Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

akcja · 30 min czytania

Parentel tir Achara cz. 9

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Wstawajcie, wstawajcie – Kli budził nas wcześniej niż zwykle – Ralia Kner przyjechała w nocy, będzie na śniadaniu u Cesarza. Szybko, szybko, ruszajcie się.

Bran i Torgor byli już przy wyjściu, gdy ja zbierałem się z koi. Popychali się i przekomarzali.

- Ruszaj się młokosie, raz dwa, raz dwa.

- Kim jest ta Ralia ? - spytałem gdy niemal truchtem biegliśmy do łaźni

- Nie teraz, pospiesz się. Wszystko musi być gotowe, my też – Kli nie był skory do wyjaśnień

Woda była lodowata, lecz żaden z nich nie miał nic przeciwko. Chlapali się niemal radośnie.

- Ralia Kner to cud – rzucił w moją stronę Bran – Sypia z każdym, kto jej się spodoba. Nie ważne cesarz, chłop, niewolnik, bylebyś miał ciało, które zwróci jej uwagę. Najczęściej wybiera Kli, ale kto wie może i mi się poszczęści.

- Może rozkazać się zadowolić?

Wszyscy trzej wybuchli śmiechem.

- Albo sam będziesz chciał to zrobić albo jesteś eunuchem – powiedział Torgor

-Już dość kłapania. Gdy ona jest w pobliżu Cesarz zwraca na wszystko większą uwagę. Macie – Kli rzucił nam małe zawiniątka – dodajcie to do oliwki, te zioła dodadzą zapachu.

Natarliśmy się dokładnie. Chłopcy się przekomarzali, a ja się zastanawiałem czy ta obca wola może nas zmusić do współżycia z kobietą? Bo jeśli są bariery w kwestii odbierania życia to czy są takie w jego tworzeniu? Kli popędzał nas. Kuchnia pracowała już pełną parą. W każdej rozmowie przewijała się ta osoba : Ralia Kner. Miała być piękna i zepsuta. Jedna z niewielu kobiet w otoczeniu Cesarza.

- Sypia z Cesarzem? - spytałem szeptem Brana, gdy rozkładaliśmy stoły

- Ha! Sypia? Ponoć wziąłby ją za żonę, gdyby jej mąż nie był tak cholernie dobrym i znaczącym generałem – odparł – To nie przeszkadza im się spotykać czasami. Ponoć ma niezaspokojony głód na miłość a jej mąż ma syna starszego od niej, sam wiesz.

- Dość pogaduszek, szybko, ruchy! - popędzał nas Kli

Zupełnie jakby ktoś włożył kij w mrowisko. Wyciągnięto najpiękniejsze srebra, wszystko musiało być wypucowane na błysk, żadnej plamki, żadnych niedociągnięć. Najlepsze wina, najświeższe soki, ulubione przysmaki Cesarza i Ralii. Wszystkiego w bród a jednocześnie żeby nie było za ciasno na stole. Kli nawet skądś wytrzasnął człowieka, który nas sprawnie ogolił i ostrzygł. Ralia Kner – osoba, która była na ustach wszystkich. Gdy zbliżał się czas wpuściliśmy możnych, oni jeszcze nie wiedzieli. Dopiero gdy Kli wyprosił kilku możnych panów z krzesła po prawicy Cesarza zrozumieli. Kobiety nerwowo poprawiały stroje, mężczyźni przyglądali się sobie bacznie. Ale jej ciągle nie było. Kli wyglądał za drzwi, pytał służby, ale nikt nie wiedział gdzie się podziała, a czas uciekał. W końcu nie miał wyjścia.

- Jego wysokość, Cesarz – zaanonsował otwierając drzwi w ukłonie – oraz Ralia Kner – dodał z ulgą po chwili

Możni powstali szurając krzesłami. Ale ponad szum wybił się śmiech, szczery i radosny. Zobaczyłem ją przez chwilę, gdy wchodziła z Cesarzem pod rękę. Ubrana była skromnie w barwy czerwieni i czerni, z wysoko upiętymi włosami. Była piękna i miała w sobie blask, który przyćmił nawet Cesarza. Przy niej ta uśmiechnięta twarz wyglądała niemal na ludzką.

-Ach, mój panie, dawno nie słyszałam tak zabawnej historii – głos był delikatny, ale o niespotykanej głębi – powinnam częściej cię odwiedzać.

- Moja droga, wiesz, że zawsze cię chętnie powitam w moich progach, a twe apartamenty są zawsze gotowe- Cesarz poprowadził ją do jej miejsca – Witajcie moi drodzy, cieszę się, że zaszczyciliście nas swoją obecnością. Skoro wszyscy jesteśmy to możemy siadać.

