Fantastyka · 13 min czytania
Owoc Pierworodny - fragment
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
01.Kontakt
Słońce zanurzało się w konturach szczytów odległych gór zalewając dolinę krwistą poświatą. Trawa wyglądała jak brunatny mech spływający po zboczu, przerzedzając się niżej, gdzie stały drewniane domy wyglądające razem jak pocięty pień gigantycznego drzewa, przez który przebijała się błękitna serpentyna biegnącej z podziemnego strumienia rzeki. Revan jak zawsze siedział na tym samym głazie obserwując zachód. Był to jedyny okres dnia gdy można było spojrzeć w tą monumentalną kulę ognia bez obaw że gałki oczne spłyną po policzkach. Do osiągnięcia statusu międzyplanetarnego miotacza płomieni brakowało jej zaledwie parę dziur ozonowych więcej. Zresztą ozon i tak już był tak rzadki że skórę pokrywały czarne plamy w miejscach gdzie długie okrycia z lekkich skór wystrzępiły się. Revan jednak nie zwracał uwagi na te drobne nie udogodnienia atmosferyczne. Był zwyczajnym mieszkańcem osady który musiał liczyć się z tym że każdy dzień może być tym ostatnim, a zwłaszcza w ostatnich miesiącach. Plony ledwo wystarczały, a polowanie niosło ze sobą ryzyko którego świadomość była wpajana już od dziecka. Zwierzyna emigrowała coraz dalej, zbliżając się na niebezpieczną odległość do kręgu wyschniętych stepów. Tam zaś, to człowiek stawał się zwierzyną. A to za sprawą stworzeń tak tajemniczych że zwano je po prostu Innymi. Stworzenia Inne... nie dlatego bo jako jedyne nie dawały się zabić. Nie dlatego że same zabijały, w dodatku nie dla pożywienia. Ich zachowanie było po prostu niezrozumiałe. „Nic ma powodów do obaw” mówili Starsi. Mówili że Inne żyją na stepach bo boją się nas bardziej niż my ich, że po prostu bronią swojego terytorium i nie powinniśmy go naruszać. Mówili że tragiczna śmierć czteroosobowej grupy myśliwych to naturalny cykl z którym trzeba się pogodzić. Miał w dupie to co mówili. Pieprzenie o naturalnym cyklu sprawiało że czuł się jak w kurczącej się klatce, więziony 17 lat. Nie miał najmniejszego zamiaru uczestniczenia w tym cyklu, mimo świadomości że jeśli nie zabije ich palące słońce, prawdopodobnie zrobią to Stworzenia. Przeklinał na myśl że urodził się i pewnie umrze w tej samej osadzie, jedynej oazie na niekończących się pustkowiach. Był tylko jeden powód dla którego nie popadł w obłęd uciekając przez stepy w nadziei że gdzieś tam również jest jakieś życie. - Wiedziałam że cię tu znajdę. - Witaj Ame. Sam jej głos koił go niczym obłok przed żarem trosk. Znajomość z tą 14 letnią dziewczyną była najlepszą rzeczą jaka mogła go spotkać w życiu. Zdawało mu się że żyje już tylko dla niej, by chronić ją i cieszyć się jej radością. Usiadła obok i skuliła opierając brodę na kolanach. - Jak się czujesz Rev? Znowu pracowałeś przy plonach cały dzień. - Mogło być gorzej – zaśmiał się ponuro. Przed oczami wciąż majaczyły mu koszmarne kształty gdy tylko myślał o śmierci czającej się na nich na horyzoncie. Ame wtuliła się w jego ramię, łaskocząc długimi, czarnymi włosami. - Myślisz że kiedyś dadzą nam spokój? – spytała zatroskanym głosem również patrząc w dal, na ostatnie promienie słońca – Te Inne... - Nie myśl o tym. Nic nam nie zrobią jeśli nie będziemy się do nich zbliżać. Ame podniosła głowę by spojrzeć mu w oczy, znów tym nieodgadnionym wzrokiem, jak gdyby w ułamku sekundy przebiegały jej tysiące myśli. Patrzyli tak na siebie prez chwilę, po czym uderzyła go w ramię. - Nie mów mi o czym mam nie myśleć! Tam gdzieś jest coś co zabija ludzi i mam o tym nie myśleć? - Au, przepraszam – powiedział tylko masując rękę. Trawa w końcu odzyskała swą zieloną barwę, a nocne ptactwo zbudziło się do życia. Wsłuchiwali się w milczeniu w smutny śpiew Szybujących w błękicie, brzmiący niczym odległy, przeciągły płacz. - Ale nam nic się nie stanie, prawda..? – powiedziała w końcu gdy Revan objął ją ramieniem. - Obronie Cię – uśmiechnął się krzywo na myśl o rozszarpywanym przez niego gołymi rękami Stworzeniu. - Wiem – też się uśmiechnęła. Był dla niej jak starszy brat, przyjaciel który zawsze potrafił pocieszyć. Jednak po krótkiej chwili westchnęła i wtuliła w niego twarz – Boję się... - Nic nam nie będzie. Wyszeptał głaszcząc ją po puszystych włosach spływających jej po plecach. Wiedział jednak że nic nie jest zapewnić im bezpieczeństwa gdy oddalą się od wioski. Przy zbieraniu pożywienia z odległych pól jakie ich czeka, mógł jedynie mieć nadzieję że Inne jeszcze nie zapuszczają się tak daleko. Nie chciał mieć nic wspólnego z żadnym naturalnym cyklem.
* * *
Revan zerwał się z łóżka wyczuwając w powietrzu jakąś sensację. Za oknem panowało poruszenie a powietrze wibrowało od podekscytowania. Założył szybko swe podarte spodnie porzucone na wiklinowym krześle i wybiegł z domu. Słońce ledwo świtało lecz ulica była pełna od ludzi zmierzających w stronę siedziby Starszych, w centrum wioski. - Co się stało? – Spytał jednego z przechodzących mężczyzn. - Przybysz... – powiedział tylko i zniknął w tłumie Przybysz... z zewnątrz..? Revan rozszerzył powieki w niedowierzaniu. To zmieniało cały światopogląd ich społeczeństwa. Więc po za stepami jest życie! Wbiegł do pokoju rodziców prawie wywarzając drzwi z zawiasów. - Wstawajcie! Przybysz z zewnątrz! Szybko! - Kto..? Spytała matka nieprzytomnie, lecz Revan już przeciskał się przez tłum by ujrzeć tego człowieka jak najszybciej. Jeśli w ogóle był to człowiek... - Herezja! Po za doliną nie ma życia! - Chyba nie sądzisz że żył w lesie przez 30 lat głupcze? - Nieszczęście, sprowadzi na nas klęskę! - Widział go już ktoś? To człowiek..? - Niemożliwe, jak udałoby mu się tu przybyć!? Wszędzie wokół rozbrzmiewały zażarte dyskusje i nerwowe szepty. Już dawno nie widział ludzi tak skłóconych i zdezorientowanych. Nawet śmierć czterech osób przyjmowali ze zgodną pokorą. Przewidywano że kiedyś musi to nastąpić. Lecz przybycie z zewnątrz, było wydarzeniem wielkim, nawet dla najstarszych członków osady. Ci w których rozpaliła się nadzieja na nadejście nowej ery, wchodzili na dachy by móc coś dostrzec. Inni, bojąc się nawet myśleć że po za pustkowiem są inne osady a może nawet i cywilizacje, siadali pod ścianą w bezmyślnym osłupieniu. Revan przebił się zdeterminowany przez oniemiały mur ludzi ułożonych w pierścień, by spojrzeć na…