Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Pisarstwo · 4 min czytania

Pajęczyna lśniąca rosą

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Poranek. Kolejny, mglisty poranek, kiedy to słońce jeszcze nie zdołało wznieść się ponad dachy okolicznych kamienic.

Nie potrzeba nawet budzika, żeby wstać tak wcześnie. To po prostu się dzieje: nadchodzi kolejny dzień, a umysł sam z siebie odrzuca sen i pobudza do aktywności. Staruszka budzi się więc, odrzuca kołdrę okrytą wykrochmaloną poszwą w różnobarwne kwiaty i powoli, szurając nogami po wytartych dywanach, idzie do łazienki. Myje się wolno, wiedząc, że nigdzie nie musi się spieszyć. Potem wraca do pokoju i ściele łóżko, a pies, śpiący na posłaniu w kącie pokoju, otwiera szeroko pokryty siwą sierścią pysk i pokazuje przerzedzone uzębienie. Nie wstaje jednak w przeciwieństwie do swojej pani, ale kładzie łeb na przednich łapach i wodzi za nią wzrokiem, kiedy wychodzi z pokoju do kuchni, zagotować wodę na herbatę. Czeka cierpliwie, wiedząc, że wszystko musi toczyć się powoli, swym z dawna ustalonym rytmem, co najzupełniej mu zresztą odpowiada.

Staruszka zalewa wodą esencję herbacianą na dnie kubka z nadtrąconym uchem i czeka przez chwilę, aż napój wystygnie. Nie używa torebek herbaty ekspresowej, woli sama co jakiś czas wymieszać suszone liście, uzyskując w ten sposób niepowtarzalny smak.

Wreszcie kończy, myje kubek, odkłada go na suszarkę i idzie w stronę szafy. Pies, widząc to, wstaje powoli z posłania, przeciąga się i staje cierpliwie przy drzwiach. Kobieta zdejmuje z wieszaka płaszcz, wkłada go i zakłada psu obrożę. Wyszukuje w kieszeni pęk kluczy, zamyka drzwi i idzie ostrożnie w dół ciemnej klatki schodowej. Zna ją tak dobrze, jak siebie, nie potrzebuje nawet zapalać…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%