Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 28 min czytania

pamiętnik trzydniowej nocy

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

13 lipca

Mam na imię Łukasz. Od tego dnia się wszystko zaczęło. Cały mój koszmar… Koszmar, który zaważył na moim przyszłym losie. Kto by się spodziewał, że jedna chwila może tak wpłynąć na czyjeś życie. Jedna chwila, jedno spotkanie, jedna tragedia. Teraz żałuję, że tej pięknej, bezchmurnej nocy wyszedłem z namiotu na spacer. Czemu to zrobiłem? Sam nie wiem. Może to już było gdzieś zapisane albo, po prostu, ja popełniłem gdzieś błąd? Kto to wie… Szedłem sobie piaszczystą plażą podziwiając odbijające się gwiazdy w płaskiej, cichej i nie poruszonej tafli wody. Księżyc w pełni wydawał się dość duży tej nocy. Jak to romantycznie przechadzać się z dziewczyną wzdłuż jeziora podczas takiego mroku. Niestety nigdy nie miałem okazji aby przekonać się jak to jest. Byłem sam. Sam jak palec pośrodku plaży. Wszędzie cicho i ciemno. Miałem wrażenie, że cała przestrzeń dookoła próbuje mnie pochłonąć. Głębia mroku sprawiała, że nie czułem się samotny wśród tego pustkowia. Coś mnie otaczało, ale nie wiedziałem co. Może to był tylko mój strach, albo coś rzeczywiście się na mnie czaiło. Nagle od tyłu poczułem lekki wiatr, który delikatnie pieścił moje skronie. Jego chłód przyprawiał mnie o dreszcze. Cała ta sytuacja wydawała się być bardzo dziwna. Ja czuje wyraźny powiew powietrza a tafla jeziora nadal pozostawała spokojna w bez ruchu. - Coś jest nie tak – pomyślałem – Co jest grane? W tym momencie usłyszałem w oddali cichy brzdęk jakiegoś metalu. Wewnętrzne przerażenie spowodowane pogłosem podpowiadało mi tylko jedno – uciec stąd czym prędzej. Nie przypominam sobie żebym kiedykolwiek tak szybko biegł, jak wtedy. Taki strach mnie wtedy ogarnął, że myślałem tylko o tym jak najszybciej opuścić tamto miejsce. Biegłem cały czas pod górkę pomiędzy domkami letniskowymi i drzewami w kierunku ulicy. Biegłem i biegłem nie oglądając się za siebie. Serce waliło mi jak oszalałe. Chciałem jak najszybciej dotrzeć to tej cholernej, oświetlonej drogi, żeby poczuć się trochę bezpieczniej. Już jestem blisko, jeszcze trochę, jeszcze kilkanaście metrów. Niestety jak na prawdziwego nieszczęśnika przystało i teraz też pech mnie nie opuścił. Moja lewa noga poślizgnęła się na jakiś szyszkach i upadłem twarzą na ziemię. - Jebane szyszki! – mruknąłem pod nosem. Wstałem i biegłem dalej. Jeszcze troszkę, jeszcze troszkę i wreszcie dobiegłem. Obejrzałem się za siebie, ale nikogo i niczego nie zobaczyłem co by zwróciło moją uwagę. Ulica była dobrze oświetlona i mocno ubita jak na drogę leśną. Po jednej i po drugiej jej stronie oprócz latarń rosły tylko drzewa i jakieś krzaki. Zero domów, zero ludzi. Szedłem spokojnym tempem w kierunku placu namiotowego. Serce z minuty na minutę powracało do normalnego tempa a oddechy stawały się coraz dłuższe i głębsze. Wszystko wracało do normy. Nawet strach mnie powoli opuszczał, i wtedy zobaczyłem ją. Siedziała na pieńku przy ulicy. - Co ona tu robi tak późno? Może na kogoś czeka? – zastanawiałem się. W końcu postanowiłem, że przejdę obok obojętnie. Nawet nie spojrzę w jej stronę, bo po co? Zbliżałem się coraz bardziej. Wzrok nieznajomej zdawał się być wpatrzony w ziemię, tak mi się przynajmniej wydawało. Przeszedłem koło dziewczyny, patrząc się cały czas przed siebie. - Łukasz – powiedziała – poczekaj na mnie. W tym momencie nie wiedziałem co mam zrobić. Zamurowało mnie. Nie mogłem się nawet poruszyć. Czułem się jakby ktoś mnie zamienił w kamień. - Skąd ona mnie zna? Kim ona jest? Znam ją? - próbowałem sobie przypomnieć. Bałem się odwrócić i spojrzeć w tamtą stronę. - Może pójdę dalej i udam że nic nie słyszałem?