Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Religia · 13 min czytania

Pani Nitka cz.1

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

-Zrób to w końcu! No zrób!!- - Nie!!- Poczuła na swoim karku ten znany oddech. -Dlaczego?- Zaczerwieniła się, zawstydziła. -Nie wiem, czy potrafię…- poczuła, że uraziła takie wrażliwe serce Boże. Gęsia skórka pojawiła się, a wraz z nią przejmująca cisza, pustka i zimno. -Nie! Proszę, ja chcę, naprawdę, ale nie wiem czy miałabym wystarczająco siły…- poczuła znowu ten Boży uśmiech. -Ja jestem siłą- ciepło otoczyło jej duszę. -To we mnie powinnaś pokładać nadzieję, a nie w ludzkiej powłoce- -Tak mówisz, a ja nawet nie wiem, kim ty jesteś? Skąd mam wiedzieć czy przypadkiem nie jestem rąbnięta, lub czy jakiś zły duch mnie nie opętał?- Wyrzuciła szybko z siebie i zaraz potem od razu pożałowała. -Ja jestem światłem i drogą- głos odezwał się tym razem ciszej i mniej pewien. -Powtarzasz to od samego początku…- zacisnęła powieki. Z jej oka spłynęła łza. -Niedługo to się zmieni, twoja ziemia opustoszeje, wszystko legnie w gruzach, oprócz Ciebie i wiernych- Zuza słyszała to już z kilka razy. -Jestem twoim Bogiem, Jedynym, Wszechmogącym ile razy będę musiał tobie to powtarzać?- na ostatnim słowie ściszył tajemniczo głos, a potem tak Zuzi bardzo znany oddech zaczął znikać, wraz z głosem. Zuzia znowu została sama z wielkim brakiem i mętlikiem w głowie. -Zrób to!- to wciąż dźwięczało jej w głowie.

Zuzia była zwyczajną czternastolatką mieszkającą w małym miasteczku, leżącym nikt nie wie gdzie, gdyż było tak małe, iż nikt się nim nie interesował. Owe miasteczko było bardzo odizolowane od normalnego świata i nowoczesności. Zuzia była inna. Jej inność objawiła się jej w wieku nastoletnim. Wtedy los postawił ją w sytuacji praktycznie bez wyjścia. Nie miała wyboru, każda sekunda zbliżała ją ku złowrogiej śmierci. Zdawała sobie sprawę, że nie ma żądnego wpływu na to, co się stanie i na to, co się dzieje, po prostu tak musiało być.

