Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Biografia · 13 min czytania

Paradiso Perduto (1)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

{font:times}Hanna urodziła się u schyłku lat ’80 w kochającej, bardzo przeciętnej rodzinie. Jako młodsza siostra swojego brata poddana była wszelkim jego wpływom. Wspinała się po drzewach, bawiła samochodzikami i wdawała w bójki. I bardzo to wszystko lubiła. Miała również koleżanki, lalki, pluszowe szczeniaki, ale to jej brat był najlepszym towarzyszem zabaw. Była to jedyna osoba na świecie, oprócz jej rodziców, którą tak długo i dobrze znała. A przynajmniej lubiła myśleć, że zna go najlepiej. Razem z nim płakała, gdy ojciec się na nich denerwował, razem się śmiała, gdy robili komuś jakiś żart. Z czasem urósł do rangi autorytetu. Chciała być taka jak on. Mądra, inteligentna.

Dzieciństwo Hanny było usiane najpiękniejszymi kwiatami, jakie można było sobie wyobrazić. Pomijając chwile zwątpienia, pewne dziecięce troski i obawy – była naprawdę szczęśliwym dzieckiem. Czas płynął spokojnie. Bez obaw o przyszłość, śmiech perlistym strumieniem co dzień wypływał z jej ust, a radosne iskierki w oczach nigdy nie gasły. Może trochę bardziej niż inne dzieci przeżywała każde, nawet chwilowe, rozstanie z rodzicami, zwłaszcza z matką. Ona była opiekunką, ojciec zaś kolejnym, ulubionym towarzyszem zabaw i przewodnikiem po świecie. To on uczył ją świata. Pokazywał ciekawe rzeczy, opowiadał historie z przeszłości. To on zagnieździł w niej poczucie humoru. I choć zdystansowany i zamknięty dla świata, dla swoich dzieci był chodzącą mądrością. Na lewo i prawo rzucał, zdawałoby się, zdartymi już frazesami, w których jednak kryły się wartości wciąż ważne dla ludzi. Ojciec nauczył Hannę dotrzymywania danego słowa. „Słowa są puste, choć brzmią”, powtarzał z goryczą, dlatego tak ważne było niełamanie obietnic. Dzięki ojcu Hanna była także niezwykle punktualna i, choć sama w to nie wierzyła, utalentowana artystycznie. Jej brat posiadł talent do zapamiętywania formułek, ona zaś całą wrażliwość na każdy rodzaj sztuki. To nie tylko zasługa ojca, który grał na skrzypcach i pięknie malował. Jej dziadek był poetą i pisarzem, i choć zmarł, gdy miała zaledwie dziesięć lat, jako dorosła kobieta ciągle czuła, że otacza ją swoim ciepłem i miłością. Lubiła przelewać na papier swoje myśli – czy to w postaci rysunków, czy w poezji, opowiadaniach. Czuła, że ma wiele do przekazania. Czuła, że gnieździ się w niej za dużo emocji, a to jest jedyny sposób, by się ich w jakiś sposób pozbyć.

