Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 8 min czytania

Parentel tir Achara cz. 1

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Parentel tir Achara

Ostrożnie wychyliłem się spośród drzew. Przez kilka ostatnich godzin obserwowałem wymarłe miasteczko. Od czasu do czasu tylko jakiś zbłąkany zwierz przemknął opustoszałymi ulicami. Wywiadowcy donosili, że po pierwszych dniach plądrowania oddziały wroga wycofały się do konwojowania kolonizatorów. Mimo to ostrożności nigdy za wiele. Dlatego też po przebyciu nocą Lodowej Rzeki przez blisko dobę obserwowałem swój stary dom. Pobielane ściany odbijały się w słońcu, a ciemne drewno balustrad wyglądało jak namalowany kredką wzorek na ścianie. Ta ziemia i ten dom wzywały mnie. Od kilku miesięcy zbierałem się na tę wyprawę. Dawno już przestałem być dzieckiem i straciłem ochronę swego ludu. By stać się jednym z katalizatorów mocy, a tego oczekiwano nie tylko od syna władcy, ale i od każdego młodzieńca wchodzącego w dorosłość musiałem odprawić rytuał w miejscu, które nosiło brzemię mojego pierwszego krzyku. Wiele lat temu urodziłem się w białym domu z czarnymi tarasami, niemalże na progu. Dlatego matka nazwała mnie Parentel, Przekraczający Próg. Sprawy rytuału przekładano w czas wojennej zawieruchy i przesiedleń, ale sprawa w końcu powróciła. Byliśmy słabi a uniemożliwienie nam powrotu do miejsca narodzin skazywało nas na kolejne stracone pokolenie. Ale mój ojciec potrzebował następcy, który jest częścią mocy ludu. Poprawiłem umieszczony na plecach miecz pierwszeństwa – oznakę mojej pozycji. Przekazywany od pokoleń znak następstwa władzy. Teraz każdy pełnoprawny członek ludu był nam potrzebny. Wyprawa była niebezpieczna, ale niezbędna. Powtórzyłam w myślach słowa ojca – zaklęcie, które w razie schwytania odeśle miecz do naszego obecnego pałacu. Przed wyruszeniem dał mi tylko tę możliwość i radę, by nie schwytali mnie żywcem. Bez mocy ludu czułem się ślepy i głuchy, więc ruszyłem, gdy tylko zaczęło zmierzchać. Moc domu wzywała mnie. Spokojnie przemykałem cichymi uliczkami nierównym krokiem. Co chwila zatrzymywałem się i nasłuchiwałem. Zazdrościłem siostrze, ze nie musiała tego robić. Mężczyźni musieli stać się członkami ludu, kobiety nimi były. W momencie dojrzewania przechodziły z ochrony przysługującej dzieciom wprost w ocean możliwości wszystkich dorosłych. Zagryzłem wargę i skupiłem się na otoczeniu. Byłem spięty, w każdej chwili gotów uciekać, walczyć lub się zabić. Żelazna furta była wyłamana, ale z zewnątrz dom wyglądał na nietknięty. Wspiąłem się po schodach i uklęknąłem w progu. Szybko wyszeptałem rytualną formułę i zaczerpnąłem głęboko powietrza. Jego smak był pełniejszy, wyrazistszy – znak, że się udało. Minie trochę czasu nim moc wleje się we mnie jak w puste naczynie i nim w pełni będę mógł ją wykorzystać. Chciałem już powstać, gdy groźny głos zmroził mi serce.

- Stój! - krzyknął ktoś

W tym samym momencie wystrzelony z kuszy bełt roztrzaskał drewnianą tralkę, a jedne z odłamków wbił mi się w lewą łydkę. Ból sprawił, że działałem instynktownie – rzuciłem się w przód i schroniłem się za załomem ściany. Otoczyli mnie! Biegłem do miejsca gdzie taras wisiał nad brukowanym dziedzińcem. Kątem oka widziałem jak znikąd w krzakach pojawiają się kolejni kusznicy. Pułapka! Taras jest dwa metry nad ziemią, jeśli dodam do tego swoją wysokość i skoczę na główkę powinienem zginąć. Jeśli zaczną strzelać to tym lepiej. W głowie powtarzałem już zaklęcie odsyłające. Byłem już jedną nogą na balustradzie, gdy znów rozległ się głos:

- Stój albo ona zginie!

Zawahałem się. Powracające zmysły mówiły mi, że jest tam ktoś ważny. Drżałem na ciele i duszy. Krew spływała ze zranionej łydki. Byłem już martwy i zawróciłem. Kusznicy mierzyli we mnie, gdy wracałem, ale żaden nie strzelił. Nie powinno ich tu być! Wróciłem do schodów. Mężczyzna, który musiał wołać otaczała…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Parentel tir Achara cz. 1 — czytnik · opowiadania