- pomyślałem. Jednak ciekawość wzięła górę nad strachem, więc zebrałem się na odwagę i zrobiłem obrót na prawej nodze. Zobaczyłem ją. Była blada i taka aura od niej biła, że nie mogłem odwrócić od dziewczyny wzroku. Wstała i powoli szła w moja stronę. Już była przede mną na wyciągnięcie ręki. Dobrze się przyjrzałem i stwierdziłem, że nigdy wcześniej tej osoby nie widziałem. Włosy miała czarne jak smoła, pofalowane. Niebieskie oczy pięknie błyszczały w świetle latarni, niczym dwa małe diamenty. W tych pięknych dwóch perłach można było się zakochać. Znakomicie komponowały się z małym noskiem i szczupłą twarzą. Owa dziewczyna reprezentowała średniego wzrostu zgrabną sylwetkę. Ubrana była schludnie. Miała na sobie jakieś jeansy, bluzę, adidasy. - My się znamy? – zapytałem. Jednak nie usłyszałem z jej ust odpowiedzi. – Skąd wiesz jak mam na imię? - Kiedyś ci to wytłumaczę – odpowiedziała. - Czemu nie teraz? - Teraz nie mogę - To może powiesz jak masz na imię? – irytująco spytałem. - Magda, mam na imię Magda. - To na mnie tak czekałaś? -Tak - A skąd wiedziałaś, że akurat będę tędy przechodził o tak późnej porze? - Hmmm kobieca intuicja – odpowiedziała z lekkim zawahaniem - Mam jeszcze jedno pytanie. Jaką masz sprawę do mnie, że tak tu na mnie czekasz? - Powiem Ci to późnej, ok.? - Nie, ja chcę wiedzieć już teraz! – Teraz mi nie uwierzysz w to co mam Ci do przekazania – powiedziała z dziwnym smutkiem w głosie. – Czemu tak uważasz? - A wierzysz w rzeczy… nadprzyrodzone? - Nie – odpowiedziałem bez wahania. - No, właśnie. Dlatego choćby mi nie uwierzysz – spuściła głowę w dół. Objęła mnie rękami a jej policzek spoczął na moim ramieniu – Jesteś taki cieplutki, że mogłabym się do Ciebie przytulać godzinami. Czy to normalne, że widzisz jakąś obcą kobietę na szosie, a ona od razu się do Ciebie tuli? Chyba nie – pomyślałem. Szczerze mówiąc to nie miałem ochoty teraz na przytulania więc próbowałem się jakoś uwolnić z jej uścisku – Wiesz co… jest jeden, mały problem. Ja jestem zmęczony i idę spać, późno już jest. - Nie ma problemu, a mogę iść z tobą? Te pytanie bardzo mnie zaskoczyło, nie wiedziałem co mam odpowiedzieć. Po krótkiej chwili odparłem z lekkim zdziwieniem w głosie: - Chyba tak. A co, nie masz gdzie spać? - Jak by Ci to powiedzieć… Mam gdzie spać ale… wole z tobą. Nie spodziewałem się takiej odpowiedzi. Nawet dziewczyny nie znam a już mam z nią spać? To trochę dziwne. - Wiesz co, mam pomysł. Odprowadzę Cię do twojego domku, czy tam namiotu, a później wrócę do siebie. Może być? – zaproponowałem. - A może to ja ciebie odprowadzę? - Dobrze, jak chcesz. Szliśmy środkiem ulicy nie mówiąc nic do siebie. Zmęczenie po całym dniu sprawiało, że czułem się strasznie senny. Pewnie dlatego nie miałem ochoty na pogawędkę z Magdą. Spacer razem, o ile można nazwać to spacerem, trwał około dziesięć minut. Przez cała drogę nie zamieniłem z nią ani jednego słowa. Może to wynikało z mojego przemęczenia, ale tak szczerze mówiąc to sam już nie wiem. - Miło, że mnie odprowadziłaś, ale ja już lecę spać. Dobranoc – odparłem i zrobiłem jej „pa pa” ręką, tak jak robią to małe dzieci. Namiot mój był dwuosobowy, ale nawet dla mnie był za ciasny, zwłaszcza jak wrzuciłem do niego ubrania oraz jedzenie z samochodu. Na tej niewielkiej polanie oprócz mojej osoby rozbiły się