Komedia · 8 min czytania
Pan pisarz jest odporny
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Co robisz? – zapytała go żona - Stawiam I Cing. - Po co? - Po to żeby wiedzieć co się wydarzy jutro. - A nie możesz jutro się dowiedzieć? - Jutro będzie po fakcie, tak samo jak fakt że twój brzuszek będzie o dwa milimetry większy – dotknął dłonią jej ciała i delikatnie pogłaskał – brzuszek z rybką w środku. Ile ta rybka już ma? - Pięć centymetrów – powiedziała z uśmiechem. Podobał mu się ten uśmiech. Zawsze gdy czuła się zadowolona, albo była w jakimś radosnym nastroju to błyszczały jej oczy, a twarz promieniowała anielską niewinnością. - To te kreski ? - No, ale zanim co to trzeba je jeszcze poprzestawiać, tak żeby heksagramy miały sens odwrotny do poprzedniego, jednym słowem niezły bajzel, ale wiarygodna odpowiedź. - Taka sama jak sprawdzałeś wahadełkiem płeć dziecka a wyszło co innego na usg – powiedziała przekornie. - Ty się nie bój dobra? – powiedział i syknął – ssssssssss zjem cię ... ssssssssssssss – i po chwili język jego wędrował po jej stopach, stopniowo przechodząc do łydek, kolan, ud. Wyżej i wyżej aż w końcu kobieta zapiszczała. Ten jednak nie przestawał jej pieścić. Nie ważne było kiedy znaleźli się na łóżku, kiedy ten szybkimi ruchami zdjął jej ubranie i zagłębił swój język w ... telefon. - Ki diabeł ? – wkurzyło go to, ale co jak co dźwięk telefonu był rzadkim zjawiskiem w ich domu. Więc postanowił sprawdzić. - Halo?! – zaburczał do telefonu. - Dzień dobry państwu – powiedział kobiecy głos – czy zechcą państwo wziąć udział w naszej ankiecie? - Spadaj – powiedział i odłożył telefon. Wracając do pokoju, gdzie na łóżku leżała roznegliżowana żona wspiął się na palce i udając łabędzia z Jeziora łabędziego podpłynął ku niej. - Płynę do ciebie kochanie – zanucił poetyckim głosem. - Witaj brzydkie kaczątko – zachichotała – czym mnie dziś uraczysz ? - Będę brzydko kwakał kwa kwa kwa – roześmiał się. - Kwa kwa? – zapytała - Tak . Kwa kwa kwa – odpowiedział. - Na pewno kwa kwa kwa ? - No przecież mówię że kwa kwa kwa hihi - To na co jeszcze czekasz ? – zachęciła I znów telefon - Halo? – zapytał - Dzień dobry państwu, czy zechcą państwo wziąć udział w naszej ankiecie? - Nie zechcą – odburknął – pewnie znowu jakieś durne kosmetyki czy inne duperele. - Ależ skąd – odpowiedział miły kobiecy głos – sprawdzamy tylko czy nasi szanowni obywatele czytają książki. Jesteśmy wydawnictwem książkowym i mamy cenne nagrody. - O – zapomniał o żonie, „teraz albo nigdy” pomyślał – a może poszukujecie pisarzy? - Też – odparła kobieta, a może pan kogoś zasugerować? - Jasne że mogę. Siebie – parsknął cicho. - A co pan pisze? Jaki gatunek ? - Horrory. - No nie wiem – powiedziała kobieta – szef chyba nie będzie zainteresowany, a jeśli wolno zapytać – krótka pauza - jak brzmi pańska godność? - Sołtys - Zbyt pospolicie .. z całym szacunkiem proszę pana. - To może nazwę się John Cage? To może niech mi pani dupy nie zawraca dobrze? Mam teraz ważniejsze sprawy na fiucie .. znaczy się na głowie – poprawił się szybko i trzasnął słuchawką zanim kobiecy głos zdążył cokolwiek powiedzieć. I już stawiał krok do przodu gdy telefon znów zabrzmiał. Podniósł słuchawkę i bez słowa zastanowienia wrzasnął do niej - Odczep się głupia kutwo!! Nie będę wypełniał jakiejś popieprzonej ankiety i nie interesuje mnie nagroda w stylu historia świata i wszechświata czy co tam macie do wywalenia z tego waszego pieprznego wydawnictwa. - Robert? - Mama? – powiedział do słuchawki i zaczerwienił się. - Co ty wygadujesz ? - A bo dzwoniła jakaś durna baba i zaczęła się czepiać że mam zbyt pospolite nazwisko. - A co chciała ? - Żebym wypełnił jakąś…