Komedia · 7 min czytania
"Papcio skrzat"
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
„Papcio skrzat” Od kilku lat w szkołach ponadgimnazjalnych na terenie III Rzeczpospolitej, prowadzi się zajęcia o wdzięcznej nazwie Technologia Informacyjna. Przyczyna jest prosta. Komputery powoli przenikają do każdej dziedziny naszego życia. Te skomplikowane urządzenia operują, przeliczają, archiwizują, dostarczają rozrywki. Są wszędzie. Czasem aż strach otworzyć lodówkę... Problem jednak tkwi w podejściu do komputera. Większość ludzi ma mylne wrażenie całkowitej kontroli nad tą maszynerią. Na co dzień nie zdajemy sobie sprawy, jakie ryzyko niesie ze sobą nasze obcowanie z Informatyką. A wierzcie mi lub nie, że jest ogromne... Adam Salicki urodził się w Łodzi w roku Pańskim 1988. W roku 2004 komputer przydzielił go do II LO im. G. Narutowicza. Rodzina była dumna. Co prawda szkoła była spory kawałek drogi od miejsca zamieszkania, ale to nie stanowiło żadnego problemu. Adaś z utęsknieniem czekał na pierwszy dzień września. Szczególnie interesowało go kształcenie w kierunki Technologii Informacyjnej. W końcu miał w domu komputer już przeszło pięć lat i naprawdę często z niego korzystał. Na pierwsze zajęcia szedł lekko podniecony... *** Adaś pchnął drzwi wejściowe. Kiedy znalazł się w holu, od razu skierował się w lewo , wprost do szatni. Szybko odnalazł numer swojej klasy na jednym z boksów. W środku było kilku potencjalnych kolegów, ale Adam przeszedł obok nich obojętnie. Pospiesznie się przebrał i po chwili stał już przed pracownią. Pierwsza informatyka. Dreszczyk emocji przyjemnie przeszedł po plecach. Niebawem pojawił się profesor. Otworzył salę specjalnym kluczem, powieszonym na tzw. „smyczy”. Uczniowie wsypali się do pomieszczenia i zajęli swoje miejsca. Adama przydzielono do komputera, znajdującego się w samym kącie sali. Po krótkim wykładzie organizacyjnym można było wreszcie rozpocząć pracę. Adaś pochylił się lekko nad monitorem. Komunikat był jednoznaczny: - Norton AntiVirus sugeruje skanowanie dysków twardych w poszukiwaniu szkodliwych programów. Nasz bohater zamarł. O kurde, ale lipa – pomyślał. Jak profesor to zobaczy to pomyśli, że w pierwszy dzień mu się żartów zachciewa. Trzeba zaryzykować. Bez namysłu kliknął OK. *** Obudził go śpiew. Przez chwilę nie wierzył własnym uszom, ale kiedy otworzył oczy, potwierdziły się jego domysły. To krasnoludki śpiewały. Siedziały przy przedziwnych maszyna z niewiarygodną ilością kolorowych wykresów, kontrolek, skanerów, drukarek i innych skomplikowanych technologicznie narzędzi. W sali piszczało, bzykało i chrobotało. No i śpiewały krasnoludki. Siedziały na malutkich fotelikach, naprzeciw malutkich klawiaturek i zamiatały długimi brodami podłogę. Niektóre wprawiały w ruch przedziwne maszynerie i co jakiś czas notowały wykresy i odczyty. A wszystko w rytm skocznej melodyjki. Jeden z nich, najwyraźniej najbardziej rozgarnięty, z najwyższą czapeczką i najdłuższą brodą, podszedł do chłopca i podał mu rękę: - Witaj w pracowni komputerowej Papcia Skrzata – rzekł oficjalnie, z jak największą powagą w głosie, na jaką stać krasnala. - Eee cześć. Możesz mi powiedzieć co ja tu robię?- zapytał Adam. - Jak to co? Zaraz będziesz razem z nami skanował twarde dyski – odparł krasnoludek…