Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 13 min czytania

Pan Zenon W autobusie

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Pan Zenon W autobusie

Pan Zenon zaparł się na ławce i wstał, chwycił leżącą obok siatkę z zakupami. Oczekiwany przez niego autobus dojechał i właśnie hamował z piskiem opon koło przystanku. Staruszek uśmiechnął się pod siwym wąsem. Był środek lata, pieruńsko gorąco, a pojazd był niemal całkowicie pusty, tylko kilkoro ludzi stało pod szybą na końcu pojazdu. Nie ustawiał się także tłok chętnych do wejścia, jedynie młoda dziewczyna podbiegła do przednich drzwi i wskoczyła do środka. Pan Zenon spodziewał się raczej, że przyjdzie mu jechać w ścisku niczym sardynka, wąchając nie zawsze przyjemny zapach potu innych ludzi, a jemu trafił się prawie puściutki autobus! Nieczęste zjawisko w centrum Katowic wczesnym popołudniem. Pan Zenon podreptał do pojazdu i wszedł do środka, uśmiechając się przyjaźnie do kierowcy. Rozejrzał się w poszukiwaniu jak najbardziej dogodnego miejsca, a wybór miał duży, gdy nagle mina mu zrzedła.

Na końcu autobusu, głośno rozmawiając i śmiejąc się stała grupka nekromantów. Czterech młodych mężczyzn w długich, czarnych szatach, o widocznym z daleka, złowrogim błysku w oczach. Pan Zenon wciągnął powietrze, wydając przy tym cichy świst. Noszony na plecach młot paladyna przypomniał o sobie lekkim drżeniem, był magicznie sprzężony ze zmysłami Pana Zenona. Niemłody już wojownik przeklinał w myślach przyciemniane szyby autobusu, przez które nie udało mu się dokładnie zidentyfikować z zewnątrz pasażerów, inaczej nigdy by nie wsiadł. Dawno minęły czasy, gdy mógł sobie pozwolić na walkę z adeptami mrocznych sztuk, do tego w takiej przewadze liczebnej. Postanowił nie zwracać na siebie uwagi, szybko zajął pierwsze lepsze miejsce. - Kurwa, jeszcze to... - szepnął, gdy zorientował się, że usiadł na kole. Ale nie miał zamiaru się wiercić czy przesiadać, chciał pozostać nieruchomy niczym posąg. Autobus ruszył powoli. Pan Zenon kurczowo ściskał swoją siatkę, młot wbijał mu się w plecy, ale nie zdejmował go, chwycenie w dłoń świętej broni mogłoby zostać źle odebrane przez współpasażerów. Nagle dobiegły go głośne, pojedyncze kroki. Kroki potężnego człowieka, niezagłuszone nawet przez warkot silnika autobusu. Powoli przekręcił głowę, tylko na tyle, by widzieć, co się dzieje. Jeden z nekromantów, wysoki blondyn o zawadiackim uśmiechu, szedł w jego kierunku, pozostali patrzyli za swoim kolegą i chichotali. Minęła chwila panicznego strachu, nim Pan Zenon zorientował się, że nekromancie wcale nie chodzi o niego. Młoda dziewczyna, która weszła do autobusu przed nim siedziała mniej więcej w połowie pojazdu, smutno patrząc przez okno. Iskrzące oczy blondyna po prostu ją pochłaniały. Usiadł za nią, zadzierając przy tym czarną szatę, dziewczyna zdawała się nie zwracać na to uwagi. - Cześć - powiedział głośno, a jego trzej towarzysze na tyłach wybuchnęli śmiechem, dziewczyna nie reagowała. Wstał i wychylił się, tak, by móc widzieć jej twarz, a ona przycisnęła się mocniej do szyby. Trzech nekromantów niemal popłakało się ze śmiechu. Pan Zenon przygryzł wąsa, ściśnięty między jego plecami a siedzeniem młot wibrował jak szalony. Blondyn powiedział dziewczynie coś