Fantastyka · 6 min czytania
Para Noja 5: Król Ik
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Ik nie miał szczęśliwego dzieciństwa. Miał dzieciństwo nijakie. Był zbyt niski i zbyt chudy, zbyt przezroczysty, by dać się zauważyć. Opatrzność obdarowała go jednak czymś wyjątkowym: Otóż, Ik urodził się z przyrośniętym do lewej ręki malutkim Generatorem Fioletowej Mgły. Z początku nienawidził owego osobliwego podarunku, z czasem jednak przywykł do metalowego chłodu, który doskonale orzeźwiał, gdy w duszne, letnie noce, Ik zasypiał z policzkiem na wyrzutni. Nie miał rodziców, wychowała go babka, właścicielka budki z hamburgerami. Przez pierwsze piętnaście lat swojego fioletowego życia, Ikowi nie brakowało niczego, z wyjątkiem właśnie - życia. Każdy dzień przypominał bowiem poprzedni, koledzy zdawali się go nie zauważać, nie mówiąc już o koleżankach - te chichotały tylko, zasłaniając zeszytami swoje krągłe, rumiane… policzki, i pokazywały go palcem, gdy obrócił się plecami. Ik nie interesował się niczym poza mgłą. Piłka nożna? Komiksy? Telewizor? Nie. Były to przyjemności obce, zupełnie niefascynujące. Nie miał też przyjaciół. Całe popołudnia spędzał w lesie, na uroczej polance, skrytej wśród drzew. W sekrecie przed wszystkimi, uczył się trudnej sztuki puszczania małych, idealnie sześciennych chmurek o kolorze mdłego fioletu. Życie Ika miało się jednak skomplikować. Nastąpiło to w dniu jego szesnastych urodzin. Kiedy przyszedł do domu, nie zastał w nim babki. Kwadrans później do drzwi zapukał wysoki policjant. Ik zapamiętał dokładnie, że gdy przekraczał próg, czapką prawie szurał o framugę. Ik dowiedział się, że babka zmarła. Gdy przestawiała karton z keczupem, potrąciła stolik; pięćdziesiąt kilogramów krowiego mięsa spadło jej na głowę; Kark chrupnął jak świeża, ciepła bułka. Ik pobiegł na swoją polankę. Płakał, puszczając chmurki w kształcie łez. Tamtego dnia Ik został wegetarianinem. Kotlet w bułce, szczęście w nieszczęściu, okazało się, że babka chowała w banku dziesięć tysięcy franków szwajcarskich. Idąc za poradą mądrych ludzi, Ik założył konto oszczędnościowe i uznał, że dopóki nie skończy szkoły, żyć będzie z procentów. Jadł dużo szpinaku, pił dużo mleka. Rósł, a wraz z nim, rósł i Generator. Pod szybą migały nowe rurki, wylot pokrył się chromem, spust chodził miękko jak nigdy przedtem. Sześcienne chmurki wychodziły idealnie. Ik zapragnął więcej. Po miesiącu ćwiczeń potrafił już puszczać mgiełki o kształcie Kubusia Puchatka. Nadeszły jednak miesiące szczególne. Krajem wstrząsnął zamach stanu, wprowadzono godzinę policyjną. Nieznani sprawcy wymordowali całą rodzinę królewską, co do brata, co do kuzynki. Z dnia na dzień, kraj stanął w obliczu zagłady. Nikt nie chciał zostać królem. Loża Pleśchwinistów forsowała utrzymanie status quo, urządzając kolejne przetargi na przetargi konkursu królewskiego, w którym widziano nadzieję na przywrócenie dawnych porządków. W końcu przetargi rozstrzygnięto, ostatnia