Proza · Przygoda · 6 min czytania
Parszywa przysięga
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Parszywa przysięga
Dzień drugi
Po śniadaniu, udałem się do tłumacza wraz z pamiętnikiem. – Dzień dobry, czy zastałem pana Juliana? – Tak, zaprowadzę pana.
– Dzień dobry, czy mógłbym pana prosić o przetłumaczenie tego pamiętnika? – Oczywiście, że tak. Z tego, co widzę, będzie z tym trochę roboty. – No dobrze, ile to będzie kosztowało? – Osiemdziesiąt złotych od strony. – Zatem trochę się wykosztuję ale bardzo mi zależy na tym, by odkryć, co kryje w sobie ten rodzinny pamiętnik po dziadku Jerzym. Kiedy będę mógł go odebrać? – Zajmie mi to tydzień. – A czy mógłbym przychodzić do pana w ramach spaceru każdego dnia i odbierać część tłumaczenia? – Tak, poza weekendami. Po pierwsze może pan przyjść jeszcze dziś około szesnastej.
Pozwiedzałem miasto, odwiedziłem kalwarię, odebrałem pierwszą cześć tłumaczenia i udałem się na spoczynek. Otwarłem pierwszą stronę. Zacząłem połykać kolejne litery i zdania. W pewnym sensie przeniosłem się w czasie. To historia młodości mojego dziadka. Historia, której nie znałem a wcześniej nikt mi jej nie przekazał. Czytając nie mogłem oderwać się od lektury. Porwały mnie echa dawnych dni.
Część 22 / 2
***
Wartha [1] na Dolnym Śląsku, rok 1938. Nazywam się Jurgen i otrzymałem powołanie do wojska. Na wieść o tym, matka zaczęła się bać, że straci syna, jak kiedyś męża podczas wojny. Marzyłem o studiowaniu medycyny. Miałem nadzieję, że do wojny nie dojdzie. Matka powierzyła mój los Matce Boskiej, która trzymała pieczę nad naszym miasteczkiem. Zostałem powołany do sił Wehrmachtu[2], co nie bardzo mi się podobało. Marzyło mi się zostać doktorem. Miałem się stawić na dworcu kolejowym i pojechać na ćwiczenia. Wszyscy poborowi z mojego miasteczka otrzymali bilety kolejowe do Neuhammer am Queis [3].
Przed wyjazdem chciałem jeszcze zobaczyć się z Gerdą. Kupiłem róże, zjadłem obiad u jej rodziny, a potem poszliśmy na spacer w ciepły lipcowy dzień, marząc o wspólnych wakacjach nad morzem po moim powrocie z wojska. Rozmawialiśmy o powołaniu, także jej brata Karla, o lęku i nadziei, że razem będzie nam łatwiej i że nic złego się nie stanie. Mieliśmy stawić się na poligonie w Pstransse[4]. Na dworcu kolejowym było wielu poborowych. Byłem tam razem z Karlem. Niektórzy jeszcze nie zdążyli wsiąść do wagonu, a już byli pijani. Ja się napiłem dopiero w wagonie. Zajechaliśmy koleją do Neuhammer am Queis, skąd mieliśmy się udać na poligon w Pstransse. Nasza służba w wojsku miała trwać dwa lata. Na początku obiecano nam czteromiesięczne szkolenie na poligonie, by zrobić z nas „prawdziwych mężczyzn”.
Dworzec w Neuhammer am Queis był murowany, z dwoma peronami i nastawnią. Była nawet rampa do załadunku czołgów. W pobliżu znajdowała się ceglana wieża ciśnień. Poza normalną koleją, była też