Historia · 7 min czytania
Panna Piotrkowska
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Panna Piotrkowska ( parafraza znanej łódzkiej legendy)
Kiedy ją zobaczył, kiedy spojrzał w jej oczy, zatrzymał się cały świat. Przestały jeździć konne wozy, zatrzymali się ludzie, pędzący gdzieś po piotrkowskim trakcie, przestał padać deszcz… Stali na wprost siebie i nic nie istniało. A potem dziewczyna przeszła obok i zniknęła. Szukał jej dnie i noce, nawet we śnie przechadzał się obok drewnianego Kościoła św. Józefa, wędrował godzinami po alejkach Parku Staromiejskiego, przesiadywał nad rzeką Łódką … * - Co się z tobą dzieje? – zapytał z troską ojciec. Patrzył na syna, który od kilku dni siedział zagrzebany w swoich papierach, ale nie postawił nawet jednej kreski. Kiedyś był pełen zapału, chciał wprowadzać nowe pomysły, projektował domy i ulice, jak czarodziej zmieniał świat. A teraz… wyglądał jakby go coś dręczyło, coś nie dawało spokoju. Zamiast rysować domy, pałace, ulice, szkicował jedynie biegnącą postać z rozwianymi warkoczami i wyciągniętymi ramionami. - Nie martw się, tato… Ale nie powiedział, dlaczego stracił całą radość i sprawił, że przepełnione smutkiem serce starego ojca ścisnęło się jeszcze mocniej. * - W tym miejscu bije serce starej Łodzi. – powiedział architekt, wskazując drewniany kościółek. – To tutaj dawno, dawno temu zatrzymała się łódka Janusza, uciekającego przez puszczę od łęczyckich panów. Na początku jego domem była mała łódeczka, później zbudował dom i ożenił się z panną z pobliskiego Widzewa. To były początki tego miasta…- dodał z zadumą.(...) - Wróćmy jednak do naszych planów. Mamy zmienić tę starą Łódź. Kiedy oddamy do realizacji nasze projekty, niewiele z niej pozostanie. - Mylisz się – uśmiechnął się z odrobiną żartobliwej przekory starszy pan – diabeł nie przestanie nas tu odwiedzać. Kiedyś spalił drewnianą Łódź, płacąc karczmarzowi czerwonymi dukatami za porcję ulubionego miodu, teraz, ludzie opowiadają, służy naszym fabrykantom. - Poznańskiemu – dodał młody – podobno wiatrak napędza, a ten pieniądze do kominka sypie. Jest ich już tak dużo, że Poznański nie wie, czy w swoim pałacu nie ułoży podłogi z monet. Podobno „na sztorc”! - A słyszałeś o skarbie fabrykanta? A o jego zakładzie z diabłem? I tak rozmawiając, przywoływali duchy starego miasta. * - Wróciłem, tato… - zawołał od progu. Spacer ze starym architektem miał dla niego zbawienny wpływ. Przez chwilę zapomniał o tej dziewczynie, której nie mógł spotkać nawet w snach. Obiecał sobie, że po powrocie do domu zasiądzie do pracy,naszkicuje nowe projekty, może nawet stworzy coś niezwykłego? Myślał o stworzeniu nowej, głównej ulicy Łodzi w miejscu starego piotrkowskiego traktu. Odpowiedziało mu głuche milczenie. Ojciec leżał oparty z głową na stole, a obok dogasał płomień świecy. - Tato, tato… Potem nie pamiętał wiele. Pobiegł do lekarza, wysłuchał diagnozy, która brzmiała jak wyrok. Nie miał pieniędzy na leki. Za wspaniałe pomysły nikt mu nie płacił. Razem z ojcem snuli plany, jak zmieni się ich życie, gdy zostanie znanym architektem, gdy nada realny kształt swoim mrzonkom. Ojciec ciężko harował, odkładał każdy grosz na studia…