Kli obsługiwał szczyt stołu, Cesarza i Ralię. Torgor czuwał na drugim końcem. Ja z Branem zajmowaliśmy się środkiem, on po stronie Ralii, ja po przeciwnej. Wszyscy patrzyli na jej promienną twarz o klasycznych rysach, kobiety z zazdrością, mężczyźni z rozmarzeniem. Moje ciało reagowało na nią gwałtowniej niż myślałem. I nagle zdałem sobie sprawę, że to broń idealna. Sidła na każdego mężczyzny, dystraktor dla każdej kobiety. Taka mogłaby wynegocjować każdy traktat, zataić każdą zbrodnię i zniszczyć każdą reputację. Przestałem się dziwić, że reszta wstawała z takich pospiechem. Rozmowy toczyły się w lekkim tonie o podróżach i wrażeniach, ale z kobiet tylko Ralia odzywała się niepytana wprost. Cesarz zerkał na nią z jakimś spokojem, gdzieś zniknęła zjadliwość jego wypowiedzi. Dolewałem ostrożnie wina, wymieniałem półmiski, podmieniałem brudne talerze na czyste. Nie było mowy o podbojach, o kolejnych ludach, o planach na przyszłość. Czyżby to było to? Broń obosieczna? Czy gdyby dać jej nóż w rękę mogłaby go użyć? Czy Ralia Kner jest wolna i mogłaby uratować świat? Zamyślony nie zauważyłem, że kobieta, której właśnie dolewałem soku do kielicha pochyliła się by wziąć udział w rozmowie. Szturchnęła mnie i trochę wylało się na śnieżnobiały obrus.

- Ty niezdaro! - wrzasnęła oburzona – Mogłeś mnie oblać!

Wszystkie spojrzenia skierowały się na mnie. Kli miał rozpacz w oczach, a większość żądzę mordu. Odstawiłem dzban i pochyliłem w głębokim ukłonie.

- Błagam o wybaczenie pani – wyszeptałem strwożony czując jak serce pulsuje mi w morderczym rytmie

- A cóż to? Nowy nabytek? - głos Ralii brzmiał jak wybawienie

- Ach, nie wiedziałaś? - Cesarz uśmiechnął – To Trimon Parentel tir Achara, moja ostatnia zdobycz. Niestety bardziej zdatny był do walki niż służby – machnął na mnie dłonią i posłusznie powróciłem pod ścianę

- Niesamowite! - zakrzyknęła zachwycona – Jak ci się miłościwy panie udało schwytać tego gagatka? Wybacz, że nie jestem na czasie z twymi zwycięstwami, ale doprawdy mógłbyś czasem z nimi zwolnić. Zawojujesz świat nim się obejrzymy. Proponuję toast za to zwycięstwo – podniosła kielich do góry

Reszta gości uczyniła to samo i wznieśli toast za zwycięstwo. A później Cesarz opowiedział historię mojego pojmania. Moja niezdarność poszła w niepamięć Śniadanie przebiegło bez dalszych kłopotów. Odzyskałem dech i panowanie nad rękoma. Gdy tylko możni wyszli Kli przyskoczył do mnie z szybkością lamparta.

- Co to miało być?!

- Przepraszam, chwila nieuwagi – przyparł mnie do ściany z siłą, która odebrała mi dech- Mogli nas wszystkich za to zabić idioto! To żeś zobaczył ładną buźkę to nie powód żebyś się zachowywał jak baran.

- Daj spokój Kli, chłopak dostał nauczkę – Bran położył mu rękę na ramieniu

- Weź tę rękę i milcz – rozkazał Kli – Jeszcze raz zrób taki numer, a osobiście podam twoją głowę Cesarzowi na półmisku, zrozumiałeś?

- Tak, Kli, przepraszam – pierwszy raz widziałem go w takim stanie.

Przerażał mnie.

- Dziś nic nie zjesz - nakazał mi – A ty będziesz milczał do obiadu -powiedział zwracając się do Brana – Wracać do pracy.

Umknęliśmy chyłkiem przed jego gniewem.

Dopiero po obiedzie, który przebiegł spokojnie, Kli odzyskał trochę humoru. Nie pozwolił mi dalej jeść, ale Bran odzyskał mowę i mogliśmy wspólnie marzyć o gibkim ciele Ralii Kner. Głód szarpał mi wnętrzności i z apetytem patrzyłem na resztki, które wynosiłem. Jakże bardzo się rozlazłem. Jadłem do syta, spałem w cieple. Brzuszek urósł, a mięśnie zwiotczały. Skórę miałem gładką i nawilżoną a palce pełne jak serdelki. Co się ze mną stało? Umarłeś, nie pamiętasz? Jesteś duchem, duchem, który służy Cesarzowi. Jestem duchem. W czasie szykowania kolacji podszedłem do Kli.

