz nie szanuje potomków Ra i ich grobowców. Jednak ta budowla, która wykuto w skale ku czci Sebeka XIX był na szczęście nienaruszony co dawało chociaż cień radości w tym wykrzywionym świecie. Niech ludzie zapomną o dawnych panach tych ziem, może wtedy chociaż niektórzy z nich będą mieć godne miejsce w zaświatach, którego tak wyraźnie odmawiają im archeologowie, rujnując miejsca spoczynku faraonów, kapłanów i wielu innych zacnych ludzi żyjących w Egipcie. Odrodzony sięgnął do pakunku ktory miał obok siebie przez te wszystkie wieki, była to kopia jego pamiętników, spisywanych przez cztery tysiące lat cyklu odrodzeń i śmierci. Ostatni wpis brzmiał 'Odrodzenie zmieniło moją dusze i moje ciało. Teraz mnie muszę spożywać posiłków ani udawać się na spoczynek. Nie czuje znużenia i nie mogę zasnąć. Teraz kraina snu jest obca, zapomniałem jak to jest śnić i marzyć. Nie mogę jeść, zapomniałem smak daktyli które tak często jadłem za czasów które spędziłem w oazie Qerti, nie pamiętam smaku chleba wypiekanego przez Ab-enshet-negfet, przez tyle swoich młodych lat jadłem go kiedy Ra opuszczał krainę cieni. Może są to tylko szczegóły i nieznaczne wspomnienia, ale wraz z ich odejściem tracę kawałek siebie. Przestaje pamiętać dzieje spędzone w Tebach, potem w mieście umarłych i tych spędzonych wraz z tobą moja Ankh-es-en-Amun. Jednak podczas przepisywania pamiętników które potem trafiły do Ciebie przypomniałem sobie wiele. Pierwsze moje zapiski, napisane jeszcze przy pomocy hieroglifów wróciły mi tyle obrazów i dźwięków z przeszłości. Rzeka łez spływała po mojej twarzy kiedy wspominałem Theru-enef-ankh i jego siostę Heth-abehu a także ich nienazwane dziecko, które padło ofiara czarnej zarazy. Pamiętam procesję żałobników idąca za pochodem pogrzebowym. Do tej pory ogarnia mnie smutek kiedy przypominam sobie ich ataki rozpaczy. Byli wyjątkowo dobrze opłaceni. Teraz kończę moje zapiski, czeka mnie kolejna śmierć i odrodzenie. Cykl jest nieubłagany. Mam nadzieje że tym razem spotkamy się w Amenti, moja Ankh-es-en-Amun"

"Pamięć jest złośliwa, oszukuje i zwodzi. Pragnie pogrążyć mnie w rozpaczy. Zabrała mi wszystkie moje szczęśliwe wspomnienia, zakryła obraz twarzy mej ukochanej, odebrała widok Nilu odbijającego promienie Ra, ukryła przede mną obraz piramid za czasów ich świetności a podsunęła obraz ruin którymi są teraz, po prawie 3 tysiącach lat. Pamięć pozbawiła mnie radosnych obrazów ale jednocześnie zadbała bym wciąż pamiętał te wywołujące łzy. Jednak bez wspomnień każdy z nas byłby nikim, ale czuje że czasem lepiej jest zapomnieć kim sie jest, niż z każdym przebudzeniem przypominać sobie tak straszne rzeczy jak zdrada i porzucenie przez przyjaciół. Ten ból w duszy kiedy wie się że przez swój jeden głupi występek traci sie kogoś bliskiego sercu. Jeden błąd a twoi przyjaciele nie chcą cie widzieć. To boli. Do tej pory pamiętam jak Tech-en-Abhat i Ab-aman-Khat odrzucili mnie. Powiedzieli że nie chcą mnie znać, po tym jak wystąpiłem przez Ramzesem XXVII i poprosiłem go o rozstrzygnięcie sporu między mną a Am-bef-apep, wiedziałem że mam racje, ale kiedy faraon poparł Am-bef-apepa rozwścieczyłem się. Teraz widze jakim to było niemądrym posunięciem, ale zbyt późno do tego doszedłem. Obraziłem faraona i pewny swoich racji nie ukożyłem się przed nim i nie błagałem o wybaczenie, a powinienem to zrobić. Lecz teraz jest za późno, zbyt wiele lat minęło zanim doszedłem do swojego błędu. Przez to straciłem swoich przyjaciół, jednak nie mam im tego za złe, mieli racje wyrzekając sie mego imienia. Sam jestem sobie winny. Potem straciłem życie stracony z ręki straży faraona. Gdyby nie to mógłbym żyć dalej by potem w spokoju umrzeć ostateczna śmiercią. Jednak los chciał inaczej. Is-ra-sekhem-at przewodnicząca kultowi Izydy odprawiła nad mym ciałem wielki rytułał. Dała mi wieczne istnienie, jednocześnie pozbawiła widoku mojej Ankh-es-en-Amun na wieki. Zyskałem nieśmiertelność, której nie chciałem. Oddzielono mnie od siostry mego serca, nie widziałem jej potem przez te tysiąclecia. Tego nigdy nie wybaczę kultowi Izydy i Horusowi." Słowa wyczytane w pamiętniku przyprawiły odrodzonego o napad gniewu i przypomniały o nienawiści do kultu Izydy i Horusa. -Czemu?-zadał pytanie próbując zachować spokój.-Czemu daliście mi nieśmiertelność!? Nie chciałem jej! Dlaczego...-Krzyczał Khemi-am-Khaibitu by potem paść na ziemi i ronić łzy. Nieśmiertelność jest najgorszym przekleństwem jakie może spotkać człowieka, a pozbawienie go widoku, słów i dotyku ukochanej po wsze czasy jest najokrutniejsza karą. Pułapka odrodzenia to wieczna i nieprzerwana rozpacz, nie można się od niej uwolnić. Bycie odrodzonym pozbawia człowieka jedynej pewniej drogi ucieczki od rozpaczy- śmierć. Tym sposobem wzbudza uczucie niemocy, który nie może nic zrobić by poradzić sobie z rozpaczą. Jedyna droga to zapomnienie, odrzucenie wszystkich wspomnień i wyzbycie się swojej świadomości, jednak to prowadzi do jeszcze większej rozpaczy i do obłędu.

