Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 8 min czytania

Pan Wilkinson

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Gdzie jest Pan Wilkinson ?

Dzisiejszej soboty to pytanie pobrzmiewało w każdym domu naszego małego miasteczka. Każdy głowił się, zastanawiał. Przecież ludzie nie znikają od tak sobie. Gdy wczesnym rankiem Eliza, córka Pana Wilkinsona wybiegła z domu na główną ulicę naszego miasta, histerycznie krzycząc, każdy od razu pośpieszył z pomocą.

- Co się stało ? ! – mój ojciec podbiegł i szybkim ruchem podniósł skuloną na asfalcie, roztrzęsioną Elizę. - Zniknął… Po prostu zniknął. Szukałam wszędzie! - Pan Wilkinson ? Jak to zniknął ? Na pewno dobrze pani szukała ? Może wyszedł na spacer?

Eliza wydała z siebie głośny szloch i zakryła twarz dłońmi. Ojciec szybko zdał sobie sprawę jak absurdalne było jego ostatnie zdanie. Pan Wilkinson od dwóch lat nie poruszał się samodzielnie. Przykuty do łóżka i zdany wyłącznie na pomoc innych, trwał w swojej spokojnej i monotonnej imitacji prawdziwego życia. Obserwowałem ten chaos, zbiegających się po kolei kolejnych ludzi, rozemocjonowanych, paplających bez przerwy. I tylko to jedno nazwisko wybijało się spośród tego gwaru, powtarzane przez każdego, jakby chórem odmawiali modlitwę

‘’Wilkinson, Pan Wilkinson, Pan Wilkinson’’

-Pan Wilkinson już nigdy nie wróci – powiedziałem.

Wszystkie oczy zwróciły się na mnie. Widziałem nienawiść w oczach Elizy, rumień wściekłości zalewający mojego ojca oraz niedowierzanie malujące się na twarzach pozostałych. Nie chciałem nikogo rozzłościć. Taka po prostu była prawda. - Bezczelny gówniarz ! – wykrzyknął Ojciec – Wsiadaj na rower i pomóż szukać! Tak też zrobiłem. Wziąłem mój stary, czerwony składak i ruszyłem po długiej dziurawej drodze biegnącej wzdłuż okolicznych pól. Z obydwu stron otaczały mnie złote kłosy pszenicy ciągnące się długimi kilometrami, aż w końcu rozmywające się na tle błękitnego nieba. Dzień był naprawdę piękny. Jechałem szybko czując delikatny wiatr i ciepło słońca na całym ciele. Byłem niesamowicie szczęśliwy, byłem królem świata. Nawet przed sobą samym nie udawałem, że szukam Pana Wilkinsona, ponieważ wiedziałem , że i tak bym go nie znalazł. On już dawno był na samym dnie.

2m głębokości

Na tę głębokość Pan Wilkinson zanurzył się już dwa lata temu, gdy poszedł popływać nad jezioro znajdujące się w pobliżu naszego miasteczka. Poranek był chłodny, pochmurny, nad jeziorem unosiła się lekka mgła. Powoli wszedł do zimnej wody, ubrany we flanelową koszulę i zielone spodnie od garnituru. Brodził coraz dalej i dalej odgarniając nogami kłącza lilii wodnej, aż w końcu unosił się na powierzchni wody, płynął w stronę środka jeziora. Pan Wilkinson przecenił swoje możliwości, jego sędziwy wiek dał o sobie znać i wkrótce dusił się i miotał wyskakując co chwila lekko ponad powierzchnię wody. Jednak Pan Wilkinson miał dużo (wątpliwego) szczęścia, gdyż nasz miejscowy rybak zauważył co się dzieje, podpłynął swoją małą łódką i uratował nieszczęśnika. Niestety trwało to zbyt długo. Pan Wilkinson po tym incydencie nigdy nie odzyskał już władania w ciele a jego pamięć topiła się coraz głębiej.

4 metry głębokości

-Tato, dlaczego to zrobiłeś ? Czy możesz mi odpowiedzieć chociaż na to pytanie ? – Eliza nie dawała za wygraną, wyrzucała z siebie ogromne ilości pytań skierowanie do uśmiechniętego, patrzącego nieobecnie Pana Wilkinsona – Czy ty nie zdajesz sobie sprawy że w twoim wieku tak nie można ? Co z nami teraz będzie ? – jej głos lekko się załamał – Co z moją pracą ? Wiesz co z moją pracą ? Musiałam z niej zrezygnować. Teraz moją pracą będzie opieka nad tobą. Widzisz jak się dla ciebie poświęcam? A ty nie możesz odpowiedzieć mi nawet na jedno pytanie. Spojrzał na nią zdziwionym wzrokiem. – Nie rozumiem o co ci chodzi – powiedział w końcu. – Przychodzę popływać nad to jezioro od 50 lat. - Nie byłeś nad tym jeziorem jakieś 10 lat ! Zresztą kto normalny by w nim pływał ? Brudne, śmierdzące, całe…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%