Pisarstwo · 3 min czytania
Pąki kwitnące żałobą.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Ktoś, bardzo zły Ktoś, zasadził na małym skrawku złocistej ziemi - kilka ciemnych ziarenek. Ten bardzo zły Ktoś polecił prostej dziewczynie dbać o nie, jak o ulubione cebulki czerwonych róż. Zgodziła się i obiecała zrobić wszystko, by ziemia wydała szybko dobre plony. Jak dobre, miało się wkrótce okazać. Dziewczyna codziennie wstawała wcześniej, by usiąść na trawie i doglądać swój nowy skarb. Robiła codziennie to samo: nuciła mu, mówiła i podlewała soczyście zimną wodą. Z niepokojem serca czekała na to, co zobaczy. Minęły długie dni, tygodnie, kiedy zaczęła dostrzegać łodygę koloru zgniłej zieleni i kilka listków. Łodygę ozdabiał ciemny, nierozkwitnięty pąk. Dziewczyna czuła więź z kwiatem, który był dla niej zagadką. Im dłużej o niego dbała, tym więcej niepokojów rozkwitało w jej sercu. Mimo wszystko chciała dotrzymać słowa danemu Człowiekowi, który kiedyś zjawił się w jej domu. Ktoś, bardzo zły Ktoś, pojawił się niebawem, by pochwalić Dziewczynę za troskę. Wręczył jej w zamian kilkanaście ziarnek, które polecił zasadzić, gdy tylko poczuje taką potrzebę. Dziewczyna ukryła je w dłoni i pokiwała głową. Długo wpatrywała się w kulejącą postać zmierzającą w stronę lasu. Nie mogła oderwać od niego wzroku, był hipnotyzujący i pociągający, zaczarował ją. Kiedy zniknął za ciemnymi konarami dumnych drzew - poczuła w sercu paraliżujący smutek, podążający cienką strużką po rumianych policzkach Dziewczyny. Zasadziła w złocistej ziemi…