Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 6 min czytania

Pan P

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Nigdy nie powiedziałaby, że życie – zwykłe, bez jakichś szczególnie incydentalnych przypadków – może być tak paradoksalne. Zawsze myślała, że swoje szczęście - te chwile, gdy czuła się jednocześnie odcięta od całej reszty świata i ponadprzeciętnie bardzo „tu i teraz” – jest tylko chwilowo niedzielone przez nic, z nikim, że.. że jak tylko natrafi się okazja podzielenia jego na chociażby niewyszukane dwa – będzie mogła to zrobić nie tracąc niczego i nadal ciesząc się takim samym niebiańskim uczuciem. Jednakże, gdy już natrafiła na taką okazję, zdecydowała, że musi stanąć przed wyborem – albo rezygnacja z niektórych elementów błogiego stanu wszechogarniającego zewsząd szczęścia albo skazanie na wieczne marzenie o kimś, z kim można by dzielić się nielicznymi przypadkami, których do szczęścia zdecydowanie nie można było zaliczyć oraz wyciągać jednocześnie z tego chwile błogie, przyjemne i wielorako pozytywne, aczkolwiek nie bosko idealne i harmonijne. Wybrała opcję pierwszą, chociaż życie teraz wymagało od niej ciągłej tęsknoty za tą utraconą cząstką – nie była to wina spraw, na które zrzucał odpowiedzialność Pan dostający część jej problemów w zamian za dawanie jej poczucia bezpieczeństwa i bycia, po prostu bycia. Jakież to mało opłacalne patrząc z jego strony, swoją drogą. Nie wiedziała dlaczego to wszystko nie może być mniej groteskowe. Po prostu czuła, że on nie odczuwa tego wszystkiego aż tak bajkowo, surrealistycznie, a nieznaczące szczegóły dnia codziennego nie były dla niego tak mistyczne, jak dla niej. Ale.. kochała go całą sobą i nie mogłaby zdecydować, że ta miłość nie ma takiej wagi, jak część jej bycia „tu i teraz”. Bo miała, z pewnością. Trudno było wybierać pomiędzy ważnym i ważniejszym. Odkryła jednak, że najważniejsze, aby on potrafił zrozumieć jej podejście do świata. Niemalże czarodziejsko aluzyjne, we wszystkim, w czym tylko można, doszukujące się ukrytych znaczeń i sensów, dość subtelne, aczkolwiek perwersyjnie ekscentryczne i po prostu fantazyjne, jak tylko się da abstrahując od zwykłości świata i wszystkiego, co nas może tylko otaczać. Chociaż.. powinien nie tyle zrozumieć, co zaakceptować i czasem zwyczajnie dać jej poczucie bliskości i tegoż zrozumienia, nie rozumiejąc nawet koniecznie wcale. Nie można było jej kazać, bo to dla niej było dużo bardziej raniące, niż same powody smutków.

Po dwugodzinnym leżeniu w ciemnym, zimnym, surowym i tak bezdusznie ogołoconym z wszelkich uczuć (jak wszystko, tak jej się zawsze wydawało) łóżku, zdecydowała się wstać i poczuć cokolwiek oprócz wszechogarniającej rozpaczy i – najgorszej z wszystkiego, co czuć mogła jeszcze mając do dyspozycji zawiłości własnej psychiki (bądź co bądź ludzkiej) – bezradności zrobienia czegokolwiek. Jej lejący się z lewa do prawa chód człowieka, który w nocy spać nie potrafi, bo myśli włażące bezwstydnie do łba niechętnie je przyjmującego, zajmowały tak dużą jego część, że należało już tylko pozwalać im lubieżnie robić to, co im się żywnie

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Pan P — czytnik · opowiadania