Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 7 min czytania

Pada snieg...

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Pada Śnieg. Białe płatki miękko spływają na ziemię. Wszędzie panuje wielki rozgardiasz. Wszyscy się śpieszą, kupują ostatnie prezenty, jakieś zakupy, ktoś sprzedaje ostatnie już, wybrakowane choinki, marząc by jak najszybciej iść do domu. Kolędnicy z udawaną radością wyśpiewują pod kościołem. Facet przebrany w czerwony komiczny strój, udaje Mikołaja, wołając donośnie hoł, hoł, hoł. Wigilia. Co roku to samo. Stała z boku i obserwowała tę paranoję cicho się śmiejąc. Jakoś nie potrafiła się wczuć w ten nastrój, wszystko wydawało się jej takie groteskowe. Powoli ruszyła wzdłuż sklepów, patrząc z politowaniem na tych wszystkich ludzi, ogarniętych jakimś amokiem i biegających bezsensu, walcząc z czasem. Mikołaj wyciągnął w jej stronę rękę i podał czekoladowego cukierka - wesołych świąt!- Wykrzyknął, ale ona zbyła go ironicznym uśmiechem i poszła dalej. „Może i jestem głupia- myślała-, ale, nic nie poradzę na to, że wydaje mi się to wszystko takie żałosne” Na każdej mijanej przez nią wystawie stały jakieś głupowate krasnale i mikołaje, zachwalające sklepowy towar. Pod kościołem siedział żebrak i żerował na współczuciu ludzi. Przyglądała się temu wszystkiemu bystrze i bezlitośnie oceniała. Nie była starą, zgorzkniała jędzą, potrafiła się bawić, cieszyć. Tylko, że raz do roku zupełnie nie potrafiła zrozumieć ludzi. Dla niej gwiazdka to synonim kiczu i rozczarowania. Starała się, przez kilkanaście lat być wierna tradycji, udawała przed światem, że tak samo jak wszyscy raduje ją ten chaos i sztuczność. - Panienko, panienko, może kupi pani te cudowne figurki aniołków? Wspaniałe na prezent!- Krzyczała za nią jakaś przekupka. W końcu dotarła do swojego małego mieszkania. Zaparzyła sobie herbatę i zaczęła wspominać…. Inne święta…. Zawsze było coś nie tak. A to z kimś się pokłóciła, a to dostała po raz setny czerwony szalik, choć nie znosiła tego koloru, a później było jeszcze gorzej…. Najpierw jej cudowny narzeczony, rzucił ją tydzień przed świętami dla ponętnej blondynki, a później w dodatku w dniu wigilii, zdechła jej ukochana kotka. Od tamtej pory nie znosiła wręcz świąt, ale mimo wszystko miała jeszcze jakąś nadzieję i choć ukrywała to sama przed sobą, to mimo wszystko, co roku liczyła, że tym razem się uda i będzie tak jak to sobie wymarzyła. Dwa lata później, właśnie w święta jej rodzice postanowili poinformować ją, że się rozwodzą. Od tamtej chwili po prostu przestała w nie wierzyć. Nie żeby, co roku zdarzały się jakieś wielkie tragedie, nie po prostu zawsze było nudno i wcale nie magicznie, ale ona się już z tym pogodziła. W tym roku w ogóle stwierdziła, że ma dosyć tej hipokryzji i postanowiła je zignorować. „ Szkoda czasu”- pomyślała-„ posiedzę sobie w domu, pooglądam telewizję, a później wezmę gorącą kąpiel i po prostu pójdę spać”- postanowiła. I pewnie by się tak stało gdyby nie pewien telefon. Najpierw w ogóle nie miała zamiaru odbierać, ale dzwonił tak natarczywie, że końcu zdecydowała się podnieś słuchawkę - No gdzie Ty jesteś?! Co Ty sobie wyobrażasz?! Są tu już tłumy, a nam brakuje ludzi!- usłyszała w słuchawce zdenerwowany, męski…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%