Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Kryminał · 11 min czytania

Panienka z Garnizonowego

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Co za smród – żachnął się starszawy funkcjonariusz w wymiętej czarnej kurtce, przecierając nos wierzchem dłoni. - Czego chcesz – odburknął mu drugi, wyraźnie młodszy. - Miejscowy lumpenproletariat leje tu i rzyga od minimum dwóch pokoleń. - A kraty? - Kraty? W duchy wierzysz, Stasiu? Co to dla nich za przeszkoda... - młody wskazał na żelazne okucie, na którym teoretycznie powinna była wisieć kłódka. Oczywiście nie było jej tam. Wrześniowy poranek był smętny, a każdego, kto odważył się lub był zmuszony o tej porze wyjść z domu, witał mgłą i chłodną, drobną, mżaweczką. Nieprzyjemna pogoda potęgowała atmosferę miejsca, w jakim się znajdowali - przykościelny park otoczony zdewastowanymi grobowcami, niegdysiejszy cmentarz ewangelicki. Młodszy z policjantów podniósł kołnierz polarowej bluzy. Smród uryny mieszał się z zapachem wilgotnych liści, tworząc tym samym jeszcze bardziej nieznośny aromat. - Długo jeszcze? - zapytał drugi, nazwany wcześniej Stasiem. - Pewnie zaraz będzie. - Czyli w środku mogę już zabezpieczać?... - wtrącił się jeden z aspirantów, chudy blondynek o spłoszonym wyrazie twarzy. - Ostrowski, czy ty głuchy jesteś? Powiedziane było: czekamy ze środkiem na podkomisarz Sojdę, tak? - ... tak - nieśmiało wybąkał zrugany mundurowy. - Czyli nie możesz. Ale wydaje mi się, że zaraz będziesz mógł. Od strony ulicy 1 Maja z rzednącej już o tej godzinie mgły powoli wyłaniała się drobna, szczupła postać w burym, bawełnianym płaszczyku. Zacięty wyraz jej delikatnej, niemal dziecięcej twarzy już na dzień dobry nie wróżył niczego dobrego. Głównie dlatego, że w ogóle do niej nie pasował, podobnie jak chmurne spojrzenie do całkiem ładnych, szarawych oczu. A sam fakt, iż ta dziewczynka dzieciństwo miała już dawno za sobą i od jakiegoś czasu nosiła dumnie brzmiący stopień podkomisarza, stanowił wyraziste zwieńczenie tego małego festiwalu sprzeczności. - Co tak długo? - mruknął policjant w polarze, gdy tylko podeszła dostatecznie blisko. - Nie pultaj się, Jaruś - wymamrotała, próbując strzepać ręką z włosów kropelki wilgoci. - Za wyrywanie ludzi o takiej porze z łóżka powinno się karać śmiercią. - Możesz być szczęśliwa, to akurat już ktoś załatwił. - No właśnie, pokaż mi, co wy tam dla mnie macie. Stanisław chwycił żelazną kratę przez rękawiczkę i uchylił wrota grobowca dostatecznie szeroko, aby chwilowo bez wchodzenia do środka można było zobaczyć wnętrze. Pani podkomisarz w towarzystwie aspiranta Ostrowskiego i funkcjonariusza w polarze, lapidarnie tytułowanego Jarusiem, stanęła przez kamiennym progiem. Paskudny odór i ją uderzył brutalnie w nozdrza. Skrzywiła się z obrzydzeniem. - Ohyda. - Ohyda to dopiero będzie - odpowiedział Jarek, wskazując na lewą stronę wnętrza kapliczki. W kącie, na tle wilgotnej podłogi, zmurszałych ścian i mnóstwa powoli gnijących śmieci, wyrzucanych tu od lat przez okolicznych mieszkańców, wyraźnie rysował się kształt ciała młodej kobiety. Szeroko otwarte, nieruchome oczy i potężna, krwawa rana na głowie nie pozostawiały wątpliwości co do tego, że była martwa. - Długo tu leży? - zapytała Sojda, nie odrywając swojego uważnego spojrzenia od zwłok. - Tak na moje oko to od kilku godzin, ale pewności to nie mam. - Patologa jeszcze nie było? - No gdzie. Ma z domu jeszcze dalej niż ty. - Super - mruknęła, wpychając ręce głęboko do kieszeni płaszcza i pochylając się w stronę ciała. - Doktorek spóźnia się jeszcze bardziej ode mnie, pozbyłam się kompleksów. Znaleźliście już coś czy czekaliście ze wszystkim na mnie? - Nic - odezwał się Ostrowski. - ... nic? - W nocy padał deszcz - zaczął tłumaczyć przepraszającym tonem. - Jeśli były jakiekolwiek ślady na ścieżce czy na trawniku, to szlag je trafił. - Cudownie. Doprawdy - podkomisarz spojrzała w niebo, jakby chciała wzrokiem poczynić mu wyrzuty za zadanie im dodatkowej, żmudnej i niewdzięcznej roboty. - A ona? - dodała, wskazując głową na zwłoki dziewczyny. - Dokumenty? Portfel? Torebka? - Nic - odezwał się Stasiek. - Zupełnie nic. - ... dobra, możecie wziąć się za środek. To jest... dziwne. Bardzo dziwne. Tego typu panienki nigdy nie chodzą bez torebek - rzuciła, przesycając ostatnie zdanie zjadliwą ironią. - Możliwe, że zabrał ją morderca - odparł Jarosław, mierząc policjantkę nieprzyjemnym wzrokiem. - Bierzemy pod uwagę motyw rabunkowy. - A seksualny nie? - Sojda spojrzała po raz wtóry na denatkę, odzianą dość skąpo jak na tę porę roku. Spod rozpiętej, krótkiej kurteczki pobłyskiwał obszyty tandetnie cekinami obcisły top, niżej martwe ciało opinała czarna, bardzo kusa spódniczka, a całości dzieła dopełniały srebrzyste sandałki na wysokich szpilkach. - Chodzą takie okrągły rok z prawie gołą dupą, a potem jest wielki płacz, że ktoś zgwałcił ciemną nocką - sarknęła, po czym rzuciła okiem na twarz zabitej. - I jeszcze ten dziwkarski makijaż. Ukrainki na Zgorzeleckiej lepiej się malują. - Estera! - Jarek fuknął mimowolnie na towarzyszkę, co natychmiast oderwało od pracy obu aspirantów. Policjantka uśmiechnęła się do nich, jakby przepraszając, i powiedziała:…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Panienka z Garnizonowego — czytnik · opowiadania