szeptem do ucha, ta się zerwała, ale nekromanta błyskawicznie chwycił ją za ramię i sprowadził z powrotem. - Czekaj! - Wyszczerzył zęby. - Nie pogadasz ze mną? - Nie dotykaj mnie! - Dziewczyna zdjęła sobie jego rękę z ramienia. Pan Zenon walczył ze sobą. Jeszcze kilka lat temu pokazałby takiemu łobuzowi. Znowu złamał swoje postanowienie pozostania w bezruchu i wychylił się nieznacznie, by w lustrze wiszącym koło kabiny zobaczyć, co robi kierowca. Ten, jak się okazało, również spoglądał w lustro, jego rozbiegane oczka co chwilę zerkały, cóż się dzieje w głębi pojazdu. Zdecydowanie nie w smak było mu wozić czwórkę nekromantów. Pewnie był przerażony, gdy jechali jeszcze sami, a teraz, gdy lada chwila mogła wybuchnąć awantura, pocił się jak mysz w połogu. Miał przewieszony przez oparcie fotela miecz, ale nie wyglądało, by umiał go używać. Wychodziło na to, że dziewczyna była sama. Do tego blondyn zachowywał się coraz bardziej agresywnie, zaczęła go odpychać. Dawna duma i wspomnienia posiadanej niegdyś siły rozdzierały Pana Zenona. Gdy zamknął na chwilę oczy, by spróbować się oderwać od całej tej sytuacji, było jeszcze gorzej, gdyż stał się wrażliwszy na dochodzące do niego coraz głośniejsze odgłosy szarpaniny oraz śmiech nekromantów, tak okrutny i doniosły, że zdawało się, że za chwilę rozerwie autobus na strzępy. Pan Zenon otworzył więc oczy. I zobaczył, jak blondyn chwyta dziewczynę za włosy i ciągnie mocno do tyłu, klnąc przy tym głośno. Krzyk zagłuszył wszystko inne, łącznie z głosem rozsądku Pana Zenona. Wstał błyskawicznie, zostawiając swoje zakupy na siedzeniu i podszedł do chłopaka, szarpnął za fraki, tak, że ten puścił dziewczynę, i postawił przed sobą. - Co ty sobie wyobrażasz gówniarzu, co? - spytał. - Mam ci przypierdolić, gnoju?! Chłopak miał zdziwioną minę, podobnie jak jego kumple i dziewczyna, która patrzyła na Pana Zenona z otwartymi ustami i mokrymi od łez oczyma. Pierwszy otrząsnął się blondyn. - A ty co odpierdalasz, dziadku? - Powoli wygładził wymiętoszoną przez Pana Zenona szatę. - Nie wtrącaj się, bo przypierdolić mogę! Podstarzały już paladyn szybko ocenił sytuacje. Faktycznie, wycofanie się byłoby najmądrzejsza rzeczą, jaką mógłby teraz zrobić, ale nie po to coś zaczął, żeby zaraz skończyć. Jeśli dojdzie do walki – czy zdoła dobyć młot, nim blondyn rzuci w niego zaklęciem? Gdyby się udało, położyłby maga jednym ciosem. Ale co z jego kumplami? Do nich nie zdąży nawet dobiec. Spojrzał ukradkiem na dziewczynę. Pomogłaby mu? Tylko co ona umie? Nie ma żadnej broni albo zbroi, tylko zdobioną białą szatę. Pewnie coś tam czaruję, ale gdyby była silna od razu pogoniłaby nekromantę gdy zaczął się naprzykrzać, a ona tylko czekała z nadzieją, że da jej spokój. Może świadomość, że nie jest sama pobudzi ją trochę do walki? - No i jak, dziadek, siadasz grzecznie z powrotem czy wpierdol? - zapytał blondyn, a jego kompani zaśmiali się. - Olej go, stary! - krzyknął jeden z nich, oparty o szybę chudzielec. - Bajeruj laskę! Bajeruj laskę! Blondyn zachichotał i za radą kumpla nachylił się znowu do dziewczyny, a ta go odepchnęła. - Dziwka! - krzyknął rozbawiony chudy, by dolać oliwy do ognia. Dziewczyna

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Pan Zenon W autobusie — czytnik · opowiadania