Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 10 min czytania

Pani jeziora II

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Przygotowania do wyjazdu, jak nigdy wcześniej, były bardzo męczące. Prawie cały trzy dni, które pozostawały do piątku spędziłam z mamą na zakupach, pakowaniu ciuchów i innych przygotowaniach. Kupowałyśmy rzeczy, których w ogóle nie potrzebowałam. Zdecydowanie większość z nich miała mi się nigdy nie przydać. Będą musiały przeleżeć lato schowane pod łóżkiem, ale wolałam nie psuć mamie humoru zbędnym marudzeniem....

W końcu, w piątek rano tata zawiózł mnie na dworzec. Zapakował razem z walizkami do odpowiedniego autobusu, ucałował na drogę i pomachał na pożegnanie, kiedy wyruszaliśmy..

Gdy tylko znalazłam się w autokarze przypomniały o sobie moje dolegliwości związane z przemieszczaniem się komunikacją miejską. Od razu poczułam mdłości i zawroty głowy. Wbrew zapewnieniom mamy, nie pomógł żaden Aviomarin. Na szczęście – moje, ale nie tylko! - jakiś uprzejmy mężczyzna ustąpił mi miejsca tuż przy drzwiach. Dzięki temu mogłam zaczerpnąć taką ilość świeżego powietrza, która wpadła do środka podczas postojów, aby umożliwić sobie dalszą podróż. To było takie moje zabezpieczenie przed niechcianym zwróceniem śniadania na którymś z zakrętów...

Na szczęście droga przebiegała bez większych problemów. Po kilku kilometrach byłam tak wyczerpana, że rozsiadłam się wygodnie i nawet nie pamiętam kiedy zasnęłam. Obudził mnie dopiero kierowca tuż przed moim przystankiem.

Nie mogłam uwierzyć, że przespałam cztery godziny i jeszcze mi nie przeszło. Gdy wysiadałam na małym drewnianym przystanku w Malinówce, oddalonej od miejscowości,w której mieszka Klara jakieś pół godziny drogi,niespodziewanie uderzyła mnie świeżość tutejszego powietrza. Przez kilka chwil po prostu stałam i oddychałam... Czułam, jak mdłości i dziwny ucisk w żołądku powoli ustępują. Niestety wciąż nie mogłam się pozbyć tego nieznośnego świergotania w głowie. Umówiłam się z Klarą, że gdy będę na miejscu to dam jej znać, żeby po mnie wyjechała. Biorąc jednak pod uwagę moje samopoczucie postanowiłam się przespacerować, żeby dojść do siebie. Doskonale znałam drogę. Spacerowałyśmy nią niejednokrotnie, gdy spędzałam tu wakacje. Nie musiałam się obawiać, że zabłądzę. Włożyłam telefon komórkowy do torebki, zarzuciłam ją na plecy, walizkę wzięłam do ręki i zgrabnie ruszyłam w stronę lasku, przez który miałam przejść.

Kiedy wyjeżdżałam z Warszawy pogoda była idealna. Miałam więc na sobie letnią sukienkę na szelkach i cieniutki sweterek. Teraz na niebie pojawiło się kilka chmur i wiał lekki wiatr. Wyciągnęłam głowę do zachodzących promieni słońca i przymykając oczy przeszłam na chodnik. Po kilku minutach schodziłam już w polną dróżkę. Rozejrzałam się dookoła zdając sobie sprawę, że okolica niewiele się zmieniła. Rosły tu wciąż te same drzewa, kwiaty kwitły w tych samych miejscach, a niewielka rzeczka jak dawniej przecinała dróżkę, nadając jej niezwykły charakter. To dziwne, bo czułam się jakbym wracała do domu. Dokądś gdzie było mi najlepiej na świecie. Czułam jakby właśnie tu było moje miejsce. Być może rzeczywiście tak było, ale nie umiałam sobie odpowiedzieć na to pytanie. Nie byłam pewna, czy świat z moich dziecięcych wspomnień jeszcze istnieje... Nie byłam pewna, czy nie pozostały po nim tylko te drzewa i kwiaty. Tak naprawdę, przez te sześć lat wiele się zmieniło. A właściwie wszystko! Najważniejsze to ja się zmieniłam i z pewnością Klara również... Zastanawiałam się nie raz, czy jeszcze będziemy potrafiły się rozumieć tak jak dawniej, czy wciąż będziemy dla siebie jak siostry... Zbliżałam się właśnie do niewielkiego mostka. Podeszłam do poręczy i głęboko odetchnęłam, wciągając wraz z powietrzem woń dawnych wspomnień. W dzieciństwie często przybiegałyśmy z Klarą nad tą rzekę i marzyłyśmy o przyszłości. Nad nią składałyśmy sobie nasze przysięgi. Obiecywałyśmy, że nigdy o sobie nie zapomnimy i nie zerwiemy kontaktu, choćby nie wiem jakie przygody szykował dla nas los... Na samo ich wspomnienie zrobiło mi się wesoło. Być może to dzięki nim mam tu do kogo wracać po tylu latach?! Może jednak, mimo upływu czasu więzy jakie się między nami wytworzyły nie zostały przerwane. Nie mogłam się doczekać kiedy znowu ją zobaczę i będę mogła sama się o tym przekonać...!

Delikatne powiewy wiatru, które towarzyszyły mi gdy wchodziłam na dróżkę stały się teraz chłodne i nieprzyjemne. Spojrzałam na niebo. Słońce zachodziło już za chmury, rzucając niewyraźny cień na ziemię. Wokół robiło się coraz chłodniej i chyba zanosiło się na burzę. Zdałam sobie sprawę, że sterczałam na tym mostku dobre pół godziny. Przez ten czas niebo pociemniało, a słońca prawie w ogóle nie było widać. Chwyciłam walizkę i wtulając się w sweterek, ruszyłam w dalszą drogę nie oglądając się za siebie.

Z każdą minutą wiatr wzmagał się, a temperatura spadała. Po co zatrzymywałam się na tym mostku?! Będzie jeszcze tyle czasu na wspomnienia! Przeszłam już prawie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Pani jeziora II — czytnik · opowiadania