Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 14 min czytania

Otwórz oczy (ciąg dalszy)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

***

Tajemniczy nieznajomy znalazł się w naszym domu. Podczas całej podróży i przenoszenia nie obudził się ani nawet nie drgnął. Posprzątaliśmy domek, co w sumie nie było takie straszne, bo stara szybko zamieniła się w proch, a moja krew dała się łatwo usunąć z lakierowanej podłogi, i wyjechaliśmy jeszcze tego samego dnia. Teraz wszyscy siedzieliśmy w salonie i patrzyliśmy na mężczyznę leżącego na kanapie. - Może to ktoś w stylu pogromcy duchów? – zasugerował tata. - Ale skąd by wiedział gdzie nas szukać? - Hmm… Może ma jakiś wykrywacz złej energii czy coś takiego? – tata popisywał się bujną wyobraźnią. - Albo zdolności telepatyczne. - Albo w ogóle jest kosmitą. – ironiczny uśmiech mamy - Ale czemu tak nagle zemdlał? No i zobaczcie na niego. Wygląda jak zwykły chłopak. Gdyby to był jakiś pogromca czy ktoś w tym rodzaju, to miałby specjalny kombinezon, tak jak na filmach… - jak zwykle analityczny umysł mamy ostudził nasze zapędy. - A miecz? Wygląda na prawdziwy, a ostrzem można przebić betonową ścianę – tata. - A ty skąd to wiesz? - mama. - No bo… - zakłopotał się tata. - W każdym razie uratował nam życie. – zmieniłam temat – Musimy poczekać aż się obudzi, bo sami i tak do niczego nie dojdziemy. Rodzice poszli zrobić sobie kawę i po chwili wyszli na taras, a ja czuwałam. Zadziwiała mnie ich zdolność do odnajdowania się w nowej, nie do końca normalnej sytuacji. Sama zresztą też się zaskakiwałam. Skąd to opanowanie? Jak tak szybko mogliśmy dojść do siebie po niedawnym koszmarze? A może wszyscy jesteśmy w szoku, tylko nie potrafimy tego rozpoznać? Nieznajomy faktycznie wyglądał całkiem zwyczajnie – szary T-shirt, czarne spodenki do kolan i krótkie ciemne włosy, ale miałam wrażenie, że za tą otoczką normalności kryło się coś więcej. Czasami wydawało mi się, że to dostrzegam, ale wciąż umykało i powodowało coraz większą frustrację. Byłam pewna, że odkrycie tej tajemnicy da odpowiedź na wszystkie nurtujące nas pytania.

***

Minęły trzy dni… - Chyba się budzi – głowa mamy pojawiła się niespodziewanie w oknie, a na jej słowa, porzuciliśmy z tatą pracę w ogrodzie i pospieszyliśmy do domu. Mężczyzna faktycznie zaczął się wiercić i coś mruczeć pod nosem. Za chwilę się obudzi i zagadka wszech czasów zostanie w końcu rozwikłana. - Mmmmm… Mmmmszszsz…. Mmmuuszsz… jjj…. llliiiiśśśś…… - Rozumiecie coś z tego? – tata podrapał się po nosie. - Mmmuuszszeee jjjąąą ooooo…. ccalić! Julia! Zerwał się gwałtownie oddychając łapczywie i rozglądał zamglonym wzrokiem dookoła. - Spokojnie. Jesteśmy bezpieczni. – delikatny dotyk mamy otrzeźwił go nieco. - Udało się – uśmiechnął się niepewnie – wszyscy żyjecie. Na pewno macie mnóstwo pytań, ale proszę, zanim je zadacie, wysłuchajcie mnie. Dobrze? Pokiwaliśmy głowami. - Mam na imię Adam. Tam skąd pochodzę nie mamy nazwisk, więc jestem po prostu Adam. Trudno to wyjaśnić, ale jestem, a jednocześnie nie jestem ze świata jaki znacie. Mój świat istnieje równolegle z waszym, ale tak jakby kryje się w jego cieniach. Jest taki sam, ale jednocześnie zupełnie inny. Niewielu jest takich, którzy mogą żyć w obu tych światach. Osobiście znam tylko dwie takie osoby. Jedną z nich jestem ja, a drugą właśnie Julia. Pewnie chcielibyście wiedzieć skąd to wiem. Otóż ludzie w moim świecie mają, że tak się wyrażę trochę inne właściwości niż tutaj. Na pewno nigdy nie zwracaliście uwagi na znamię na szyi Julii. Trzy pieprzyki tworzące trójkąt równoboczny. To właśnie jest znak, którym jesteśmy naznaczeni. No właśnie i…. – westchnienie – i gdy Julia obudziła strzygę, to we mnie tak jakby coś się aktywowało, nie wiem jak inaczej to określić i mogłem was odnaleźć. A teraz przejdę do sedna. Od dłuższego czasu szukałem kogoś takiego jak Julia. Potrzebuję jej pomocy. W moim świecie dzieją się bardzo złe rzeczy i tylko Julia może nas uratować… No i rodzice nie dali mu dokończyć. - Co?! - Jak to?! - Zwariowałeś?! - No całkiem na mózg mu padło. Młody człowieku, co ty nam tu za głupstwa wygadujesz? Na pewno jesteś jeszcze w szoku. - Ale proszę mnie wysłuchać. Bardzo proszę… - Spadłeś nam tu z nieba, wymachując mieczem na prawo i lewo, opowiadasz niestworzone rzeczy o świecie, który jest, ale go nie ma i chcesz, żebyśmy oddali ci córkę, bo tylko ona może ocalić świat?! - No tak. Tak to w dużym skrócie wygląda. Mama jakoś tak oklapła, a tata poczerwieniał i widziałam, że najgorszy wybuch jeszcze jest przed nami. - Julia, proszę pomóż mi… I wtedy wszystko stało się jasne. Ukryty sens nareszcie ukazał swoje oblicze. To właśnie było moje przeznaczenie. Uratował nam życie, więc jak mogłabym mu odmówić… Jakkolwiek niedorzecznie brzmi jego historia, ja w nią wierzę. Może od zawsze wiedziałam, że ten świat jest bardziej złożony niż się nam wydaje. - Pomogę. …Pomimo stanowczego sprzeciwu zdrowego rozsądku… Rodzice przedstawiali kolejno rozpacz, wściekłość i niedowierzanie. Ufali mi jednak i wiedzieli, że cokolwiek zrobią, to nie odwiodą mnie od już raz podjętej decyzji.