Miasto było siedliskiem setek tysięcy ludzi. Mieszkali oni w wieżowcach potężniejszych niż piramidy największych faraonów, ludzie żyli w nich niczym bogowie. Mieli wszystko i wciąż chcieli więcej. Mieli rydwany bez koni i różne urządzenia których przeznaczenia Khemi-am-khaibitu nawet nie próbował by odgadnąć. Odrodzony kroczył wśród tłumu, mimo swojego dziwacznego wyglądu nie budził jakiejś większej sensacji. Jego ogolona głowa i szaty kapłańskie wydawały sie być czymś normalnym na ulicy miasta zwanego Nowym Jorkiem. teraz nikt nie był fida'i w tym świecie. Odrodzony nie wiedział w którą stronę iść. Nie pamiętał gdzie w tym mieście znajdował się jeden z jego zastępczych grobowców gdzie spoczywała część jego pamiętników a także parę magicznych amuletów. Chodził po mieście mając nadzieje że coś przypomni mu dane dzieje. W końcu trafił do central parku. Placu zieleni pośrodku szarości budynków i nienaturalnych kolorów licznych reklam. Tutaj mógł wyciągnąć swoje zapiski i dowiedzieć sie gdzie jest jego miejsce w tym wielkim mieście.

"Niektórzy z nas nigdy sie nie naucza nowych rzeczy. Potężny Horus, najstarsza mumia i jeden z najmądrzejszych spośród Shemsu-Heru myli się. Jest ślepy na innych. Dla niego każdy wampir to potwór i sługa Apepa, którego trzeba zniszczyć. Mówi że oni są zaprzeczeniem Maat, zyskują nieśmiertelność pijąc krew innych, sam jednak nie dostrzega swojej prawdziwej nieśmiertelności, która jest zaprzeczeniem Maat w takim samym, a nawet większym stopniu. Pierwszy pośród odrodzonych w każdym wampirze dostrzega krwiożerczą bestie, jednak ja, jak i wiele innych mumii spotkaliśmy wampiry wstydzące się tego kim są i co robią, niektórzy nawet byli przemienieni wbrew swojej woli. Nie umieli jednak zakończyć cierpienia i wystawić się na działanie promieni Ra, które od zawsze są zabójcze dla wampirów. Niektórym brakowało odwagi, innym siły woli, zaś inny chowali w sobie zbyt dużą chęć przeżycia. Jedną z takich istot był poznany za poprzedniego żywota Dobiesław Czarnoleski. Wywodzący się z rodziny wampirów znanych jako "diabły". Sprawowali okrutne rządy od Bałtyku po szczyty Karpat. Temu wampirowi przyszło dźwigać tą spuściznę okrutnych wampirycznych ojców i wieczne przekleństwo rodu Kaina. Zmuszony by do końca świata pić ludzką krew, pogrążył się w rozpaczy głębszej niż niejeden z odrodzonych. Spędziłem wiele nocy rozmawiając z nim o jego tragicznych losach. Słuchałem jego opowieści, a on potem słuchał moich. Oboje rozumieliśmy tragedię drugiego. Opowiadał mi o swoim ojcu, który poddał się potworowi zamieszkującego dusze każdego wampira, który w końcu zdobywa dusze każdego z przeklętego rodu. Mówił mi o swojej tęsknocie za spojrzeniem Ra, którego tak długo nie widział i już nigdy nie zobaczy. Wspominał mnicha Gerwazego, który walcząc z prawdziwym demonem pokazał mu że musi zaakceptować swoją drogę, jeśli chce się opierać bestii. Ja opowiadałem mu o mojej miłości o Ankh-es-en-Amun, o wojnie jaką prowadzi Horus, o tym że tak jak on tracę swoją ludzką naturę wraz z utratą swoich wspomnień. Jednak naszą znajomość przerwała śmierć. Moja śmierć, jedna z wielu jakie już przeżyłem. Mam nadzieje że kiedyś jeszcze spotkam tą udręczoną istotę, mam też nadzieje że nadal będzie się opierał bestii i że znów usiądziemy przy dębowym stole i wymienimy się swoimi żalami i opowieściami."

