Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przyjaźń · 6 min czytania

Para

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Najpierw zdobyłem jedną. Mrozy się zbliżały, więc postanowiłem,że muszę jakoś chronić ciało, a najbardziej ręce, choć były już tak zniszczone. Jednak dopiero przypadek sprawił...Szedłem Marszałkowską myśląc gdzie jeszcze nie byłem...Oczywiście po puszki. Zaczeło się to pięć lat temu, gdy straciłem pracę-padł wtedy pierwszy duży zakład państwowy w Polsce. Kapitalizm-powiedzieli, gdy dawali nam marne grosze na odchodnym. Kapitalizm-pomyślałem- a co to k...a jest. Słyszałem o tym wiele dobrego-czekaliśmy na to wiele lat, a teraz doczekałem się.Nie mam pracy,nie mam mieszkania, mam tylko jedną rękawiczkę... Bo właśnie o niej chciałem opowiedzieć. Moje życie i cała przeszłość jest za mną.Cóż, może to głupie, ale jak jest, tak jest, muszę to przyjąć i walczyć z moimi problemami. Ten cholerny listopad daje we znaki. Zatrzymałem się przy kolejnej ławce, gdy zacząłem ładować do torby kilka aluminiowych puszek.Na ławce leżała jedna, czarna,ale prawie nowa rękawiczka. Była chyba ze skóry. Czemu była jedna-tego nie wiem? Najpewniej została zgubiona-lecz teraz ja byłem jej dumnym właścicielem. Choć była tylko jedna...Grzała rękę bardzo dobrze-to była najładniejsza rzecz, jaką posiadałem. Schowałem ją do kieszeni-w jednej nie będę przecież chodzić. A jeszcze mi się zniszczy. Więc dalej wędrując po centrum,mijając wielu ciekawych, czasem śmiesznych ludzi zacząłem myśleć o właścicielu mego „skarbu”. To był na pewno bogaty facet-przynajmniej stać go było na takie rękawiczki. Dorobił się w tym kapitalizmie...Dotarłem do skupu i niestety ta dycha, którą dostałem nie starczyła, żebym sobie kupił ćwiartkę na spółkę z Jurkiem. Faktem jest,że złożyliśmy się na wino i też byliśmy zadowoleni. Moja stała miejscówka-u pani Agnieszki, gdzie mogłem się nawet jako tako umyć, była dziś prawie pełna.Za te kilka złotych,mam spanie-a w lato...W lato przecież ciepło na dworze-czasem wyjeżdżałem nawet za Warszawę. Jurek zebrał dzisiaj obfity łup-udało mu się posprzedawać w antykwariatach różne starocie. Zarobił ze trzy dychy. Ale na ćwiartkę nie chciał dołożyć. Opowiedziałem mu o moim znalezisku, ale nie zainteresowało go to. Pomyślałem, że może warto by kupić sobie jedną normalną parę...Ale wtedy pieniędzy na życie nie będzie. No cóż-jedną mam. Zakładałem ją tylko czasem. Wtedy-kiedy ją znalazłem było koniec listopada, jedną rękę chowałem w kieszeni,a z drugą dumnie wędrowałem po ulicach,po mieście,które znałem od zawsze. Robiło się coraz zimniej. Minęły już Mikołajki. Ten dzień zawsze starałem się jakoś uczcić. Kiedy nie miałem komu podarować prezentu, sam sobie sprawiałem niespodziankę. W tym roku całą półlitrówkę. Nie jestem pijakiem, ale co robić w życiu. Kiedyś starałem się cos kombinować-szukać czegoś nowego, pracy, nowego życia...Znalazłem...A więc zbliżała się powoli wigilia-ten piękny okres. Wszystko zawsze błyszczące i świecące,i przyjemniej się chodzi po mieście. Przechodziłem przez ulicę-jak zawsze starałem się dostrzec coś…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%