Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 20 min czytania

Pani Ciemności cz.1

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Przeokropny zapach rozkładającego się ciała wydobywał się zza widnokręgu. Nie wiadomo, co go powodowało jednak nie było to nic przyjemnego. Hariks jednak nie przejmowała się tym jak przystało na młodą elfkę była bardzo odważna. W głowie miała tylko jedną myśl, żeby jak najszybciej wykonać powierzone jej zadanie, nie było ono skomplikowane. Miała tylko dostarczyć przesyłkę pewnemu pustelnikowi prosta mało skomplikowana misja. Wędrowała już trzy dni i nawet jej elficki organizm zaczynał odczuwać zmęczenie podróżą. Postanowiła, że tej nocy rozbije obozowisko. Okolica wydawała się spokojna. Kilka spróchniałych drzew i jakiś okrągły kamień między nimi, nic specjalnego. Jedynie trawa była tutaj dziwnie uschnięta, jednak Hariks nie przeszkadzało to zbytnio. Usnęła jak zaczarowana przez śpiew hatyra. -Elf? - obudził ją właściciel przerażająco brzmiącego głosu - Tak, wyraźnie czuje życiową energię elfa. Młoda wojowniczka, czym prędzej podniosła się z ziemi próbując zorientować się, co się wokół niej dzieje. Jej rumak jakoś dziwnie się zachowywał, co wzbudzało w niej podejrzenia. Podeszła, więc do swojego wierzchowca gładząc go po grzbiecie. -Co się dzieje Animaru? - spytała się zwierza. - Coś jest w krzakach, prawda? Nie zastanawiając się zbytnio wyciągnęła klingę swojego elfickiego miecza z pochwy i ustawiła się w szyku bojowym, dokładnie tak jak ją uczyli w akademii. Mimo tego, że nie ukończyła jeszcze pełnego szkolenia na El'talas była już gotowa do boju. Zza rogu wyłoniła się dziwnie sunąca nad ziemią postać, której twarz była zasłonięta kapturem od płaszcza. -Brać ją - powiedziała osoba w płaszczu i po chwili, elfkę pochwyciło kilka par rąk. Nie zdążyła nawet zareagować. Poczuła uderzenie w tył głowy i zaczynało jej się robić ciemno w oczach, jednak zanim straciła przytomność zdążyła zobaczyć postać jednego z napastników. -Kim wy...? - nie zdołała dokończyć zdania. -Wstań- gdy Hariks otworzyła oczy, usłyszała głos dobiegający z jej wnętrza. Czuła się jakoś dziwnie, nie tak jak wcześniej. Nie odczuwała zimna, mimo iż poranek zdawał się być mroźny. Właściwie nic nie czuła. Lekko zdezorientowana podniosła się z ziemi. -Idź do silverwing - ponownie usłyszała głos z jej wnętrza i nie potrafiła się mu przeciwstawić. Nie wiedziała, gdzie znajduje się miejsce, o którym mówił głos, ale coś wewnętrznie wskazywało jej drogę. Kiedy tylko ruszyła się z miejsca poczuła dziwny odrętwienie w całym ciele. Odruchowo spojrzała na siebie i zobaczyła coś co wprawiło ją w osłupienie. -To nie prawda, to nie może być prawdą - mówiła sama do siebie - Kim ja jestem? Jej ciało wyglądało identycznie jak istot, które ją zaatakowały poprzedniego wieczora. Gnijące resztki mięsa poprzyczepiane do gołych kości okryte strzępami jej dawnych ubrań, to było wszystko co z niej zostało. Dopiero teraz zorientowała się, że już nastała jesień, co jeszcze bardziej ją przerażało, bo przecież zdarzenia z poprzedniego dnia działy się w środku lata. -O co w tym wszystkim biega? - powiedziała sama do siebie jednak nie mogła się dłużej zastanawiać, ponieważ znowu jakaś siła ciągnęła ją w nieznanym jej kierunku. Po kilku dniach nieustającej wędrówki napotkała ludzką osadę, nic szczególnego kilka