Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Opowiadania.pl · 13 min czytania

Paradiso Perduto (3)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Kobieta wstała. Postanowiła się ruszyć, wyjść na zewnątrz, pooddychać świeżym powietrzem. Wchłonąć ciszę, która panowała wokół. Może dzięki temu odzyska spokój, którego tak wtedy potrzebowała.

Szła powoli ulicą, podczas gdy wszyscy wokół pędzili nie wiadomo po co. Ze schowanymi twarzami w szalach i płaszczach zerkali przed siebie niepewnie, mijając Hannę, jakby w ogóle nie istniała. Uciekała przed światem wystarczająco długo, by ten przestał się o nią dopominać. Kobieta przemykała między obcymi, idąc wzdłuż zniszczonych przez czas kamienic, by po chwili nieoczekiwanie skręcić. Znalazła się w wąskiej uliczce, mijanej obojętnie przez przechodniów. Hanna zwolniła nieco krok. Wyciągnęła w bok rękę, tak by czuć pod palcami zimne cegły. Napawała się ich fakturą, napawała roztaczającym się wokół zapachem staroci, wymykającym się przez rozbite szyby z wnętrza kamienic. Na samym końcu uliczki, pod metalową siatką, przystanęła i obejrzała się za siebie. Nikogo nie było. Przykucnęła i wygięła część siatki w rogu, aby mogła pod nią przejść. Gdy w końcu jej się to udało, podniosła wzrok i uśmiechnęła się lekko. Stała na niewielkim wzniesieniu, a nieco dalej na wprost znajdował się gęsty las, za którym płynęła rzeka. Znalazła się w innym świecie. Nie słyszała już dźwięków dobiegających z ulicy, szczekania psów, silników samochodów czy nawoływań starszych pań próbujących przywrócić do porządku biegające wokół nich bachory. Hanna skierowała się wąską ścieżką, prawie niewidoczną pod śniegiem, w stronę lasu, a po chwili stała już nad brzegiem rzeki. Wzdłuż niej, w dość dużych odległościach, wstawione były ławki. Hanna miała swoją ulubioną – pod wielką wierzbą, która wiosną muskała ją swymi długimi gałęziami i liśćmi. Teraz była już tylko Hanna, woda i cisza.

W głowie kobiety krążyło mnóstwo myśli. Zbyt dużo, by do jej świadomości dotarła informacja, że niedługo prószący śnieg ją zasypie, że niedługo zacznie się ściemniać. Nie potrzebowała wtedy takich myśli. Nie potrzebowała świadomości, racjonalizmu i realizmu. Potrzebowała odrobiny magii. Gdyby w jakiś niewytłumaczalny sposób dostała bardzo wyraźny znak, że może, że potrafi ruszyć dalej i o wszystkim zapomnieć, najprawdopodobniej i tak by tego nie zrobiła. Wyczerpały jej się bony na szczęście, więc po co się starać. Po co celować w niepewność, a później składać na nowo złamane serce. - Hej! Zasypie panią! Głos. Hanna oderwała się od swoich myśli i spojrzała w stronę, skąd pochodził. Mężczyzna. Kobieta westchnęła, po czym spojrzała w górę i pokręciła głową. Następnie spojrzała na swoje ręce i nogi. Były całe w bieli. Wstała z ławeczki, otrzepując się, gdy mężczyzna podszedł i podał jej rękę. Hanna spojrzała na nią ze zmrużonymi oczami i zaczęła się powoli wycofywać. - Wszystko w porządku? – zapytał nieznajomy. - Tak – odparła Hanna, po czym odwróciła się napięcie i odeszła, zostawiając za sobą mężczyznę. Do mieszkania wróciła dokładnie tą samą drogą, którą przybyła nad rzekę. Ślady, które za sobą zostawiała, prawie natychmiast nikły pod świeżą warstwą wciąż padającego śniegu. *

Choć wspomnienia zwykle z biegiem czasu ulegają licznym przekształceniom, Hanna pamiętała niemal każdą minutę dnia, w którym to, w co do końca nie chciała uwierzyć, wyprowadziło ostateczny cios w jej serce. To zdarzenie przypomniało Hannie ból związany ze stratą nie tylko bliskiej osoby, bez której nie wyobrażała sobie życia. Kolejna część Hanny została unicestwiona.

Pogoda zdawała się kpić ze wszystkich zgromadzonych. Był upalny, majowy dzień. Na niebie nie sunęła ani jedna chmura, a słońce bezczelnie raniło komórki skórne żałobników. Najpierw msza w kościele, piękne kazanie, następnie marsz na cmentarz, krótkie pożegnanie, złożenie trumny do ziemi. Hanna nie wiedziała, co tego dnia było dla niej najtrudniejsze: zobaczenie trumny, płacz w ramionach matki Wojciecha czy świadomość, że już nigdy nie zrealizuje swoich marzeń. Nigdy nie jest łatwo pogodzić się z tym, że coś nagle zostało przerwane. Szczęście, które rosło w oczach z każdym kolejnym dniem, nagle prysło.

Hanna stała na cmentarzu i nie mogła uwierzyć w to, co się stało. Nie rozumiała, jak Wojciech mógł umrzeć. Jak mógł ją zostawić. Przecież miała taki piękny plan. Przecież byli w sobie tak zakochani. Jej łez nie było końca. Wyglądało to tak, jakby ktoś odkręcił kraniki w jej oczach. Choć upał sprawiał, że łzy prawie natychmiast wysychały, było ich tyle, że twarz wciąż błyszczała w słońcu.

Na pogrzebie zebrał się cały tłum. Rodzina, przyjaciele, znajomi ze szkół, nauczyciele, sąsiedzi… Po złożeniu trumny do ziemi nadszedł moment wrzucenia do niej róży, którą trzymał w ręku każdy znajomy Wojciecha ze starej szkoły. Hanna swoją różę tak mocno ściskała, że po jej dłoni w pewnym momencie zaczęły spływać małe strużki krwi. Gdy stanęła nad dołem, zakręciło jej się w głowie. Patrzyła na trumnę leżącą dwa metry niżej. Nawet wtedy miała absurdalną nadzieję, że za chwilę Wojciech wyskoczy zza krzaka, krzyknie, że żartował i weźmie ją w ramiona. Nic takiego się nie wydarzyło. Oczywiście. Hanna wrzuciła różę do dołu, próbując opanować szloch.

Ostatnim punktem pogrzebu było zamienienie kilku słów z rodzicami Wojciecha. To było bardzo bolesne. Hanna objęła mocno matkę Wojciecha, po czym wręczyła jej kopertę. W kopercie znajdował się list, który Hanna napisała poprzedniego dnia. Na kartkę papieru wylała wszystkie swoje żale i lęki, i pragnęła, by ktoś je przeczytał. Pragnęła, by przeczytali je rodzice Wojciecha. W liście wyraziła swoje wielkie cierpienie, za co rodzice Wojciecha kilka dni później podziękowali.

Stojąc w objęciach matki Wojciecha, Hanna miała wrażenie, że reszta świata nie istnieje. Nie ma tych wszystkich ludzi stojących wokół i patrzących z lekkim zdziwieniem na tę rozhisteryzowaną dziewczynę w ramionach starszej kobiety. Nie ma skrzypka grającego Lacrimosę Mozarta. Nie ma księdza, nie ma jej znajomych, którzy nie rozumieli tragedii rozgrywającej się w sercu Hanny.

Nie mogła jednak stać tak bez końca. Uwolniła matkę Wojciecha ze swoich ramion i już

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%