Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

melodramat · 9 min czytania

Pamięć

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

{b}{i}Pamięć{/i}{/b}

Delikatny szelest zakłócił ciszę spowijającą niewielki, drewniany domek. Otoczony każdej strony drzewami, latem budynek wyglądał bajecznie. Słoneczne dni dawno już jednak ustąpiły miejsca jesieni, która pozbawiła rośliny liści, a okoliczne pola otuliła gęstą, niemal namacalną mgłą. Drobna mżawka zdawała się wisieć w powietrzu. Staruszce to jednak nie przeszkadzało. Cierpliwie splunęła na klucz, po czym ponownie umieściła jeden z jego końców w małej, niezgrabnie wyżłobionej dziurce. Zamek zazgrzytał i tym razem ciężkie, dębowe drzwi otworzyły się powoli, skrzypiąc niemiłosiernie. Kobieta weszła do swojego skromnego domu, ostrożnie stawiając każdy krok. Podłoga pod jej stopami zatrzeszczała głośno. — Franciszku, tyle lat już nie naprawiałeś tych desek — rzuciła zachrypniętym głosem w próżnię. Nie usłyszała odpowiedzi. Nawet na nią nie czekała. Zdjąwszy z pleców postrzępiony, ręcznie utkany sweter, ruszyła powoli w kierunku ulubionego fotela. Tego, który specjalnie dla niej wyrzeźbił swego czasu mąż. Nadszarpnięty zębem czasu mebel dawno już utracił swoją świetność. Drewno spróchniało, a oparcie pokrywała gruba warstwa kurzu, niewidoczna dla starych, schorowanych oczu. Ale nadal był to jej ulubiony fotel. Dostała go na imieniny, czterdzieści lat temu. Dokładnie czterdzieści, co do dnia. Również dzisiaj przypadało jej święto. Odwiedziła więc grób męża i teraz czekała na gości — ukochane dzieci, a może i wnuki. Tylko oni jej pozostali. — Oj, Franciszku — powiedziała, siadając wygodnie w fotelu. — Tak miło będzie zobaczyć znowu Stasia i Teresę. Dawno ich tu nie było! Wstyd przyznać, ale nie pamiętam nawet, jak mają na imię nasze wnuki. Chyba coraz gorzej ze mną. Ty byś pamiętał. Głośne skrzypienie odbiło się echem od poszarzałych ścian. Także one z biegiem lat straciły dawny blask. Staruszka jednak, patrząc na nie, nadal widziała kwiecistą zieleń. I męża, malującego je z uśmiechem. Pomagała mu, zdrapując pozostałości poprzedniej farby. Ale kiedy to było... Obok jej głowy przeleciała ospała mucha. Zatoczyła kilka kręgów, jakby próbowała znaleźć dogodne miejsce do odpoczynku. Ale nie znalazła. Kobieta jej nie pozwoliła. Przegoniła owada ręką. Wzrok staruszki spoczął na oprawionym w złotą ramkę zdjęciu, wiszącym na ścianie. Uśmiechał się z niego poczciwy, sympatyczny staruszek. Jego dobroduszne oczy zdawały się patrzeć na nią z czułością. Tak to sobie przynajmniej tłumaczyła. W końcu na kogo mógłby tak patrzeć, jeśli nie na swoją żonę? Może na pokój? Na zakurzone meble i przybrudzone firany? Tak bardzo było jej wstyd. Ale przecież próbowała. Robiła, co w jej mocy, żeby utrzymać dawny ład i porządek tego skromnego gospodarstwa. Sama nie potrafiła z wszystkim sobie poradzić. Próbowała jednak, by Franciszkowi nie było przykro. Dzień wcześniej wysprzątała cały dom, najdokładniej jak umiała. Stojąca pośród drzew i pól drewniana chatka była dla niej całym światem. Nie chciała, by dzieci w dniu jej imienin widziały, że sobie nie radzi. Radziła sobie przecież jak mogła. Choć mogła niewiele. — Nie wiem, o której przyjadą dzieci — powiedziała, wpatrując się w zdjęcie męża. Skromny uśmiech zagościł na jej pomarszczonej twarzy. — Mówiłam ci już, Franciszku, jak słabą mam pamięć. Ale nadal pamiętam, jak się robi ich ulubione ciasto. Upiekłam je dla nich. Ty też je lubiłeś. Staruszka zerknęła na stary, zakurzony zegar, wiszący na ścianie obok zdjęcia. Duży, czarny pająk przemknął pospiesznie po jego tarczy. Tej samej, którą Franciszek zawsze polerował. Zegar wisiał zbyt wysoko, a jego wskazówki trwały w bezruchu od kilku lat. Kobieta nie mogła go dosięgnąć. Czekała, aż syn jej pomoże. W końcu za chwilę miał przyjść. On i jego piękna żona. Jej imienia też nie pamiętała. No i kochane wnuki. Już kilka lat ich nie widziała. Do tego córka. Na pewno pomoże jej pozmywać naczynia. Jak za dawnych lat, gdy płukały je w metalowej balii. — Robi się ciemno — oznajmiła, wstając z fotela. Następnie podeszła do ściany i przetarła pomarszczonym palcem zdjęcie męża. — Zaraz pewnie będą, przygotuję się lepiej.

To powiedziawszy zrobiła kilka kroków w kierunku drewnianej szafy. Podniszczone drzwi zatrzeszczały złowieszczo, gdy je otworzyła. Jej oczom ukazała się piękna, choć nieco już poszarzała, biało-złota sukienka. Ta sama, którą dostała od Franciszka niemal pięćdziesiąt lat temu. Dokładnie w rocznicę ślubu, najwspanialszej uroczystości w jej życiu.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Pamięć — czytnik · opowiadania