Było zimno, środek nocy. Spała, gdy nagle coś ją uszczypnęło, pomyślała, że coś jej się zdawało, lecz po chwili znowu poczuła uszczypnięcie. Wyskoczyła przerażona z łóżka i wtedy to się stało. Olbrzymia ilość światła, niewiadomego pochodzenia, jaśniejszego od jakiegokolwiek innego światła, natarła na jej biedne delikatne oczy. Światła nieznanego. Zamknęła, więc je, ale poczuła się jeszcze gorzej. Niestety nie mogła z powrotem otworzyć swych oczu. Światło było w jej głowie, a oprócz tego, zobaczyła w sobie, wiele ciemności, po których światło zdawało się pełznąć. Oszołomiona upadła na ziemie, i głośno zawyła. Po chwili Zuzia zauważyła, że światło nie było już tylko w jej głowie, czy na zewnątrz w dali, lecz po prostu w niej! Nie dość, że było jaśniejsze i mocniejsze od jakiegokolwiek ziemskiego światła, to zdawało się Zuzi, że mimo swej jasności, jeszcze bardziej rosło, jeszcze bardziej stawało się jaśniejsze i mocniejsze, a do tego szersze i zajmujące coraz większe obszary jej wnętrza, przy czym rozrywało na strzępy to, co spotkało na drodze, przynajmniej takie miała wrażenie. Ból, poczuła pulsujący ból i smród palonego mięsa. Światło po woli rozchodziło się po jej wnętrzu i spalało coraz to większe obszary. Brało w usta jej narządy i dokładnie swym jasnym płomieniem przeczyszczało i paliło, a co najgorsze wiedziała, że światło, lub ogień zbliża się niebezpiecznie ku jej duszy. Była w totalnym szoku, niezrozumiała tego, co się z nią działo i cierpiała strasznie, nagle ogień przeskoczył na jej serce. Poczuła, że znika, poczuła ból niewyobrażalny, ból palenia. Jakby ktoś ją wrzucił w sam środek rozpalonego ognia, tylko, że wtedy jej ciało płonęłoby. A przecież zewnętrznie żadna jej część ciała nie ulegała spalaniu, tylko w środku czuła ten potworny ogień na duszy, który kąsał, łapał w zęby i zaciskał i nie chciał wcale puścić, zaciskał tylko coraz bardziej zęby, po woli po kawałku, rozrywając ją na strzępy. Ból palenia wcześniejszych narządów, był niczym z porównaniem do bólu płonącej duszy. Pomyślała tylko, o śmierci. Czekała z utęsknieniem na łaskawy koniec. Zapłakała i powiedziała, zapewne nieświadomie, bo strasznie cierpiała. -Czymkolwiek Jesteś, błagam zabij…-I wtedy wraz z jej krzykiem zaciskające się zęby na jej duszy, puściły. Płomień zgasł. Po woli wycofując się ku wyjściu i dali. Światło już nie parzyło, lecz wycofywało się. Przestraszyła się, gdyż wraz z jego odejściem, oślepiła ją dziwna ciemność i pustka. Już nie czuła bólu, ale nadal była w szoku, oraz ciężko dyszała zwinięta na podłodze. Bała się poruszyć, z obawy ze palący ogień-światło może powrócić. Odczekała kilka chwil. Wzięła głęboki oddech, uspokajając ciężkie dyszenie. Poruszyła ręką, potem nogą, a następnie głową, nic się nie działo. Otworzyła oczy i tu zdrętwiała. Oślepła. Nic nie widziała, tylko przerażającą ciemność. Była wykończona. Poczuła, że zaraz znowu upadnie na ziemię, więc złapała coś i oparła się. Zawyła, a z jej oczu spłynęły łzy goryczy. Nic nie widziała, światło wszystko wypaliło zostawiając straszną pustkę i ciemność. To, na czym się opierała było niespotykanie ciepłe, ale nie zastanawiała się nad tym zjawiskiem, zbyt bardzo była zajęta sobą. Niezrozumiała. Zamknęła oczy i zobaczyła coś nowego. Zaskoczona zmarszczyła brwi, nie otwierała oczu. Zobaczyła swoją duszę, ale oprócz tego zobaczyła, że składa się z pozwiązywanych ze sobą różnych lin, nitek, sznurków. Każdy był taki tajemniczy, delikatny i inny, oraz każdy miał swój kolor, smak, wielkość, grubość i długość. Niektóre sznurki były bardzo długie, a szczególnie dwa, które zdawały się ciągnąć od samej góry do dołu, łącząc się po drodze z mniejszymi i chudszymi. Te dwa sznurki były grube i czarne, twarde o wyglądzie wręcz odrażającym. Ale co najgorsze te dwie liny łączyły się z jej duszą. Taką małą i wrażliwą, białą, a w miejscu złączenia z dwoma czarnymi sznurami, lekko czarną. Zasmuciła się wiedzą, że jej dusza nie jest doskonale biała, tylko zaśmiecona przed te dwie straszne liny. Zaczęła się dokładnie im przypatrywać i wtedy one się rozszerzyły, przybierając wygląd macek, próbujących wessać w siebie inne linki, te ładniejsze, ale za to chude, cienkie, lekkie. Przestraszona otworzyła oczy. Praktycznie nic się nie zmieniło, oprócz tego, że już nie widziała swojego wnętrza, ale tylko ciemności i pustkę. Cały czas opierała się o to coś i wtedy zorientowała się, że to <coś> nie jest jakąś zwyczajną rzeczą, typu szafka czy biurko. W dotyku było przecież miękkie i ciepłe. Odruchowo…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Pani Nitka cz.1 — czytnik · opowiadania