Matka przekazała Hannie zdolność analizowania i interpretowania ludzkich zachowań. Dzięki niej widziała świat w różnych odcieniach. Nigdy nic nie było czarne lub białe. Nigdy nic nie było jednoznaczne i ostateczne. Dzięki matce Hanna potrafiła dostrzegać więcej, niż było to widoczne na pierwszy rzut oka. Miała otwarty i elastyczny umysł. Rodzice nauczyli ją wszystkich wartości, których potrzebowała, by być dobrym człowiekiem. Hanna była dobrym człowiekiem. Dobrym i niezwykle wrażliwym człowiekiem. Choć innym przedstawiała się jako pewna siebie, niezależna, chodząca skała, w rzeczywistości była zbyt krucha, by można było ją do czegokolwiek porównać. Miała swoje wzloty i upadki. Bardzo bolesne upadki. Wszystko przeżywała ze zdwojoną siłą. Tym bardziej, że nie miała przyjaciół. Nie warto wspominać tych, o których myślała w ten sposób. Było takich osób zbyt wiele, a schemat zawsze ten sam: wspólne spędzanie czasu, dużo rozmów na błahe tematy – budowanie pozorów. Nagle ktoś potrzebuje pomocy Hanny i ta rzuca wszystko i leci na pomoc. Gdy jest już po wszystkim – ten ktoś odchodzi. Po prostu odchodzi. Bez słowa. Na próby nawiązania kontaktu przez Hannę właściwie nie reaguje. Wszystko, co Hanna dostawała później, to zdawkowe „U mnie wszystko ok. Co u ciebie? Też dobrze? To super. Do usłyszenia”. I koniec rozmowy. Takich właśnie Hanna miała przyjaciół. Z czasem przestała ich szukać. Przestała ich potrzebować. Ludzie rozczarowują. Zawodzą. Ludzie są tylko ludźmi. Hanna nigdy zbyt wiele nie oczekiwała od nich. Poza tym, by ci, których kochała, żyli wiecznie. Tak jednak nie było.

To było słoneczne, jesienne popołudnie. Hanna miała dziesięć lat. Wróciła jak zwykle ze szkoły prosto do domu, ale tym razem było coś inaczej. Matka przywitała ją w progu i ze łzą w oku powiedziała, że dziadek zmarł, po czym wróciła do pokoju, gdzie był jej brat. Usiadła obok niego i przytuliła tą drżącą z łkania istotę. Próbowała w jakiś sposób go pocieszyć, lecz on, zakrywając twarz dłońmi, zdawał się coraz gwałtowniej trząść. Hanna nie mogła na to patrzeć. Poszła do kuchni i nastawiła wodę na herbatę. Nie wiedziała, co ma robić, powinna zapłakać. Powinna, ale nie mogła. Była w zbyt wielkim szoku. Odwiedzała dziadka w szpitalu, ale zdawał się być w dobrej formie. W życiu nie przypuszczałaby, że ich opuści. Nikt ją na to nie przygotował. Stała więc w kuchni przy czajniku i czekała na wodę. Nie mogła tam spędzić jednak reszty dnia i wieczoru. W końcu zrobiła herbatę i usiadła w pokoju, gdzie siedzieli matka i brat. Siedzieli i milczeli. Hanna była smutna. Utkwiła wzrok w podłodze i czekała, aż to wszystko okaże się tylko złym snem.

Czas leciał niezwykle powoli. W końcu przyjechał ojciec. Jego smutne oczy były jak sztylety przecinające serce Hanny. Nie mogła na to patrzeć. Jej ojciec, zawsze uśmiechnięty, zawsze radosny i pełen energii, nagle stał się bezbronny jak dziecko. Nie docierało do niej jeszcze, jaką tragedię musiał przeżywać. Został zupełnie sam. Jego siostra zmarła, gdy była zupełnie malutka, jeszcze nie nauczyła się porządnie mówić. Jego matka, babcia Hanny, również zmarła. Teraz ojciec, a dziadek dziewczynki. Jej ojciec miał już tylko ich.

W dniu pogrzebu była przepiękna pogoda. Słońce świeciło, a na niebie nie było ani jednej chmurki. Tak jakby dziadek chciał pocieszyć żałobników. Dać im znak, że jest dobrze. Że będzie dobrze. Nie muszą się martwić, bo żyją i czeka ich wiele, wspaniałych dni.

Na cmentarzu było mnóstwo osób. Hanna bała się tylko jednego – widoku zwłok. Słyszała, jak w przeddzień pogrzebu jej ojciec rozmawiał ze stryjem na temat tego, czy otworzą trumnę, czy nie. Złożyła swoje ręce i błagała w myślach, by pozostawili trumnę zamknięta. Bała się, że nie będzie w stanie spojrzeć w jej stronę, gdy stanie się inaczej. Po chwili…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Paradiso Perduto (1) — czytnik · opowiadania