Komedia · 11 min czytania
Państwo Florek-Rozdział IV-Od punktu A do punku B
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Krzysztof usiadł za kierownicą i z piskiem opon ruszył do pracy. Był w swoim żywiole, uwielbiał jeździć szybko i właśnie miał ku temu doskonałą okazję. Niestety nie ujechał zbyt daleko, gdyż na pierwszym dłuższym odcinku zza krzaków wyskoczył policjant wyposażony w „suszarkę” i machnął na niego. Ratując sytuację, przeistoczył się w kulturalnego kierowcę, który całkowicie przypadkowo dokonał wykroczenia drogowego, włączył migacz i zjechał na pas awaryjny. Tam zatrzymał się, wyłączył silnik i czekał na policjanta. - Dzień dobry panu, proszę przygotować prawo jazdy i dowód rejestracyjny. - Policjant wydał standardowe polecenie. - Panie policjancie, zagapiłem się. To się więcej nie powtórzy. - Krzysztof bez najmniejszego wysiłku udał skruszonego. Policjant często słyszał tego typu tłumaczenia, więc nie zdziwił się zbytnio tej formie obrony. Czekając na dokumenty, zerknął do samochodu i oniemiał. Na przednim siedzeniu znajdowała się klatka z siedzącym pingwinem, który wydawało się, iż z uwagą się mu się przypatrywał. Policjant przetarł oczy, nie mogąc uwierzyć w to, co widzi. Jego rozmyślania przerwał Krzysztof. - Panie władzo, proszę, to są moje dokumenty. Policjant machinalnie wziął je do ręki i powolnym krokiem poszedł do radiowozu. Czy jest możliwe, że pół litra, jakie skonsumował poprzedniego dnia, krąży jeszcze w jego żyłach? Wyciągnął alkomat i dmuchnął w niego. Wynik wyświetlony przez alkomat nie pozostawiał żadnych wątpliwości. Był zupełnie trzeźwy, a to zaś oznaczało, iż w tamtym samochodzie faktycznie siedzi pingwin. Już nieco pewniejszy siebie, ponownie ruszył w kierunku zatrzymanego pojazdu. Tu niestety czekała na niego kolejna niespodzianka. Obok Forda Escorta Krzysztofa, zaparkowana była żółta Syrena 105L, której na drogach raczej się już nie spotykało. Samochód był pusty, co świadczyło jedynie o tym, że wielki facet stojący przy zatrzymanym przez niego Fordzie, to kierowca Syreny. Zaciekawiony podszedł do Syreny, by przypomnieć sobie, jak wyglądały samochody z siermiężnego socjalizmu. Zajrzał do pojazdu i ponownie w ciągu tego dnia zaniemówił..., na przednim siedzeniu w klatce siedział pingwin. To czarno-białe stworzenie z ciekawością mu się przyglądało i mógłby przysiąc, iż mrugnęło do niego. Mimo jego doskonałej kondycji fizycznej, która była potwierdzona przez coroczne testy sprawnościowe, jakie obligatoryjnie przechodził każdy funkcjonariusz, jego organizm nie wytrzymał nadmiaru wrażeń i wyłączył się. W efekcie czego leżał zemdlony obok żółtej Syreny. Tymczasem Eryk pochylony w kierunku Krzysztofa, wyjaśniał sytuację. - Krzysztof, ten pingwin, którego ci dałam, nie może z tobą jechać. On był przeznaczony do wypożyczenia do ogrodu w Hoboken. Przywiozłem ci innego, jest nieznacznie grubszy, ale poradzisz sobie z nim. Wymienimy tylko klatki i spadam do pracy. - Naprawdę nie ma sprawy Eryk. Mnie tam wszystko jedno, którego mi dasz. Krzysztof wyszedł z samochodu, chwycił klatkę z pingwinem i ruszył w kierunku samochodu Eryka. Eryk w tym czasie poszedł do swojego wozu i wyciągnął klatkę z drugim pingwinem, położył ją obok leżącego policjanta i czekał na Krzysztofa. Krzysztof wpakował klatkę z pingwinem na przednie siedzenie Syreny i zamknął drzwi. - Bubel, a co ty zrobiłeś z tym policjantem? Zdziwiony Krzysztof dopiero teraz zobaczył leżącego policjanta. - Eryk ja nic. Dałem mu tylko mojego dokumenty i tyle. - Bubel nie wiem, czy tylko tyle, ale nie wnikam. Jak chcesz, pomogę ci zanieść policjanta do radiowozu. Eryk wyraźnie nie wierzył w zapewnienia kolegi, miał jednak swój honor i nie dociekał, gdy ktoś wyraźnie sobie tego nie życzył. Nie czekając na Krzyśka, chwycił policjanta i zaczął go ciągnąć w kierunku radiowozu. Krzysztof machinalnie przyłączył się do niego i po chwili policjant siedział w swoim pojeździe. Wrócili po pingwina i przenieśli do samochodu Krzysztofa. Mimo niespodziewanych problemów wymiana pingwinów została załatwiona. Eryk z uwagą przyjrzał się koledze i z ociąganiem postanowił wrócić do swoich obowiązków. - Do zobaczyska Bubel. Jak będziesz miał jakiś problem, to wal śmiało. - Jeszcze raz dzięki Eryk. Ja naprawdę nic temu policjantowi nie zrobiłem. - Krzysiek próbował ponownie się usprawiedliwić. - Nie ma sprawy Bubel, kiedyś pewnie będziemy się z tego śmiać. Eryk podszedł do swojego antycznego samochodu i wzbudzając kłęby dymu, odjechał. Krzysztof przypomniał sobie, iż nie ma swoich dokumentów. Z wyraźną obawą poszedł w kierunku radiowozu, gdzie zostawili zamroczonego policjanta. Niestety policjant powoli dochodził do siebie, co nie było mu na rękę. Udając naiwniaka spytał się. - Panie władzo czekam już z dziesięć minut. Czy mogę prosić o swoje dokumenty ? Czy jest jeszcze coś do wyjaśnienia? Policjant nieprzytomnym wzrokiem popatrzył na Krzysztofa. Pingwiny w klatkach? To przecież jest niedorzeczne. Chcąc uniknąć kompromitacji przed przypadkowym zatrzymanym, oddał dokumenty, zasalutował i powiedział. - Obywatelu, proszę jeździć wolniej. Dzisiaj tylko pouczenie, następnym razem będę zmuszony dać mandat. Do widzenia i mam nadzieję, że nie spotkamy się w podobnych okolicznościach. - Do widzenia i dziękuję za wyrozumiałość. Krzysztof szybkim krokiem poszedł do swojej gabloty i odjechał. Tym razem mu się udało. Dojazd do pracy przebiegł już bez żadnych dodatkowych zakłóceń. Zaparkował na swoim miejscu o numerze „666”. Miejsce to było obiektem różnorakich spekulacji, czy nie…