Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 18 min czytania

Pachnidło cz. 1

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

– Krok w prawo. Adelajda postąpiła według instrukcji Lotara, opierając biodro o mahoniowe biurko. Przez czerwoną opaskę, zawiązaną na oczach przez jej pół-elfa, widziała światło mocnego czerwcowego słońca, które wpadało przez okno naprzeciwko niej. – Dobrze. Wyciągnij teraz prawą rękę nad biurko. – usłyszała za lewym uchem jego głos, a na szyi poczuła ciepły oddech; zadrżała, gdy na jej kark wystąpiła gęsia skórka, ale bezzwłocznie zrobiła, co jej kazał. Przez chwilę błądziła palcami nad mahoniowym blatem, ale Lotar niezmiernie ją rozpraszał. Czuła jego obecność za sobą – ciepło bijące z jego ciała było wyraźnie odczuwalne, mimo iż w pokoju było duszno – jednak jej nie dotykał. Miała ochotę zarzucić poszukiwania imieninowego prezentu, zerwać z oczu opaskę, odwrócić się i pocałować go – tak po prostu. Wiedziała jednak, że on może to źle odebrać, więc zniecierpliwiona zniżyła dłoń i momentalnie natrafiła na płócienny woreczek. Lotar rozwiązał jedwabną opaskę, a ona zsunęła się na podłogę, łaskocząc jej szyję i obojczyki. Adelajda uniosła woreczek zawiązany lnianym sznurkiem na wysokość oczu. Jak na swoją wielkość był ciężki, a jego zawartość była zimna i twarda. Dopiero, kiedy się mu przyjrzała Lotar objął ją od tyłu i ucałował w szyję, a ona przymknęła oczy napawając się jego dotykiem i rosnącą w sercu niecierpliwością, poprzedzającą rozwiązanie supełka na woreczku. Sięgnęła wreszcie do sznurka i pociągnęła, uwalniając płócienny materiał, który rozchylił się na boki. Po pomieszczeniu rozniosła się zimna relaksująca energia, a Adelajdę znowu przeszył dreszcz. Wiedziała już, że w środku znajduje się kryształ górski, z którego owa energia się wydobywała, ale była też pewna, że Lotar nie podarowałby jej jedynie kamienia – chociaż dla niej, czarownicy, byłby to idealny prezent. Dziewczyna zanurzyła dłoń w woreczku, czując coraz bardziej narastający chłód, i jej palec momentalnie natrafił na szpic. Zjechała dłonią wzdłuż główki o diamentowym kształcie, a u jej nasady nagle wyczuła ciepło przenikające przez zimny kryształ. Jadąc dłonią niżej, ujęła kryształowy flakonik i wreszcie wydobyła go na zewnątrz, ujawniając przed samą sobą jego kształt. Kryształ, z którego był wykonany flakonik był idealnie przezroczysty, a ciepło, które nagle wyczuła Adelajda pochodziło od żywicy, którą była wyłożona jego szyjka i część, zagłębiającego się w niej, kryształowego koreczka. Sam flakonik był niewielki, a w jego wnętrzu mienił się raz na różowo, a raz na niebiesko gęsty płyn, który błyszczał magicznym pyłkiem, niechybnie pochodzącym od wróżek. Dziewczyna odchyliła głowę i pocałowała, obserwującego ją z boku Lotara w usta. – Dziękuję. – szepnęła. A on sięgnął po koreczek i z drobnym trudem (jeszcze nie stwardniała żywica scalała ze sobą dwie części kryształu) wyciągnął go z flakoniku. Po pokoju rozszedł się słodki zapach, a nogi ugięły się pod Adelajdą. Lotar przytrzymał ją i zapytał: – Co czujesz? Dziewczyna przymknęła oczy i powoli wzięła wdech. Zapach był obłędny. – Konwalie… – kolejny wdech. – …, gruszki i… – otworzyła nagle oczy i gwałtownie odwróciła się do Lotara z jaśniejącym uśmiechem. – … i floremy? Byłeś w Easie? – zapytała z zachwytem. On także się uśmiechnął, ukazując rząd białych drobnych zębów i unosząc końcówki szpiczastych, długich uszu. – Tak. – powiedział i złożył niewinny pocałunek na jej roześmianych ustach. – Tydzień temu, w poszukiwaniu odpowiedniego prezentu dla ciebie. – Zabierz mnie tam, dzisiaj. – widząc jego niezdecydowaną minę, dodała słodkim głosem: – Proszę, są moje imieniny. Chcę tam być. Lotar spojrzał na, odłożone wcześniej przez Adelajdę na biurko, perfumy i westchnął; w jego wielkich niebieskich oczach pojawił się smutek. Dziewczyna odszukała po chwili jego wzrok i powtórzyła: – Proszę. Lotar zamknął oczy i ponownie westchnął, prostując się. – Dobrze. – powiedział w końcu. A ona zamiast zacząć skakać z radości, wspięła się na palce, objęła ramionami jego szyję i całując go w policzek, szepnęła: – Dziękuję.

