Komedia · 8 min czytania
Pan Szczęśliwy.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
{font:times} Jak zwykle wstał o godzinie 6.00. Otarł swe senne oczy, podrapał się po tyłku, podciągnął gacia i wlekąc się chwiejnym i powolnym krokiem, ciągnąc równocześnie kapcia na lewej stopie przemaszerował do kuchni. Włączył radio. Nastawił wodę na kawę, po czym poszedł myć zęby. Patrząc w lustro pomyślał sobie- kolejna zmarszczka na twarzy. Zanotował w pamięci by po godzinie 10.00 zadzwonić do gabinetu kosmetycznego. Wiiiiiii.... gwizdek na kawę. Wypluł wodę z ust, przyśpieszył kroku, zdjął czajnik z kuchenki. Przyciszył radio, wsłuchując się w otaczającą przestrzeń. Uff.. usłyszał jej oddech sygnalizujący ciągłość jej snu, odetchnął z ulgą. Nie obudził jej. Poznał ją rok i 4 miesiące temu. Doskonale to pamięta. Nie była szczególnie piękna lub mądra. Była całkowicie przeciętna. Była jednak młodsza o 10 lat. I jako jedyna z dotychczasowych dziewczyn nie wspominała o małżeństwie czy założeniu rodziny. Miała już dzieci, miała także męża. Mąż bił ją, poniżał ją, a także zdradzał. Poznał ją gdy była w trakcie rozwodu. Nie mówiła dużo. Nie śmiała się wiele. Była spragniona męskiego dotyku. Widział to w jej oczach. Był poniekąd ekspertem w podrywie. Nie dlatego, że chciał nim być. Zbieg okoliczności, związki i czas go nim uczyniły. Nigdy po prostu nie spotkał tej jedynej. Nigdy też jej nie szukał ani nie czekał na nią. Było mu tak wygodniej. Ona była po drinku, on po paru więcej. Nie pamięta jak potoczył się ten wieczór. Pamięta tylko gdy obudził się w swym łóżku z ciężką, bolącą głową i dostrzegł odkryte przez kołdrę plecy, jej plecy. Był to miły widok. Lubił patrzeć na nią nago. Nie chciał jej budzić więc zostawił liścik: {i} Wychodzę do pracy. Kończę o 15. Gdy będziesz wychodzić zamknij drzwi. Od zewnątrz można je otworzyć tylko za pomocą klucza, więc się nie martw. {/i} Pamięta także swoje zdziwienie gdy po ciężkim dniu w pracy wrócił i zastał ją nakładającą obiad w kuchni. Nie wiedział co powiedzieć. Odłożył rozmowę z nią na godzinę wieczorną. Chciał odpocząć. Zjedli razem obiad. Milcząc i uśmiechając się delikatnie do siebie. Jej obecność całkowicie mu nie przeszkadzała. Nie odbył z nią "trudnej" rozmowy. Nie wiedział jak zacząć. Gdy obudził się kolejnego ranka ona wciąż była. Została, i to na stałe. Z czasem zaczęli rozmawiać. O sztuce, książkach, muzyce o tym co grają w kinie bądź teatrze i wielu innych. Nigdy o miłości. Odpowiadało mu to. Nie kochał jej, średnio jej też pragnął. Gdy się z nią kochał to nie dla tego, że ona go tak bardzo pociągała. Odczuwał pragnienie ale związane z zaspokojeniem swojej naturalnej potrzeby. Usprawiedliwiał się tym, że przecież mężczyźni muszą uprawiać seks, zapewne jak i kobiety. Nie wiedział jak funkcjonuję ich psychika ale zakładał, że nie może być tak, że one nie pragną seksu. Po prostu. Nigdy jednak nie pomyślał czy mogą pragnąć miłości. Ona nic o tym nie wspominała więc tym bardziej czemu on miał zaczynać ten temat. Czasami się bał, że ona w końcu usiądzie pewnego dnia do stołu i podnosząc łyżkę z zupą do ust spyta go o rodzinę, o dzieci. Ułożył nawet plan awaryjny. Najpierw spróbuje zmienić temat. Gdy mu się to uda odetchnie z ulgą i wrócą do jedzenia obiadu. Gdy jednak Ona będzie dalej wgłębiać się w ten kłopotliwy problem, wtedy... wtedy powie jej, że jej nie kocha. Pomoże jej spakować swoje rzeczy. Bo one wszystkie nie potrafią tak żyć, bez miłości i zawsze chcą odejść. Nie będzie jej zatrzymywał. Odwiezie ją nawet samochodem tam gdzie tylko zapragnie. Odbędzie się bez płaczu i krzyku. Przynajmniej po jego stronie. Czy