Zbrodnia · 11 min czytania
Parletto - Droga donikąd.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Parletto Wstaję i zmierzam do pokoju. Otwierajac oczy czuję piekący ból powiek. Przełykając ślinę piekący ból gardła. Kiedy podnoszę nogę czuję jakbym miał do niej przywiązane 5 kg odważniki. Kiedy ją opuszczam czuję ból poduszek na nogach, opuszczanych na szorstką podłogę. I jeśli ktoś jeszcze jest niepewny, to "nie" nie chcę strzelić sobie w łeb. A tak się składa ,że mam nawet czym. Wchodzę do dużego pokoju, który tak naprawdę nie jest duży, a tym bardziej mały. Wszystko wygląda prawie całkiem normalnie kanapa, telewizor, pare krzeseł , dywan od brata z Egiptu. A prawie to tylko dwa problemy "ja" i drzwi. W tej chwili jest na nich 12 zamków. Bardzo różnych antywłamaniowych na kluczyk , zatrzask , zamek. Do tego na każdym oknie sygnalizator antywłamaniowy. Nazywam się Bill Not. Mam beznadziejne nazwisko. W szkole nie dawali mi spokoju. Chyba trzeba dorzucić nowe drzwi bo na tych nie ma już miejsca na zamki. Muszę mieć ich niezliczoną ilość, żeby czuć sie bezpiecznie. W ostatnim mieszkaniu miałem trzy pary drzwi. Na ulicę nie wychodzę bez mojego "Magnum 44" i "Sig AV 550". Mam chory brak poczucia bezpieczeństwa. Nawet nie wiem czemu. Miałem całkiem normalną rodzinę. Gdy skończyłem 18 lat wyprowadziłem się do osobnego mieszkania. I wtedy się zaczęło, obudziłem się o drugiej w nocy, właściwie chyba lunatykowałem. Kiedy obudziłem się rano drzwi były zabite deskami około 150 gwoździami. Cały dzień je wyjmowałem. Kiedy zapytałem się dozorcy czy ktoś kręcił się koło bloku. Odpowiedział ,że jedyna ciekawa rzecz poprzedniej nocy, to dźwięk wbijania gwoździ około północy. Dzwi zabarykadowałem ale coś niedawało mi spokoju więc się przeprowadziłem. Mam 34 lata i mam problem z utrzymaniem się w jednym miejscu przynajmniej 2 lata. -Niech pan wyrzuci broń - rzuca krótko psychiatra nawet na mnie nie patrząc. -Ale to przecież jedyne co daje mi poczucie bezpieczeństwa. On kręci głową, co ma mówić. -Kłócisz się ze mną ? To ja jestem psychiatrą. Dopiero tearz zaczynam się zastanwiać, co ja tu robię? Opowiadam coś jakiemuś debilowi tylko poto by on powiedział mi coś równie głupiego ?! Wychodzę bez słowa, koleś nawet się nie odezwał. Właściwie to mógłbym powiedzieć ,że wyglądam na normalnego. Ostatnio spotkałem miłą dziewczynę. Kiedy przyprowadziłem ją do siebie, wymiękła przy czwartym zamku. Poszła z jakimś krótkim komentarzem, typu: -Trochę się śpieszę. Zapomniałem ,że mam mówić każdej kobiecie ,że mieszkam z chorym psychicznie lokatorem ,który potrzebuje tylu zamków, i że musze zacząć zamykać tylko połowę. Właściwie połowa wystarczy. Chodzi o moje bezpieczeństwo a nie mojego domu? -A więc chroni pan siebie, a nie dom? -Tak, właściwie tak. Koleś mierzy mnie długim spojrzeniem, o potem mówi. -Niech pan wyrzuci broń. Przez chwilę zastanawiałem się czy nie wpakować, mu kulki w środek czoła. Przestaje chodzić do psychiatry, siedzę właściwie tylko w domu. Zapadam się. Dzwonek wyrywa mnie z typowego dla mnie Jamais Vu. Wstaję i podchodzę do drzwi, oczywiście najpierw judasz potem szpara pod drzwiami, a na samym końcu szczelina pośrodku, którą zrobiłem sam, i przez którą mogę sprawdzić czy ktoś ma broń. Oczywiście przy moim pierwszym wizjerze widzę, że zawitała do mnie policja. Palant ma może czterdzieści lat. Jest ubrany w przepisowy mundurek, na ramieniu ma trzy belki, więc właśnie przestał zdejmować koty z dachów i przystąpił do jakby to można powiedzieć partii policyjnej. Ten wygląda jak koleś z sekcji narkotykowej. Czemu ? Bo chyba tylko ci wychodzą z poszarzałych z brudu budynków. Nie ma broni, pod nosem wąs, przy pasie pałka teleskopowa. Jestem przerażony, wszystko co tu mam jest nielegalne. Na szklanym stoliku leży sig, to broń krótka samopowtarzalna. Brak zezwolenia. Od roku do trzech w pace. Na ścianie wisi francuski karabin szturmowy famas, broń długa automatyczna. Czterdzieści pięć naboi w magazynku. Brak zezwolenia. Nawet do pięciu lat. Oczywiście wisi na ściane na haku bez żadnej gabloty. Więc wiadomo, że go nie kupiłem z pasji do broni. A kupiłem go z tego powodu ,że nie czuję się bezpiecznie. No i nareszcie Magnum 44. Rewolwer ktory mieści sześć kul. Broń krótka, ręczna. Niesamowitas siła. Jeden strzał w tors z maksimum 10 m i elementy z wnętrza ciała można zbierać w promieniu 15. Wszystko to kołata mi się w głowie. Mogę dodać, że w każdym możliwym miejscy leżą noże i skalpele. Aż w końcu dochodzę do wniosku, że miałem 15 minutowy latarg, i że ten palant jeszcze nie odszedł. Wręcz przeciwnie stoi i bije w drzwi. Największe przerażenie to to , że nawet nie jestem pewny czy to glina. Może to mafiozo. Muszę szybko otworzyć drzwi. Ciągle stoję nieruchomo. Szybko ! Nie mogę. -Kto tam ?- Wołam grając na czas. -Policja. Departament legalności broni. Ciągle stoję jak głupi. -Przpraszam ale dobijam sie już tutaj piętnaście minut. Niech mnie pan natychmiast wpóści. Bardzo ostrożnie otwieram drzwi chowając się za nimi jak małpa. Gliniarz wykorzystuje to i poprostu wpycha się do środka. Od razy patrzy na famasa i siga jakby wiedział ,że tam leżą. Robie głupią minę. Możliwe ,że to