- Pewnie jeść chcesz? - rzucił gniewnie

- Nie. Chcę przeprosić. Zamyśliłem się wtedy. Nie chciałem sprawić ci kłopotu – powiedziałem, co miałem na sercu i odszedłem

Kolacja okraszona była muzyką i gwarem ponad trzydziestu gości. Uwijaliśmy się jak w ukropie, a wino lało się strumieniami. Nawet Cesarz się śmiał radośnie czerwony na twarzy z przepicia. Możni rozlewali napoje, rozrzucali jedzenie i przekrzykiwali się nawzajem w toastach. Widziałem żądzę w oczach kobiet, które otwarcie obmacywały nasze mięśnie i szeptem prawiły dwuznaczne komplementy. Mężczyźni nie byli tak subtelni obmacywali dziewki służebne, które przyszły posprzątać podłogi. Wsadzali im brudne ręce pod spódnice i bluzki, zwłaszcza ci, którzy przyszli bez towarzyszek. Albo chwytali ja wpół, gdy już myślały, że uciekną i wierzgające sadzali sobie na kolanach brutalnie całując. Starałem się nie widzieć, nie słyszeć. Odwracałem wzrok, gdy patrzyły na mnie przerażone. Byle kielichy były pełne wina, a stół jedzenia. Im więcej wypiją tym szybciej posną. Kobiety, którym udało się uciec poprawiały w kuchni zmierzwione włosy i pomięte ubrania, a w zacisznych kontach do przemyślnych kieszonek chowały pozłacane guziki, ozdobne pierścienie i monety, które udało im się zdobyć. Mężom powiedzą, że jakaś pani je doceniła za ich trud, a dzieciom nic nie wspomną. Co się działo w pałacu, pozostawało w pałacu. A że któryś z bachorów będzie odstawał od reszty? Mężowi się wmówi podobieństwo do dalekiego krewnego, a jeśli jest mądry, dla spokoju ducha , nie będzie pytał. Wróciłem na salę z dwoma kolejnymi dzbanami wina. Część gości już się pospała, niektórzy mężczyźni byli tak pijani, że dopierali się do swoich żon jak do dziewek służebnych. Kto wie ilu dziedziców poczęto tylko w ten sposób? Śmiech Ralii i jej wdzięczny głos przebijał się czasem ponad gwar. Zbliżała się północ. Sala pustoszała, bo poległych w walce z trunkiem służba wynosiła do komnat. Kilka par wyniosło się samych. Ralia ziewnęła po raz kolejny.

- Wybacz panie, ale zmęczona już jestem.

- Ależ kochana noc jeszcze młoda. Napij się jeszcze.

- Może i młoda, ale chłodna, a kobiety w taką noc potrzebuje dużo ciepła, a wprawny kochanek mógłby rozgrzać jej serce.

- Ach, taki ogień w tobie płonie – roześmiał się Cesarz – Tego, co zawsze chcesz? Przywołać go?

Ralia zastanawiała się chwilę, ale ręka na której opierała głowę omsknęła się i bezwładnie poleciała w dół. Zachichotała cicho pod nosem.

- Nie – powiedziała w końcu

Cesarz klasnął w dłonie. Kli podskoczył natychmiast do niego w ukłonie. Po chwili przywołał nas gestem i w czterech w rzędzie stanęliśmy przed Cesarzem. Jedyne , co czułem to strach. Czyżby jednak mieli nas ukarać za moją niezdarność? Nie chciałem sprowadzać kłopotów na resztę.

- Wybieraj – powiedział Cesarz do Ralii – każdy z nich możny książę.

- Toast panie, za twą szlachetną służbę śniadaniową – zawołała Ralia wychylając kielich

- Wybieraj moja droga, oto korona okolicznych ludów.

Rali wstała i przeszła przed nami. Mimo później pory zapach jej perfum oszałamiał. Czułem, że inni też się prężą pod jej wzrokiem.

- Korona podbitych ludów – mruknęła muskając Kli po torsie – ale ja chcę klejnot z tej korony.

Stanęła przede mną. Miała chłodne dłonie, którymi zjechała na podbrzusze i niżej.

- Tak, ten klejnot chcę – rzekła odwracając się do Cesarza – dasz mi go?

- Wszystko moja droga, wszystko czego zapragniesz. Parentelu odprowadzisz Ralię do jej komnat i wykonasz każdy jej rozkaz , zrozumiałeś ?

Nie chciałem! Nie chciałem! Nie tak!

- Tak, panie.