jeszcze dwie młode pary. Nawet nie wiem skąd one były. Z resztą co mnie to obchodziło. Zacząłem rozsuwać namiot i wtedy Magda złapała mnie za lewą dłoń. Przestraszyłem się gdy nagle poczułem jej lodowatą rękę na mojej skórze. - Czemu jesteś taka zimna? Może pożyczyć Ci bluzę? - Dziękuję, nie potrzeba – uśmiechnęła się do mnie. Spojrzałem wtedy na jej twarz i lekko się zdziwiłem kiedy zobaczyłem, że jest ona tak biała jak mleko. - Dobrze się czujesz? – spytałem - Wyglądasz jakbyś ducha zobaczyła - Nic mi nie jest. Nie martw się o mnie. Chodź ze mną - Nie chce mi się nigdzie iść, ja chce spać! – zdenerwowałem się. - To weź kocyk i poduszkę to pójdziemy spać na… pomost. Zobaczysz będzie fajnie. – byłem tak zmęczony, że nawet nie miałem siły jej odmówić. Wyciągnąłem z namiotu jaśka i rozsuwany śpiwór, który równie dobrze mógł służyć jako kołdra. Do pomostu w linii prostej było może około trzysta metrów. Po jego prawej stronie rozciągała się owa plaża, z której przed chwilą uciekałem. Już nigdy wieczorem tam sam nie pójdę. Na sama myśl o tym, co mnie tam spotkało, ciarki mnie przechodzą. Położyliśmy się mniej więcej w połowie długości pomostu. Dobrze, że miałem dość sporą poduszkę, wiec mogliśmy spać na niej razem. Przykryłem siebie i Magdę śpiworem. - Dobranoc – powiedziałem cicho wtulając się w jaśka i zamknąłem oczy. Po chwili poczułem jej delikatne, zimne palce na moich policzkach. Podniosłem powieki i zobaczyłem jak jej usta zbliżają się do moich. Już była tak blisko, że poczułem jej oddech na własnej skórze. - Masz śliczne oczka – powiedziała z nad wyraz dziwną słodkością i delikatnością. Jej ręka z mojej twarzy zsunęła się na bark i schodziła po ramieniu coraz niżej i niżej. Złapała mnie za dłoń i ścisnęła tak jakby się bała, że mogę uciec. Wtedy nasze wargi się zetknęły. Nogą oplotła moja kończynę dolną. Całowała jak żadna kobieta na świecie. Byłem wtedy w siódmym niebie. A w dodatku ten jej zapach porannej rosy sprawiał, że poczułem się bardzo spokojnie. Objąłem ją w pasie i przycisnąłem do siebie. Przesunąłem głowę lekko w prawą stronę i zacząłem całować namiętnie po podbródku, powoli schodząc na szyję. Oddech Magdy z minuty na minutę stawał się coraz głębszy i dłuższy. Puściła moją dłoń a jej ręka powędrowała na moje plecy. Krótkimi, spokojnymi ruchami zaczęła mnie masować. - Masz boskie rączki – szepnąłem jej do ucha. - A ty masz boskie usta- odparła. Zanim się zdążyłem zorientować już była nade mną. Ręce oparła na pomoście tuż przy mojej głowie a nogami ścisnęła mi miednicę. Zbliżyła się ustami do mojego czoła, wysunęła język i czubkiem zaczęła mnie delikatnie lizać. Z wrażenia aż ciarki mi przeszły po całym ciele. Swoje ręce położyłem na jej udach i kulisto wzdłużnymi ruchami zacząłem masować. Moje dłonie przesuwały się coraz wyżej w kierunku brzucha. Już były na miednicy i w tym momencie Magda podniosła głowę, w miedzy czasie dając mi krótkiego buziaczka w usta. Usiadła wyprostowana na moim brzuchu i powoli zaczynała mi zdejmować bluzę. Chciałem zaprotestować, ale zanim coś powiedziałem to już jej palec znalazł się na moich wargach. - Ciiiiii! Nic nie mów – odparła. Ściągnęła mi przez głowę górną część ubrania i odrzuciła na bok. Wykorzystałem tą chwilę, zrzuciłem dziewczynę z siebie, położyłem na plecach i przykułem nogami do pomostu. Teraz byłem na górze. Zacząłem lekko pieścić i całować chłodny brzuch, lekko przy tym podwijając jej bluzkę. Nagle w głowie mi się zaczęło kręcić. Co się dzieje? Wszystko przede mną wirowało. Zemdlałem…