Wspomnienia o Dobiesławie ożyły wraz z ostatnim słowem ostatniej notatki z lat 1490-1560. Los wampira go wzruszył i przywołał setki obrazów. Chciał ponownie spotkać, swojego przyjaciela. Jedną z nieliczych osób która go zrozumiała. Chociaż z drugiej strony minęło tyle lat. Jego przyjaciel mógł zostać zniszczony, mógł zatracić się w bestii. To bolało najbardziej. On zostawał taki sam, a inni zmieniali się, ginęli, starzeli się, a on nie potrafi, nie mógł odejść, mógł tylko raz po raz wracać do tego świata, który już dawno o nim zapomniał. Khemi-am-khaibitu rozejrzał się swoim smutnym wzrokiem po okolicy. Przyglądał się ludziom, twarze mu nic nie mówiły, poza jedną, nieszczególną twarzą gdzieś w tłumie. -Niemożliwe-powiedział do siebie po egipsku a jego oczy rozszerzyły sie ze zdziwienia. Widział ją. Widział swoją Ankh-es-en-amun, po tylu latach ją zobaczył. Jednak czy to była ona? Czy to tylko figiel jego pamięci? Widział młoda dziewczynę, dostrzegał w jej twarzy twarz Ankh-es-en-amun. Przecież niemożliwym było żeby po Nowym Jorku spacerowała jego ukochana z czasów Egiptu. Przecież ona teraz szuka drogi do A'aru. Jednak jeśli to ona? Jeśli zmarnuje szanse spotkania z radością swojego serca? Musiał z nią porozmawiać. Nie mógł jej stracić na kolejne tysiąclecia. Wziął swoje cenne pamiętniki i ruszył za nią.

Czy to figiel pamięci czy to naprawde jego Ankh-es-en-amun? Khemi-am-khaibitu przepychał się przez tłum by tylko dogonić swoją ukochną. Rozpychał się z łokciami, nie sluchał uwag przechodniów, musiał dotrzeć do niej. Musiał wykorzystać ta niepowtarzalną szanse. Musiał. W końcu udało mu się dotrzeć do niej. Do jego Ankh-es-en-amun. -czyt to ty moja ukochana?-Spytał z łzami w oczach. Z przejęcia nawet nie zauważył że posłurzył się językiem egiptu z czasów faraonów -Mów koleś po angielsku, albo po niemiecku, bo inaczej się nie dogadamy!- odpowiedziała młoda dziewczyna ubrana w czarne spodnie i bordowy golf. Nosiła luźno puszczone włosy koloru jasnoblond. Khemi-am-khaibitu był zmieszany, nie wiedział co powiedziec. Dziewczyna nie czekała na odpowiedź poszła dalej w swoją strone. Odrodzony próbował wydusić z siebie kilka słów, ale nie potrafił. Jej głos, jej ciemnobrązowe włosy, jej twarz wprawiły go w osłupienie. Tyle lat, czekał by znów ją zobaczyć. Stał i wyciągał ręke ku swojej Ankh-es-en-amun, lecz ona nie obruciła się. Może go już nie pamięta? Myśli przewijały się w jego głowie calymi kaskadami. Wspomnienia powracały z głębin zapomnienia. Łzy popłynęły mu po twarzy. Łzy szczęscia i rozpaczy. Zobaczył najbliższą mu osobę, która go nie pamiętała. Zniknęła w tlumie, zostawiłą go. Khemi-am-khaibitu wbił wzrok w…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Otchłanie Zapomnienia — czytnik · opowiadania