***

– Jak to, teraz już wiesz, jakie są moje ulubione zapachy? – zapytała ze zdziwieniem Adelajda związując rude, puszyste loki rzemykiem i chowając je pod kapturem białej szaty. Lotar uśmiechnął się, zdejmując koszulkę i ciskając ją w kąt ziemianki, do której przeniósł ich portal, otworzony przez pół-elfa w piwnicy ich domu w „ludzkim” świecie. – To pachnidło zostało stworzone tak, by dla każdego wydzielało trzy indywidualne, ulubione zapachy w idealnych natężeniach. – W takim razie, co czujesz ty? Lotar uśmiechnął się nieco lubieżnie, unosząc brew. Adelajda również się uśmiechnęła, słysząc odpowiedź, którą wypowiadał, powoli się do niej zbliżając: – Ja czuję zapach twojej skóry oświetlanej blaskiem księżyca; zapach oceanu, unoszący się nad plażą, kiedy się pierwszy raz… – nie skończył zdania, bo żona przyłożyła mu palec do ust, rumieniąc się. – A trzeci zapach? – zapytała – …, a trzeci zapach… – przybliżył usta do jej ucha i wyszeptał odpowiedź. Gdy Adelajda otworzyła ze zdziwienia usta, a Lotar objął ją w talii, całując w szyję, po jej ciele rozeszło się przyjemne ciepło i przeciągły dreszcz przebiegł wzdłuż jej kręgosłupa.

***

– Przestań! – krzyknęła ze śmiechem Adelajda, a jej głos odbił się echem od otaczających ich zielonych wzgórz i krawędzi lasu. Lotar ze śmiechem zastrzygł uszami, strzepując z włosów garść puszaków, które Adelajda włożyła mu pod kaptur czarnej szaty, i puszczając skraj ubrania swojej żony. Zrezygnował tym samym z przekonywania jej do tego, by za kilkaset lat, kiedy już będą rządzić światem wyzwolonym przez istoty magiczne, wprowadziła nakaz noszenia przez królową „człowieczych” miniówek. Szli przez rozległe pola, trzymając się za ręce i patrząc, jak puszaki – fioletowe kulki podobne do kwiatów łopianu – samodzielnie wracają na korony drzew i przyczepiają się do rosnących tam liści, po strąceniu ich przez Adelajdę jakimś niegroźnym zaklęciem. Rozmawiali o tym, co było i co dopiero przed nimi, o swoich „przyszłych” wcieleniach, które teraz były gdzieś w Easie i doskonale wiedziały o ich przybyciu, bo przecież one też podróżowały między czasoprzestrzeniami. Świadomość światów równoległych nie była przyjemna. Adelajda i Lotar niejednokrotnie zastanawiali się nad tym, czy powtarzają gest w gest, słowo w słowo to, co robili bądź mówili Adelajda 2 i Lotar 2, żyjący kilkaset lat wprzód. Czy znajdują się dokładnie w takich samych sytuacjach i poznają takich samych ludzi. Adelajda 2 i Lotar 2 spotkali się tylko raz z Adelajdą i Lotarem – gdy pół-elf pierwszy raz wyczarował portal do świata przyszłego, a było to jeszcze w czasach panowania faraonów. Adelajda 2 i Lotar 2 czekali na swoich przeszłych sobowtórów tuż za portalem, gdzieś około roku 150, gdy to Klaudiusz Ptolemeusz sporządził (z niemałą pomocą centaurów i faunów) pierwszą mapę nieba. Rozmawiali nie dłużej niż pół godziny, przez które Adelajda i Lotar dowiedzieli się, że ich sobowtóry doskonale wiedzą, kiedy oni będą podróżować między czasoprzestrzeniami, a to jest ich pierwsze i ostatnie spotkanie – do kolejnego nie dopuszczą, ponieważ mogłoby to mieć nieodwracalne skutki dla teraźniejszości i przyszłości. Adelajda 2 i Lotar 2 pożegnali ich szatami, które mieli zakładać, przenosząc się do przyszłości, by mogli ich z daleka obserwować. Ale Adelajda i Lotar nigdy nie czuli na sobie wzroku swoich przyszłych sobowtórów. A w szczególności, gdy już byli w wyzwolonym przez istoty magiczne Easie. Spacerowali po łąkach i lasach, często przechadzali się po brzegu oceanu i oglądali wschody i zachody słońca. Czuli się bezpiecznie, jakby już rządzili tym światem, chociaż mieli zasiąść na tron dopiero za jakieś czterysta pięćdziesiąt lat. Czasem nie mogli uwierzyć w to, że przez niecałe pięćset lat niemal wszystko, co stworzył człowiek może zrównać się z ziemią i pokryć tak pięknymi wzgórzami, lasami i na nowo wypiętrzonymi górami. Chociaż, pewnego razu, gdy Adelajda i Lotar pływali kilka mil od lądu wydawało im się, że w oddali widzą skąpany w wodzie czubek pochodni Wolności opromieniającej świat. Nie podpłynęli jednak bliżej, by rozwiać swoje wątpliwości, ponieważ nad horyzontem zaczynała formować się potężna burza. Teraz Lotar prowadził Adelajdę do miejsca, w którym zdobył dla niej pachnidło. Znajdowało się ono na dużej polanie w głębi lasu. Na środku stał mały drewniany sklepik przykryty strzechą, a pod jedną ze ścian lasu znajdowała się ogromna stodoła z szarego kamienia – to tam robiono pachnidła. Lotar i Adelajda najpierw udali się do sklepiku, osłoniwszy twarze skrawkami swych szat. Zastali tam starego centaura, śpiącego na skórzanym fotelu za ladą. Nad jego głową zamocowane były dwie półki ciągnące się przez całą długość ściany, a na nich znajdowały się poustawiane w równej odległości fiolki mieniące się niebiesko-fioletowym pyłem. I to właściwie było całe wyposażenie sklepiku. Adelajda i Lotar spojrzeli tylko na siebie i nie budząc centaura, dyskretnie wyszli.

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Pachnidło cz. 1 — czytnik · opowiadania