Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 14 min czytania

Pamiętnik jaskiniowca

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Nazywam się To_Ya, jestem jaskiniowcem i postanowiłem napisać swój pamiętnik. Dzień 1. Wstałem, jak zwykle ze wschodem słońca i poszedłem na polowanie. Udało mi się upolować tłustego skunksa. Nieco śmierdzi, ale za to nie wymaga przypraw. Po drodze zebrałem jeszcze trochę owoców, oraz wygrzebałem kilka korzonków. Gdy znalazłem się w jaskini słońce chyliło się ku zachodowi. Dzień 2. Znowu wstałem ze wschodem słońca i poszedłem na polowanie. Niestety nic mi się nie udało złowić, prócz kilku żab. Też niezłe, ale jak tu wyżywić całą gromadę? Gdy dochodziłem do jaskini posłyszałem odgłosy awantury. To, jak zwykle Promateusz lał swoją babę. Ciskał w nią kamieniami, oraz przygotowanymi na ognisko gałęziami. Nagle odgłosy ucichły. Promateusz obracał w ręku kamyk zielony, który o włos ominąwszy jego kobietę odbił się od skały. Kiedy podszedłem bliżej ujrzałem, że kamień rozłupał się na kawałki, z których jeden posiadał ostrą krawędź. –Wynalazłem nóż. –Wrzasnął. –Od tej pory nie będę chodził na polowania, tylko będę wynalazowywał różne wynalazki. I już z premedytacją począł rzucać kamieniami o skałę. Dzień 3. Gdy obudziłem się o świcie, ujrzałem przed wejściem do jaskini Promateusza nad stosem odłamków. –Patrza j –powiada do mnie –wy leniuchujecie, a ja wynalazłem motykę, siekierę, a nawet brzytwę. Poszedłem na polowanie, tym razem zaopatrzony w siekierę i nóż. Upolowałem nosorożca włochatego. Promateusz jako zapłatę za broń zabrał mi nosorożca, dla mnie pozostał tylko łeb i ogon. Baby przy pomocy Promateuszowych noży skrobały skórę z resztek mięsa i tłuszczu. Najadły się przy tym niezgorzej. Skórę, oczywiście zabrał wynalazca. Nie ma głupich –pomyślałem –sam zrobię sobie nóż i siekierę. Gdy Promateusz zobaczył co robię, porwał się na mnie z maczugą. –A ty taki - owaki! Jeśli chcesz sam produkować musisz wykupić licencję! –Za ile? –Za czy czwarte upolowanej zwierzyny, i połowę innych trofeów. Musiałem na to przystać Dzień 4. Promateusz wypróbował na jednym młodziaku swoją brzytwę. Młodzik wyglądał po tej operacji jak po bliskim spotkaniu trzeciego stopnia z tygrysem szablozębnym, ale w samej rzeczy na pysku nie pozostał ni jeden włos. Kiedy o zmierzchu wróciłem do jaskini zastałem tam istne pobojowisko. Okazało się, że nasi sąsiedzi z drugiej strony doliny napadli na nas, bo babów było u nich niedostatek i zamierzali porwać jakąś. A że w jaskini ciemno było, bo zadeptali ognisko, to macali tylko po gębach i przez pomyłkę uprowadzili świeżo ogolonego młodziaka. Szkoda go, ale gorzej, że nie ma ognia. Zaczęła się narada. Nasz wódz Matu, oraz szaman Zalem stwierdzili: mamy w końcu wynalazcę, niech wynalazuje ogień Dzień 5. Promateusz wziął w rękę smolną szczapę, wspiął się na skałę, w której mieściła się nasza jaskinia i trzymał ją w wyciągniętej ręce czekając na ogień z nieba. W końcu rozległ się huk straszliwy szczapa wypadła Promateuszowi z ręki, ale na szczęście zapaliły się na nim kudły, więc szybko odpaliliśmy od niego trochę suchego mchu i liści. Walka o ogień dobiegła końca Dzień 6. Ja wypoczywałem, ale Promateusz dalej wynalazowywał. Obok wejścia do jaskini wykuł mniejszy otwór i powiedział, że to będzie telewizja. Matu (nasz wódz) powiedział, że w dzień to może i być telewizja, ale w nocy radio, bo jak jest ciemno, to przez tą dziurę będzie tylko słychać. Zalem (szaman) stwierdził, że Promateusz jest za głupi na wynalezienie telewizji, więc będzie to po prostu Window. Od tej pory Promateusz zmienił imię na Bill Rock - Gates. Dzień 7. Dzisiaj rano nie wstałem. W ogóle nie potrzebowałem wstawać, bo przez całą noc snułem się po jaskini słuchając radia, bo cholernie narywał mnie ząb. Przed świtem zacząłem szarpać za nogę wystającą spod skóry ubitego przeze mnie onegdaj nosorożca włochatego. Spod skóry wygramolił się niespodziewanie ów niedawno ogolony młodzik, którego dla jego nieprzydatności do określonych celów wydalono z konkurencyjnej grupy jaskiniowców, czego za bardzo nie żałował, bo cóż to byli, pożal się Boże za jaskiniowcy. Zamieszkiwali nad rzeką w szałasach robionych z gałęzi. Tfu... Wstyd i poróbstwo!... Bill Rock - Gates był jednak (o czym wcześniej nie wiedziałem) odmiennego zdania i wziął młodzika na nałożnika. Ale wracam do sedna sprawy. Po chwili wyczołgał się z barłogu Bill. –Czego?! –Warknął, ziewając od ucha do ucha. –Ratuj wynalazco kochany! Nie mogę już wytrzymać z tym kłem. –Pokaż! –Odrzekł nieco udobruchany. –Niedobrze, pokiwał głową z udawaną troską, –niedobrze. Trza by wydrzeć. Nogi ugięły się pode mną. –Inaczej się nie da? –Można by zastosować leczenie kanałowe... –Mistrzu, błagam, zrób to. Wybudził zatem dwóch osiłków, o sylwetkach dresiarzy, wytłumaczył im na boku co i jak... Chwycili mnie za nogi i zanurzyli łeb w kanale kloacznym, który odprowadzał z kąta jaskini nieczystości. W ostatniej chwili przed zanurzeniem posłyszałem jego triumfalny okrzyk: –Wynalazłem właśnie narkozę! Faktycznie, po krótkiej szamotaninie zapadłem w głęboki sen. Jeśli przeżyję ciąg dalszy nastąpi. Dzień 7, około południa Zacząłem się wybudzać. Nad moją głową ujrzałem Zalema, z czaszką nosorożca wypełnioną węgielkami z ogniska, do których dodawał suszonych ziół zmieszanych z łajnem nietoperza, i gałązką wachlował dymem w stronę moich nozdrzy. Ta woń była po stokroć bardziej przykra niż zapach narkozy, który po mojej kąpieli unosił nadal w jaskini. –Budzi się, –usłyszałem szmer głosów. Do akcji wkroczył teraz Bill. –Rozejść się! Nie przeszkadzać! Wiesz co się z tobą działo? Potwierdziłem lekkim skinieniem głowy. –A wiesz, kim jesteś? –To_Ya –wycharczałem z trudem. –Boli jeszcze? –indagował Bill. Pokręciłem przecząco. –A widzicie? –triumfował. –Jestem geniuszem. Możecie na mnie mówić Gienek. A dla przyjaciół jestem po prostu Gen. Nagle, skądś, z góry dobiegł głos: –Ja ci dam Gen, ty patatafianie paleolityczny! Zaraz się z tobą policzę! Bill skulił się w sobie nieco, ale zaraz nabrał rezonu i krzyknął: –A ty, czego? Już walnąłeś we mnie ogniem z góry i nic mi się nie stało. A jak nie przestaniesz pyskować, to chycę za maczugę i wlezę na górę i tak ci przyłożę, ze ruski rok popamiętasz, degeneracie jeden! –Ja degenerat? Ja…ja… –Począł się jąkać głos. –Tak, ty! Wszyscy słyszą twój przepity głos. Ale, wiesz co –złagodniał nagle –w gruncie rzeczy wcale mi to nie przeszkadza i sądzę, że mógłbym cię polubić. A jak znudzi mi się mój nałożnik, a ty stracisz głos do szczętu możesz przyjść do mnie. Skóra z nosorożca jest naprawdę duża i ciepła. –A żebyś ty sczezł. A żeby ci robaki mózg wyżarły i wychodziły oczami. A żebyś tak drutem kolczastym w trumnie się zes... Dzień 7, pod wieczór Podwieczorku nie zjadłem, bo ząb na powrót zaczął boleć jak jasny gwint a na dodatek gęba spuchła mi…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Pamiętnik jaskiniowca — czytnik · opowiadania