chałup pokrytych strzechą, chłopi pracujący na roli i dzieci bawiące się na głównym trakcie. Nie wiedziała kim lub czym jest, lecz wiedziała, że nigdy nie dane będzie już jej zaznać zwyczajnego spokojnego życia. Na myśl o tym ogarnął ją gniew jakiego wcześniej nie czuła, przeszywający dziki szał wypruwający z niej resztki człowieczeństwa, idealny w swej czystej żądzy mordu. Niczym dzika bestia przemieszczała się między budynkami wprost na gromadkę jednego z pracujących. Z blaskiem w oku zanurzyła w nim ostrze i przeciągnęła je w stronę głowy rozcinając wszystko po drodze tak samo jak krawiec rozcina tkaninę na dwie części, czystym równym cięciem. Widok wnętrzności nieszczęśnika sprawił, że poczuła niespożyty głód. Zaczęła pożerać kolejne organy równie brutalnie i niechlujnie jak drapieżny zwierz swoją ofiarę. Uczucie błogości w jej ciele pojawiło się tak nagle, już wiedziała, że ona jest łowcą, a oni jej ofiarą. Reszta była kwestią czasu i sporej ilości wylanej krwi. Widok spalonych wiosek i resztek rozszarpanych ciał "przyprawiony" tą dziwną szarością i chłodem nie jednego przyprawiłbym o gęsią skórkę. Hariks, mimo że była tutaj pierwszy raz, jakimś niewyjaśnionym sposobem czuła się jak w domu. Zza rogów zgliszczy budynków wyłaniały się powoli istoty podobne do niej, lekko powlekające nogami i bez wyraźnej woli życia. Dawna elfka jednak nie zwracała na nich uwagi szła prosto przed siebie do budynku znajdującego się w centrum splądrowanej wioski. - Urząd miasta Silverwing, eh? - parsknęła sama do siebie Hariks czytając szyld wywieszony przed wejściem do budynku. Lekko zarośnięte kamienne ściany z daleka biły dziwną aurą niezachęcającą do wejścia. Zdawało się, że nikt żywy już stamtąd nie wyjdzie, ale jej to już nie dotyczy. Na wejściu przywitała ją postać wyglądającą na znajomą. - Jeszcze zachowałaś resztki wolnej woli? - powiedział zakapturzony mężczyzna - Zdumiewające. Widzę, że będzie z ciebie dobry nabytek. - Kim ty jesteś? Kim ja jestem? - spytała Hariks - Ja? Nikim specjalnym, a ty jesteś teraz sługą naszego pana. Żywi nazywają nas nieumarłymi - odpowiedział ze stoickim spokojem człowiek. - Naszego pana? - Naszym panem jest Haznarok, bóg śmierci. Pewnie słyszałaś już jego wole wewnątrz siebie. - Tak słyszałam - opowiedziała Hariks -a ty, dlaczego nie jesteś podobny do nas? -wskazała na szwędających się po okolicy żywych trupów. - Ja jestem Dabi, nekromanta naszego pana - odrzekł - Choć za mną, a dowiesz się wszystkiego - powiedział wskazują schody prowadzące w dół. - Minaris, kolejna wioska na drodze plagi- powiedziała sama do siebie Hariks - To będzie proste, dokładnie tak jak mówił nekromanta. Z dawnej elfki nie zostało już wiele, nie miała skrupułów przed mordowaniem niewinnych istot. Od jej rozmowy z Dabim minęły już dwa miesiące, a plaga Haznaroka pochłonęła już znaczną część królestwa Elderwoods, jednej z trzech ostoi ludzkiego gatunku. Tym razem za ich cel została wybrana wioska krasnoludów. -Rozszarpać ich nędzne ciała! - Krzyknęła. Po chwili dolina w której znajdowała się wioska została zalana falą z nieumarłych z Hariks na jej czele. Kościeje przemykały się w kierunku centrum miasta, gdzie zgromadziły się nieliczne oddziały krasnoludów. Nieumarła elfka jako pierwsza wbiegła na jedną z barykad rozpruwając kilkoma szybkimi ruchami przeciwników. W jednym z budynków dostrzegła