Horror · 13 min czytania
Otwórz oczy (zakończenie)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
ROZDZIAŁ 3
Zalał mnie strumień światła, oślepiając i unieruchamiając na chwilę. Razem z obrazem moje zmysły zaatakowała przerażająca kakofonia dźwięków – pisków, szczeknięć, miauknięć, jęków, westchnień i głuchego łomotu. Gdy w końcu udało mi się rozejrzeć po pomieszczeniu, widok dosłownie powalił mnie na kolana. To był duży salon, a na jego podłodze, pod sofami, na kredensie, w każdym zakamarku, no dosłownie wszędzie, leżały martwe lub ledwo żywe zwierzęta – psy i koty. Łzy wypełniły mi oczy, gdy patrzyłam na ich przedśmiertne drgania. Kotek na moim ramieniu wiercił się, kręcił i miauczał cichutko. Słone strumienie wędrowały po moich policzkach i kończyły żywot na podbródku. Niedaleko mnie leżał średniej wielkości rudo-biały pies. Dyszał ciężko, urywanie i popiskiwał cicho. Przysunęłam się do niego powoli i położyłam mu dłoń na głowie. Popatrzył na mnie błagalnie wielkimi, brązowymi oczami i westchnął głęboko. Potem iskierki w jego ślepiach zniknęły, umilkł i już się nie poruszył. Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek w życiu było mi tak smutno. Wokół było tyle śmierci… Ktoś by powiedział, że to tylko zwierzęta, ale spójrzcie na nie. Czyż one nie czują? Czy nie cierpią? Czy się nie boją? Czy… Na drżących nogach, dygocząc na całym ciele, zwalczając dławiący szloch, udało mi się wstać. Ruszyłam chwiejnie przez salon i wyszłam na korytarz, do którego prowadziły drzwi po prawej. Tu prawie nie było zwierząt. Tylko jeden kot walczył jeszcze o życie. Zataczał się od jednej ściany do drugiej, ciągnąc za sobą tylne łapy i plując krwią. Miałam ochotę krzyczeć, płakać i wołać o pomstę do nieba. Skręciłam w drzwi po prawej i znalazłam się w maleńkim pokoiku. Było tu tylko łóżko i niewielka komoda. Paliło się górne światło. Było pusto. Już chciałam odetchnąć, gdy moją uwagę przyciągnęły jakieś szmery dochodzące spod łóżka. Zdjęłam kotka z ramienia i zajrzałam pod nie. Dlaczego to wszystko się dzieje? Jaki chory umysł wykreował ten świat? Cierpienie i odór śmierci były niemal widoczne w powietrzu wypełniającym ten dom. Pod łóżkiem leżała psia mama z pięcioma szczeniakami. Cztery z nich leżały nieruchomo, ale piąty wyglądał na zdrowego. Suczka była na granicy życia. Ostatkiem sił podniosła się i ruszyła w moim kierunku. Zdążyłam ją złapać zanim upadła i wyciągnęłam z kryjówki. Położyłam jej wiotkie ciałko na kolanach i gładziłam delikatnie. Patrzyła na mnie ufnie i niemal z czułością. Kilka oddechów później umarła, zostawiając mnie z bolącym, poszarpanym sercem. Zabrałam ocalałego szczeniaka oraz towarzyszącego mi kotka i opuściłam pokój. Kolejne pomieszczenie okazało się gabinetem, który z całą pewnością był pusty. Przysiadłam na skraju skórzanego fotela, bo nagle zrobiło mi się słabo. Oddychałam powoli i głęboko, głaszcząc bezmyślnie maleńkiego pieska. Przymknęłam powieki, starając się jakoś uciszyć rozwrzeszczane myśli. - Co tu się dzieje piesku? Hm? Powiesz mi? – otworzyłam oczy i spojrzałam na maleńką kuleczkę śpiącą mi na kolanach. I zobaczyłam. Zrozumiałam. Tuląc w ramionach szczenię, zerwałam się z fotela i już miałam otworzyć drzwi, gdy… DUM, DUM, DUM… Jakby korytarzem kroczył olbrzym… Włosy