Kazała mi iść za sobą i opuściliśmy cesarską kolację. Kątem oka uchwyciłem zazdrosne spojrzenie Brana i Torgora. Być z kobietą to jedno. Być dla niej dziwką to, co innego. Chętnie bym się z nimi zamienił, chociaż ciało przeczyło wszystkim moim argumentom. Próbowałem się rozluźnić, pozbierać myśli, a gdy już myślałem, że mi się uda opanować instynkty Ralia potknęła się a ja ją podtrzymałem. Jeden jej dotyk, nuta zmysłowego zapachu i byłem pokonany. Ralia zachichotała i ruszyła dalej. Szedłem za nią pokornie jak baran na rzeź. Jej apartamenty znajdowały się o poziom niżej od cesarskich, samo to dawało odczuć jak blisko jest z Cesarzem. Komnaty były podobne do Vara, ale znacznie większe i urządzone z przepychem. Gdy weszliśmy pociągnęła kilkakrotnie za sznurek przy drzwiach. Znałem ten mechanizm – w kuchni rozlegał się właśnie dzwonek wskazujący gdzie wzywana jest służba. Obróciła się do mnie i przyglądała się mi uważnie. Ciche pukanie przerwało te oględziny. Wychyliła się przez drzwi, wydała jakieś polecenia i wróciła.

- Usiądź i poczekaj na mnie – powiedziała wychodząc do sypialni

Przełknąłem ślinę i usiadłem. Podniecenie rosło wraz ze strachem. Z jednej strony czułem palące pożądanie z drugiej wiedziałem, że uczynię to, co mi rozkaże. Ale mi już nie wolno płodzić dzieci! Nie powinienem być już z żadną kobietą. Powinienem umrzeć i zgnić w łonie ziemi. Ale jej postać, jej obecność drażniły moje zmysły. Chciałem jej. Pragnąłem. Gdy rozglądałem się po pokoju widziałem tylko możliwości,w których mogłem się z nią złączyć. Weszły dwie służące i zastawiły stół przysmakami. Zapaliły świece i nakryły do posiłku. Zapach potraw sprawił, że zaburczało mi w brzuchy. Gdy przygotowały już wszystko, wyszły chichocząc.

- Jedz jeśli chcesz.

Stała w drzwiach do sypialni. Miała teraz na sobie długą prześwitującą suknię z głębokim dekoltem. Poprawiła włosy, a z twarzy znikło jej zaczerwienienie spowodowane alkoholem. W drgającym świetle świec wyglądała jak marzenie senne. Usiadła obok mnie u szczytu stołu.

- W tych apartamentach oboje jesteśmy tylko ludźmi – powiedziała chwytając mnie za dłoń i wymawiając słowo swobody

Poczułem jak opadają ze mnie psychiczne więzy.

- Czemu mnie wybrałaś? - spytałem

- Bo mi się podobasz – odpowiedź była prosta i zaskakująca – Kli mówił, że nic nie jadłeś, nałóż sobie.

- Jesteś bardzo uprzejma – stwierdziłem podążając za jej radą

Jedliśmy bez słowa. Sięgnąłem i nalałem jej i sobie wina. Długo delektowałem się jego zapachem nim upiłem łyk.

- Jesteś spięty – zauważyła

- Bo nie wiem czego ode mnie oczekujesz.

Przesunęła swoją drobną dłonią po moim ramieniu pobudzając zmysły.

- Uważasz, że jestem piękna? - zagadnęła

- Tak – odpowiedziałem nie mogąc oderwać od niej wzroku

- A czego może chcieć piękna kobieta od silnego, przystojnego młodzieńca? Nie jesteś chyba aż tak młody żeby tego nie wiedzieć?

Nie było już miejsca na niedomówienia. Zmusiłem się by odwrócić wzrok. Skupiłem się na migotliwym płomieniu rozdarty między pragnieniami ciała i ducha.

- Powiedziałaś... powiedziałaś pani, że tu oboje jesteśmy ludźmi. Czy młodzieniec może zatem odmówi? - ciężko mi było oddychać wypowiadając te słowa

Wstała i oplotła mnie ramionami. Potem przesunęła dłonie na kark i zaczęła lekko ugniatać. Zbliżyła twarz do ucha,a jej oddech pobudził dawno znane rozkoszne dreszcze.

- Czy tego właśnie chcesz? - wyszeptała – Mogę cię zadowolić na sposoby, o których nawet nie marzyłeś.

Językiem zaczęła pieścić moje ucho. O, słodka torturo! Zeszła niżej całując i lekko przygryzając szyję. Jej dłonie delikatnie wędrowały po moim torsie. Skup się! Skup! Moje myśli i postanowienia topniały pod jej zabiegami. Przytrzymałem jej ręce w miejscu.

- Nie... Nie – przełknąłem ślinę – Nie tak.

Przerwała i odsunęła się. Po chwili wróciła na swoje miejsce u szczytu stołu i…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Parentel tir Achara cz. 9 — czytnik · opowiadania