14 lipca

Obudziłem się. Leżałem nadal na pomoście. Zacząłem sobie przypominać co się działo w nocy. Ostatnie rzeczy, które zapamiętałem to te, jak całowałem się, a później straciłem przytomność. Obróciłem się na drugi bok by przywitać się z Magdą. Jednak jej ze mną nie było. Gdzie się podziała? Poszukiwałem nerwowo dookoła pięknej dziewczyny i nic. - Pewnie poszła spać do siebie – pomyślałem – A to co znowu? Na plaży zobaczyłem policjantów, ambulans i płetwonurków. - Co jest grane? – szybko zbiegłem z pomostu, nie biorąc nawet z sobą poduszki oraz śpiwora, i pobiegłem w ich kierunku. Kiedy byłem już na miejscu od razu spytałem komendanta co tu się stało. Ów komendant był dość umięśnionej postury z brwiami i włosami czarnymi jak smoła, a jego ciemno brązowe oczy odbijały się na jasnej cerze jak dwa duże koraliki. Później dowiedziałem się, że ma na imię Viktor. Później, czyli za późno jak dla mnie. - Dziś nad ranem ktoś z wczasowiczów zobaczył pływające zwłoki i wezwał nas. - Już je wyłowiliście? – spytałem. - Tak, właśnie je wkładają do erki. Udałem się szybkim krokiem w kierunku pogotowia medycznego by zobaczyć kogo wyłowiono. - Dzień dobry – grzecznie powiedziałem - Dzień dobry – odpowiedziała mi sanitariuszka Lili – takie imię miała przyczepione na tabliczce do piersi. - Słyszałem, że podobno wyłowiono dzisiaj jakieś zwłoki z jeziora. Wiadomo kto to? - Tak, nazywała się Magdalena Dniewska – lekarka odsunęła się od zwłok tak, że zobaczyłem ciało nieboszczki. Byłem w szoku. To była ta sama dziewczyna, z którą się na pomoście całowałem. Nawet była tak samo ubrana jak wtedy. - Ja ją wczoraj… w nocy… widziałem – odparłem z dziwnym przerażeniem w głosie. - A o której pan ją wczoraj widział? - Tak… przed… północą było. - Przepraszam ale pan nie mógł jej widzieć przed północą. - Czemu? – spytałem z niedowierzaniem. - Ona już nie żyje od ponad tygodnia, świadczy o tym stan rozkładu jej ciała. W tym momencie nie wiedziałem co mam powiedzieć. Otworzyłem usta ze zdziwienia jednak nic nie odparłem. Byłem zaszokowany. To w takim razie z kim ja się wczoraj całowałem? Z duchem? Ale to przecież niemożliwe. Jak można się całować z kimś, kto od tygodnia nie żyje? Może to był, albo jest tylko dziwny sen? Uszczypnąłem się w rękę. Jednak to nie sen. Powolnym tempem opuściłem plażę. Cały dzień myślałem nad tym, co się zdarzyło w nocy. Nie mogłem tego wszystkiego pojąć ani zrozumieć. W końcu nadszedł wieczór. Położyłem się w namiocie i próbowałem usnąć. Przekręcałem się z boku na bok ale myśl o Magdzie nie pozwalała mi zasnąć. Dopiero po dwóch godzinach udało się…

15 lipca

Długo nie spałem. Może było około drugiej godziny, gdy poczułem jak ktoś mnie szarpie za nogi. Bałem się. Strach mnie wtedy taki ogarnął, że nawet odwagi nie miałem na otworzenie oczu. W końcu jednak się przemogłem. - Aaaaaaaaaa! – krzyknąłem – Czego ode mnie chcesz, przecież Ty nie żyjesz! – szybko zabrałem nogi z pod Magdy rąk. – Zostaw mnie w spokoju! - Cicho bądź – weszła do namiotu i zatkała mi usta dłonią, żebym się nie wydzierał. Szarpałem się, ale nic to nie dało. - Uspokój się to cię puszcze – warknęła mi do ucha – musisz uciekać jak najprędzej, idą po Ciebie – puściła mnie. - Kto po mnie idzie? Gdzie mam uciekać? Kim ty na prawdę jesteś? - Nie ma czasu na…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%