zjeżyły mi się na karku, a oddech ukrył w płucach i nie zamierzał ich opuścić. Kroki zatrzymały się przed drzwiami… W pokoju nie było miejsca, w którym można by się ukryć, więc wcisnęłam się w kąt za drzwiami i modliłam. Zgrzytnęła klamka. Zamarłam. Drzwi uchylały się powoli przez niemiłosiernie długi moment. W szparze między drzwiami a framugą zobaczyłam ubraną na czarno postać. Był to mężczyzna w bliżej nieokreślonym wieku o haczykowatym nosie, obwisłych policzkach i tłustych, szpakowatych włosach. Bijący od niego smród szybko otoczył mnie swoimi lepkimi mackami. Mężczyzna stał nieruchomo i lustrował pomieszczenie. Nozdrza drżały mu niebezpiecznie, a usta zaciskały w coraz bielszą i węższą kreskę. Zrobił krok naprzód. DUM! Teraz już go nie widziałam. DUM! Jeżeli spojrzy za drzwi, zobaczy mnie! Na krawędzi drzwi pojawiła się blada, owłosiona dłoń o sinych paznokciach. Odór stał się silniejszy. Chciało mi się płakać ze strachu i bezsilności. Zza drzwi wychynęło podkrążone oko, łypiąc na mnie groźnie. Widoczna dla mnie połowa ust rozciągnęła się w lubieżnym uśmiechu, a w kąciku pojawiła się żółta piana. Drapieżnik i jego ofiara… Zabije mnie – pomyślałam z żalem. Zawiodłam… Ale… Nagle odwrócił się jakby ktoś go zawołał i nie zamykając nawet drzwi, szybko odszedł. Zachowując najwyższą ostrożność na jaką było mnie stać w stanie półprzytomności ze strachu, przemieściłam się do kolejnego pokoju. Sprawdzę jeszcze tylko tutaj… Była to ponura, słabo oświetlona kuchnia. Dopiero po chwili zauważyłam, że to co wcześniej wzięłam za cień zalegający w kącie między szafkami, jest w istocie czarnym kotem. Podeszłam do niego , bojąc się jednocześnie, że jest kolejną ofiarą plagi. Kot leżał jednak zwinięty w kłębek i najzwyczajniej w świecie spał. Dotknęłam go ostrożnie, a on uniósł głowę i spojrzał na mnie zaspanymi oczami. Gdy chciałam go podnieść i zabrać ze sobą, syknął i nastroszył futro. Odskoczyłam odruchowo. - Musimy się stąd wydostać – powiedziałam do niego – Rozumiesz mnie przecież. Musimy iść. Patrzył na mnie przeszywająco, a ja poczułam się jak idiotka. Przecież to oczywiste, że mi nie odpowie. Tylko, że… Widziałam… - Rozumiesz co mówię, prawda? I wtedy, jakby po chwili namysłu, kiwnął łebkiem, wstał i przeciągnął się leniwie. Dostojnym krokiem podszedł do drzwi i niespokojnie poruszał ogonem. Miałam zamiar odszukać inne żywe zwierzęta, ale gdzieś w głębi domu znów rozległo się głuche: DUM, DUM, DUM. Zerwałam się do biegu, szarpałam przez chwilę z drzwiami i wypadłam na korytarz. Szybko go przecięłam, a salon niemal przeskoczyłam i znalazłam się na tarasie. Czarny kot gdzieś zniknął. Ukryłam się w już tak dobrze znanych krzakach, żeby złapać oddech i uspokoić kołaczące serce. Mały kotek zeskoczył mi z pleców, gdzie spędził czas poświęcony na bieg i zaczął mi się ocierać o nogi, mrucząc pocieszająco. Szczeniaczek wyglądał dobrze, choć dygotał cały i czasami piszczał. Przeraża mnie ta gra życia i śmierci. Teraz, gdy wszystko w końcu stało się jasne, co mam dalej począć? Jak naprawić zło trawiące ten świat? Dusze ludzi i zwierząt zamieniły się miejscami, ale kto to sprawił? Gdzie go szukać? A może nikt nie jest temu winny? Tyle śmierci… Ludzkie dusze nie mogą się odnaleźć w ciałach zwierząt i je niszczą, by się…