Zbrodnia · 9 min czytania
Pamiętniki
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Pamiętników nigdy nie pisałem. Nie dlatego, że nie posiadam odpowiedniego stylu wypowiedzi czy nie potrafię nadać im odpowiedniej formy. Nie pisałem, bo zajęty byłem życiem, w pełnym znaczeniu tego zwrotu. Teraz mam chwilę, ba, nawet więcej niż chwilę i zdecydowanie więcej czasu niż bym chciał, by opowiedzieć krótko te ostatnie momenty, dni. Dość ważne, bo w końcu zmieniły moje życie całkowicie. Może nie same dni, co ona spowodowała ten nieszczęśliwy łańcuch zdarzeń, który doprowadził mnie do miejsca, w którym teraz jestem. Mój stary nauczyciel często mi powtarzał: „zawsze chodzi o dwie rzeczy: albo o pieniądze, albo o kobietę”. I przytaczał najbardziej banalny przykład zagłady mężczyzny, której powodem była właśnie niewiasta. Chodzi oczywiście o Troję. Ludzie od wieków zabijali się dla jasnowłosych piękności… albo to one były powodem wzajemnego wyżynania się. Najzabawniejszy paradoks polega na tym, że na przykład grecką boginią wojny jest kobieta, tak samo bogini zwycięstwa. Ale odbiegam od tematu. Moja historia niewiele ma wspólnego z jakże odległą czasowo Troją czy greckimi bóstwami. Me imię brzmiało Samuel Rillke. Nie bez dumy przyznam, że wzbudzało ono podziw, szacunek i poniekąd (nie oszukujmy się, nawet w dużej mierze) strach. Byłem jednym z mafijnych bossów. Nie przeczę, teraz na nic by mi się zdało wypieranie się prawdy. Nazywali mnie Białym Smokiem, jednym z czterech, którzy rządzili miastem. Jestem rodowitym Amerykaninem, z krwi i kości, z całym naszym zawszonym patriotyzmem i zamiłowaniem do hymnów, symboli i flag zakorzenionym głęboko, głęboko w genach. Ważnym faktem w tej historii jest to, że jestem sierotą (albo mi się wydaje, że jest to ważne). Do dziewiętnastego roku życia nie znałem ani swojego ojca, ani matki. Później odszukałem ich i zabiłem. Własnoręcznie. Nienawidziłem ich. Nadal ich nienawidzę. Za to, co mi zrobili. Że mnie zostawili, skazali, porzucili. Nie pragnęli mojego życia, więc ja odebrałem im ich życie. Od tamtej pory nie ustawałem w dążeniu do władzy. A gdy ją zdobyłem… Ją, masę pieniędzy, prestiż i szacunek… nagle pojawiła się ona. Miała na imię Teo. Czarnowłosa piękność o lodowatym spojrzeniu i niezwykłych umiejętnościach zadawania śmierci. Nigdy nie poznałem prawdy o niej. Skąd pochodziła, kto ją uczył i jaką miała przeszłość. Wpadła do mojego życia niczym burza, dosłownie, zastając mnie nad szklaneczką ulubionego alkoholu i w otoczeniu przepięknych kobiet, które jednak ustępowały jej pod tym względem natychmiast i bezwarunkowo ogłaszając kapitulację. Dokładniej mówiąc, było to w jednym z klubów, a ona została rzucona przez jakiegoś osiłka niczym piórko na mój stolik. Niestety, stolik pękł pod wpływem uderzenia. A ona się wkurzyła. Wystarczyło mi te parę sekund, by zachwycić się jej wybuchem gniewu. Podcięła facetowi gardło. Kawałkiem szkła, które pozostało po rozbitej szklance. Zrobiła to tak zręcznie, że facet był chyba martwy zanim jeszcze szkło przecięło skórę. Tak, była niesamowita. Całkiem inna od kobiet, które kiedykolwiek miałem przyjemność poznać. Była niezwykła, dlatego, że nie miała pojęcia kim jestem i nie obchodziło jej to, a w przyszłości nawet nie wykazywała najmniejszego zainteresowania moimi ciemnymi sprawkami, uczynkami czy interesami. Była niezwykła, ponieważ nie pozwoliła sobą pomiatać, wymagała szacunku, bezwzględnie. A facet z klubu się o tym przekonał. Była niezwykła, bo była mściwa w najbardziej okrutnym znaczeniu tego słowa. I była szalona. Jej szaleństwo skupiało się na ostrzu noża, którym posługiwała się z niezwykłą wprawą, jakby to była nieodłączna część jej ciała albo po prostu jakby robiła to od urodzenia. Nie tolerowała broni palnej. Sama jej nie używała i podejrzewam, że nie potrafiła tego robić, a u innych traktowała to jako przejaw słabości. Nikim nie gardziła. Jednak jej obojętność i chłodne spojrzenie było czymś o wiele gorszym od pogardy. Tak rozpoczęła się nasza znajomość, czy raczej jej praca dla mnie. Z niezrozumiałych powodów ufałem jej bardziej niż komukolwiek innemu. Może właśnie dlatego, że interesowała ją tylko ochrona mojego życia? Za co jej oczywiście płaciłem. Była niezwykle staranna (po za tym, że w ogóle była niezwykła) i precyzyjna, nie zadawala pytań, robiła co do niej należało i to, o co ją poprosiłem. Nigdy nie przyszło mi do głowy rozkazywać czy żądać czegokolwiek od niej. Zabijała, maltretowała i zmuszała do…