Fantastyka · 10 min czytania
Panna lew
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Któregoś pięknego, letniego dnia – chyba gdzieś na początku sierpnia – urodziła się puchata lwiczka. Szczęśliwi rodzice nadali jej wyniosłe imię: Hellelujoannittegarda, jak przystało na arystokratyczną, królewską rodzinę. Jednak dla ułatwienia oraz okazania czułości, bliscy i przyjaciele nazywali lwiczkę różnymi zdrobnieniami: Hella, Leluja, Nitta, Joan i te pe. Lwiczka była przesympatyczna: cieplutka, milutka, mięciutka, dająca się urabiać i uklepywać na dowolne kształty i modły – po prostu ideał dziecka. Wszyscy ją chwalili, że taka grzeczna i dobrze ułożona. Rodzice lwiątka chodzili rozdęci dumą po uszy, że tak dobrymi okazali się treserami. Nie wszystkim rodzicom tak świetnie się to udaje. I byłoby zupełnie idealnie: rodzice byliby idealnymi wychowawcami, a lwiczka wyrosłaby na idealną żonę, gdyby nie pewna przypadłość genetyczna, która zaczęła się uwidaczniać w dobie dojrzewania maleństwa. Otóż pewnego razu królowa matka zauważyła, że jej córce zaczyna rosnąć… grzywa! Z przerażeniem zobaczyła pod słońce wyraźną, małą jeszcze, złocistą koronkę wokół głowy córki, okalającą jej miły pyszczek za uszami. Królowa matka wezwała panienkę na poważną rozmowę (zresztą wzywała ją tylko na poważne rozmowy, nigdy na nic nie dające, lekkie pogaduszki o niczym). - Spójrz na siebie! – zaczęła matka łagodnie – Bardzo mi się nie podoba to, jak ostatnio wyglądasz. Co to za nowomoda? - Jaka nowomoda, mamusiu? O czym mówisz? – niekłamanie zdziwiła się naiwna Leluja. - Nie udawaj, że nie rozumiesz! – matka przybrała ostry ton – Przecież rośnie ci grzywa! - A, grzywa… – Lela spuściła wzrok, musnąwszy pazurami złocistość czupryny nad czołem – Tak… przepraszam. Ale to nie moja wina. - Jak to: nie twoja?! A niby czyja?! Może moja?! - Nie wiem. To mi samo wyrasta. Tak mi się robi. Samo. - Przecież nie jesteś samcem! Jak ty wyglądasz z tą grzywą?! - No… Pewnie jak samica z grzywą? – Leja próbowała rozładować ciężki nastrój żartem. Ale to tylko pogorszyło sprawę: - Nie wygłupiaj się, wiesz?! – ryczała królowa matka - Robisz się uparta i krnąbrna! Aha, i buntownicza! Jeśli nadal będziesz hodować w sobie te cechy z tą… grzywą, to nigdy nie znajdziesz męża! - Mamusiu, ja po prostu dorastam. Dorastam w taki sposób. Z grzywą. Taka już jestem – próbowała tłumaczyć się Hell. - To dorastaj w inny sposób! Lwiczki powinny być potulne, posłuszne, usłużne, powinny przynosić mężowi gotowy obiad… A ty tu z tą grzywą! Wstyd, naprawdę! W tej chwili maszeruj do łazienki i zgól tę… wątpliwą ozdobę! Joannittunia potulnie poszła we wskazane miejsce i długo, długo mocowała się ze sztywnymi drutami swej niesfornej grzywy za pomocą ojcowskiej maszynki do golenia, którą król lew usuwał codziennie zbyt rosochatą, niepoważną kitkę w zakończeniu swego dystyngowanego ogona. Przez jakiś czas był spokój. Lwiczka zaczęła podobać się chłopcom, niektórzy nawet pozwalali się zapraszać na rodzinne obiadki, co było już przygrywką do przyjęcia zaproszenia na zawsze, bo Lea była niezwykle śliczna. Niestety po jakimś czasie grzywa zaczęła odrastać. Wystraszeni kandydaci na narzeczonych odsunęli się od panny na bezpieczny dystans, tłumacząc się, że przecież niczego nie obiecywali i nie mają wobec niej żadnych zobowiązań. A ponieważ Hella była naprawdę piękna, wielu z nich proponowało jej seks kumpelski (wraz z kumpelstwem, oczywiście). Gdy jednak nie chciała tych usług przyjąć, kumpelstwa także jej nie dawano - fatyganci odpływali w siną dal. Tym razem więc król ojciec postanowił poważnie porozmawiać z córką. Co prawda nie wiedział, czy dziewczyna już dorosła do poważnych rozmów i bardzo się bał, że mu się to nie uda. (Król ojciec nigdy dotąd nie rozmawiał z córką poważnie, co najwyżej o nic nie dających bzdurach, czyli o niczym). - Słuchaj no! – zaczął ojciec delikatnie – Jak ty się nosisz? Czy tak wyglądają młode dziewczyny? Czy tak chodzą twoje koleżanki? - Tatusiu! – zamiauczała płaczliwie lwiczka – Dlaczego wy się mnie czepiacie? Ta grzywa mi sama rośnie! Ja już taka jestem! - To ją gól! Gól, na litość boską! Jak się jest lwicą, to się nie nosi grzywy! - Golę! Golę i golę! Ale ona mi coraz szybciej odrasta! I coraz bujniej! Nie nadążam! – tłumaczyła się Nitta, wybuchając wreszcie niepohamowanym płaczem - Sam masz grzywę, to spróbuj ją sobie golić codziennie! Ja mam to po tobie! Właśnie po tobie! - Ja jestem lwem! – ryknął król i tak huknął pazurami w pochyłą akację, że runęła z trzaskiem w suchą trawę sawanny – Jesteś bezczelna! Odkąd zaczęłaś dorastać, nie da się z tobą rozmawiać! Wyjdź mi stąd! Wyjdź z mojej sawanny! Kiedy skruszejesz i zmądrzejesz, to wrócisz! - Jak sobie życzysz! – ryknęła po raz pierwszy Joannitta i wybiegła z sawanny. Mijając matkę, zatrzymała się na chwilę i ośmieliła się spojrzeć w jej oczy; ale zamiast cienia współczucia…