gromadkę dzieci i czym prędzej udała się w ich kierunku. -O tak! To lubię! - krzyknęła, kiedy klinga jej miecza zatopiła się w ciele jednego z noworodków. -Bestio! - Krasnoludzia kobieta wybiegła zza rogu z toporem w ręku - Jak śmiesz? -Milcz ścierwo! -Hariks jednym machnięciem odrąbała napastniczce głowę. Za oknem widać było jak żołnierze plagi rozszarpują resztki krasnoludziego oporu, tymczasem elfka poczęła zabijać pozostałe jeszcze przy życiu dzieci. -Rzeź dobiegła końca - powiedziała wychodząc z budynku - Pozbierajcie ciała, potrzebujemy większej armii! W powietrzu unosił się przepiękny zapach krwi i spalonych chat wieśniaków. Kiedy zdawało się, że bitwa dobiegła już końca z oddali dało się usłyszeć brzmienie elfickiego rogu bojowego. W ułamku sekundy na szczycie wzgórza stanęło kilka chorągwi, wśród których dało się rozpoznać oprócz elfich jeszcze kransoludzie i ludzkie. -Szykować się do obrony!- krzyknęła w pośpiechu przywódczyni, po czym wyjęła jakiś dziwnie wyglądający przedmiot z torby przywiązanej do jej pasa- Enitiras mari Nekum! -wypowiedziała słowa w nieznanym języku - powstańcie! W jednej chwili wokół niej pojawiły się kłęby ciemno-zielonego dymu, które zaczęły rozprzestrzeniać się we wszystkich kierunkach. Ku zdumieniu atakujących niektóre z ciał niedawno poległych krasnoludów powstały i stanęły w szeregach plagi, mimo to jednak wciąż przewaga liczebna "Odsieczy" była miażdżąca. Nadmiar złego jednostka nieumarłych nie mogła równać się jednostce atakującej. Kawaleria wroga poczęła tratować coraz to liczniejsze grupy oddziałów elfki, a krasnoludzie topory i elfie łuki bezlitośnie dobijały to co się ostało przed kopytami. -Do ratusza! - krzyknęła Hariks w stronę swoich oddziałów - Zabarykadować się! Młoda nieumarła nie miała zbyt wiele czasu do przedostania się wrogich jednostek do środka głównego budynku wioski, musiała myśleć i to szybko. Na szczęście w samą porę przypomniała sobie zaklęcie teleportacji, które nauczył ją nekromanta. -Atris walim at'nor Aru...- już miała kończyć, kiedy brutalnie przerwał jej krasnolud. -Giń nieumarłe ścierwo- krzyknął zamachując się toporem. -Czekaj wygląda na dowódce, może się jeszcze nam przydać!- powstrzymał go jeden z ludzi wyglądający na dowódce. -Jak sobie życzysz- odpowiedział krasnolud - ogłuszę ją tylko. -Chyba nie myślisz, że mnie tak łatwo złapiesz - powiedziała Hariks, po czym odskoczyła i zamierzyła się na brodacza. -Nanis Teris- ciało nieumarłej zostało nagle sparaliżowane na dźwięk słów wypowiedzianych przez człowieka. Topornik chwycił ją w pół i począł nieść w stronę jednego z wozów. -Boże jak ona śmierdzi, nie lepiej ją zabić? -Milcz i wykonuj rozkaz! Elfkę związano i wrzucono na tył jednego z wozów z zaopatrzeniem. *** -Kapitanie, jesteśmy na miejscu!- zwrócił się jeden z kawalerzystów do dowódcy. -Wiem. Za kogo ty mnie masz?!- odpowiedział kapitan Razmus- Wjechać do miasta i przygotować sale przesłuchań. Dowódca ludzi miał bardzo pracowity dzień, właśnie co wrócili z bitwy z nieumarłymi, a już szykowało mu się spotkanie rady Przymierza i przesłuchanie jeńca wojennego. Nie miał już dawnego młodzieńczego zapału, a starość nie objawiała się tylko w siwiejącej brodzie. Nadmiar złego jego magiczne moce z dnia na dzień słaby i nie mógł znaleźć wyjaśnienia dlaczego tak

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%