ROZDZIAŁ 2

- Więc jak się tam dostaniemy? – zapytałam, patrząc na promienie słoneczne odbijające się w oknach mojego domu. Adam, milcząc, włożył rękę do kieszeni i wyjął z niej czerwoną kulkę wielkości mandarynki. - Co to jest? - Nasz transport. – uśmiechnął się łobuzersko – Wystarczy, że będziesz w nią patrzeć. Zajmę się resztą. No to patrzyłam. Kulka była tylko kulką i nadal nic się nie działo. Czekałam na jakiś rozbłysk światła, wybuch albo chociaż lekkie zawirowanie w głowie, a tu nic. W końcu znużona czekaniem zapytałam: - Długo jeszcze mam się gapić na tą kulkę? Wybuchnął śmiechem: - Już dawno jesteśmy na miejscu, ale nie mogłem sobie odpuścić twojej zabawnej miny w stylu „jestem gotowa na wszystko”. - Bardzo śmieszne – nastroszyłam się. - No nie gniewaj się. – poklepał mnie po ramieniu – Chodźmy. Świat Adama wyglądał identycznie jak mój. Przynajmniej na pierwszy rzut oka, bo na drugi – otoczenie przyprawiało mnie o dreszcze. Warstwowa cisza zdawała się kryć w sobie dźwięki, o których nie śniliśmy nawet w najgorszych koszmarach. Budynki z ciemnymi oknami i panującym w nich bezruchem wtapiały się w otoczenie, a na każdym kroku towarzyszyło mi niepokojące wrażenie, że ktoś nas obserwuje. Serce tłukło mi się w klatce piersiowej niczym mały, przestraszony ptaszek. Bezwiednie chwyciłam dłoń Adama, a on ścisnął ją lekko. Wyczuwałam, że on również jest zaniepokojony. Starał się obejmować wzrokiem cały świat, choć nie mam pojęcia, jak w takich ciemnościach widział cokolwiek.

***

- Tutaj wszystko się zaczęło. W tym domu. Staliśmy na osiedlowej uliczce jakich widuje się wiele w moim mieście. Przed nami z mroku wyłaniał się front zwykłego piętrowego domu. Kute, skomplikowane kształty balustrad i liczne facjaty nadawały mu ciężkości i posępności, ale w sumie nie wyróżniał się niczym szczególnym. Adam zwinnie niczym kot, przeskoczył przez bramę, ale ja gramoliłam się na nią z pięć minut. Gdy w końcu zwycięsko zeskoczyłam na podwórko, byłam…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Otwórz oczy (ciąg dalszy) — czytnik · opowiadania