Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 14 min czytania

Panie wybacz mi, bo zgrzeszyłam…

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Kto u licha dzwoni o tej porze? – Luna miała już zasypiać, kiedy zobaczyła, że świeci się telefon. Jak zawsze dźwięk wyłączony, bo nie lubiła jak coś ograniczało jej swobodę. Telefon miał być dla niej, a reszta mogła poczekać… „W końcu jak coś pilnego, a nie mam czasu, to i tak nic nie poradzę” – mawiała często. Pół śpiąca postanowiła jednak odebrać, bardziej z ciekawości – ktoś dzwonił z prywatnego… zawsze tak dzwonił tylko Narcyz, co on mógł chcieć o tej porze? Tym razem głos usłyszany w słuchawce zdecydowanie nie był tym, kogo się spodziewała. - Witaj złotko – usłyszała lekko zadziorny głos, mimo zamroczenia od razu poznała, do kogo on należy. – Max?!? - Ta.. wiem, że mnie kochasz. A w ogóle to chciałem przekazać osobiście – masz te robotę. - Serio?!? Super! – z podekscytowania aż podskoczyła na łóżku. – Jak to w końcu udało Ci się załatwić? - Kruczki prawne, jak zawsze. I znajomości. Wiesz maleńka, ja dla Ciebie wszystko. - Aaa!!! – Luna cieszyła się jak dziecko – dziękuję, o tym marzyłam.

***

Stukot kół pociągu nużył podróżnych. Wczesna godzina powodowała, że wielu z nich pogrążyło się w błogim śnie, zapominając o pilnowaniu bagaży. Tylko dzieci nie mogły spać, zatruwając życie wymęczonym wakacyjnymi wojażami rodzicom. Zamiast spokojnie podziwiać krajobraz. Tak jak szatynka, wypatrująca czegoś rozmarzonym wzrokiem za oknem. Jednak ona była spokojna tylko na pozór. Nawet jakby chciała – z podekscytowania nie mogła zasnąć. Jechała na spotkanie z kimś, kogo nigdy nie widziała, a jednocześnie był jej bardzo bliski. Poznali się przez internet – dobrodziejstwo i przekleństwo tych czasów. Tego dnia mieli się zobaczyć po raz pierwszy. Wiedziała, że oboje boją się rozczarowania, ale mimo to wierzyła, że będzie dobrze. – „W sumie chodzi tylko o poznanie się w rzeczywistości… Tyle razy rozmawialiśmy przez telefon i gadu… Poza tym… jakoś dam radę, zawsze daję” – tego ostatniego była szczególnie pewna. Lubiła spontaniczność, wygłupy, ale zawsze zostawiała sobie boczną furtkę, wyjście awaryjne, jakby coś miało pójść nie tak. Tym bardziej, że nie znała miasta, do którego jechała. Nie miała pojęcia, kim tak naprawdę okaże się ten człowiek, ale.. ufała mu jak dziecko.. Świadoma swej naiwności wzięła trochę więcej pieniędzy na wypadek, gdyby chciała wracać następnym pociągiem, albo.... pozostać dzień dłużej.

***

Pociąg wreszcie się zatrzymał – ostatnie poprawki makijażu, fryzury… „Po co ja to robię? I tak zaraz nie to będzie ważne… z resztą.. a… ” – z tego zdenerwowania i wrodzonej niecierpliwości, której sprzyjała atmosfera wyczekiwania nie mogła już myśleć logicznie. Założyła stary, wysłużony plecak, złapała w podręczną torebkę. Ludzie jak zawsze przy wychodzeniu z wagonów przypominali bydło. Tym razem to jej szczególnie przeszkadzało – tak bardzo go chciała wreszcie zobaczyć… Rozglądała się nerwowo, ale w tym tłumie wypatrzenie kogoś, kogo… „No właśnie, kogo ja szukam? Jaki on naprawdę jest… Rok młodszy… Trochę lekkoduch, czasem jak dziecko, ale ogólnie to wydaje się spoko facet.. Gdzie on…” – myślała wyciągając telefon, żeby do niego zadzwonić - Cześć lala! – powiedział Adam łapiąc ja w talii. - Vimuś! – sama zaskoczona swoją reakcją rzuciła mu się na szyję i cmoknęła w policzek, po czym zarumieniła się i patrzyła wielkimi oczami oczekując reakcji kolegi. - Miło Cię poznać lala, ładna bluzka. – powiedział wgapiając się w jej dekolt. - Eh, cały Ty. To co, idziemy najpierw to zanieść? – zapytała pokazując na plecak. - Daj poniosę. - Sama dam radę. - Ale ja jestem mężczyzną. - A ja silną kobietą, już Ci o tym mówiłam. I niczego się nie boję. - Tak, tak, ciekawe czy wieczorem będziesz mówiła inaczej. - Grrr.. wieczorem.. to zobaczymy. Z resztą i tak ja jestem silniejsza. - Bo oberwiesz po tyłku! - Nie - Tak - Nie - Tak …kłócąc się jak dzieci uśmiechali się do siebie. Pierwsze lody pękły, teraz miało być już tylko z górki. Oboje wiedzieli, po co tak naprawdę chcieli się spotkać. Ale jednocześnie naprawdę się lubili. W ich zachowaniu nie było nic logicznego. Brakowało tylko, żeby przed nią uklęknął, udając oświadczyny, jak ją straszył przez telefon. Albo zaczął skakać jak foka. Na razie jednak było spokojnie. Zbyt spokojnie, a intuicja nie dawała jej spokoju.

***

Parka siedząca na ławce była zajęta tylko sobą. Nie zwracała nawet uwagi na przechodniów, których liczba zmniejszała się stopniowo wraz z nastawaniem nocy. Wieczór był ciepły, parny. Duszące powietrze i ciemniejące niebo zapowiadały nadchodzącą burzę. Podobnie jak jaskółki. - Zobacz Adaś, zbiera się na deszcz. Jaskółki nisko latają, bo na tej wysokości są teraz komary, na które polują. Tylko, że my tych komarów nie widzimy… - Racja lala, chodźmy już…- powiedział ucieszony, nie zwracając uwagi na pseudo-biologiczny bełkot. - Miało być i tak o 19, ale przy Tobie to nie wiem kiedy to zleciało… - Aj, weź tak nie mów, bo znowu się zaczerwienię… Przestań mnie wreszcie konfundować. - Nie używaj teraz takich trudnych słów. Teraz co innego mi w głowie – odparł, mierząc dziewczynę wzrokiem, który przeszywał na wskroś, powodując przyjemne ciarki. - I dalej mnie zawstydzasz! Dobra, chodźmy. Vimes złapał koleżankę za rękę, mieli już iść, gdy… - Oddawaj torebkę! – nieprzyjemny głos należał do jednego z czterech opryszków, którzy pojawili się niewiadomo skąd. - Ani myślę! Na co wam moja torebka? I tak pieniędzy nie mam, bo jestem biedną studentką. A sam dowód i reszta dokumentów? Po nic. - Takaś odważna? To zobaczymy. - Adaś zrób coś!! – wystraszona dziewczyna schowała się za swojego przyjaciela, ale nim ten zdążył zareagować obezwładnił go jeden z mrocznej czwórki. Gdyby nie ten nóż na gardle, pewnie by jej bronił, ale takiej chwili nie pomogło nawet logiczne myślenie. Był po prostu bezradny. - Puszczaj mnie!! - Zapomnij dziewczyno. Nie chciałaś dać torebki, to weźmiemy sobie więcej. Hehehe.. Na oczach twojego faceta… Nie podobał jej się okropny ochrypły śmiech, jednak co innego ją teraz martwiło.. Gdyby w grę nie wchodziło jego życie… Może wtedy lali byłoby wszystko jedno. Ale teraz nie mogła się wahać. Z resztą.. nie widziała innego wyjścia. - Co się z nią kurwa dzieje, co to? – Luna jednak nie słyszała przepitego głosu jednego ze swoich niedoszłych oprawców. Potrafiła się koncentrować i w gorszych sytuacjach. Zamknęła oczy. Gdy po kilku sekundach otworzyła z powrotem, były już krwistoczerwone, a wędrujące po nich czarne chmury chaosu potęgowały tylko złowrogość. Uśmiechnęła się, pełna pewności siebie. Zęby zamieniły się w kły. Wyrosły skrzydła, jak u demonów, o których czyta się w bajkach, przypominające trochę smoka, trochę nietoperza, przy wychodzeniu spod skóry uderzyły tego, który ją trzymał. Upadł na

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Panie wybacz mi, bo zgrzeszyłam… — czytnik · opowiadania