Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 17 min czytania

Partia szachów - rozdz.IV

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rozdział IV

Kiedy ujrzał Joannę pierwszy raz nie wierzył, że ta piękna kobieta jest jego wrogiem. Delikatna, pełna gracji zrobiła na nim duże wrażenie. Śledził jej każdy krok. Był nią oczarowany. Ojciec jednak bardzo szybko zgasił jego euforię. - Niech ciebie nie zwiedzie ta buźka niewiniątka. Niby taka delikatna, a już ma za sobą niejednego faceta na sumieniu. To groźna bestia. - Ale piękna. - Możesz z nią przespać się, ale nie kochać. Miłość osłabia i potrafi uśpić czujność. Nie możesz nikogo kochać. - Tak. Wiem. Już wiele razy mi to mówiłeś. - Szkoda, że twoja matka nie żyje. Ona lepiej wytłumaczyłaby ci wszystko. Mam za mało cierpliwości do ciebie. - A kiedykolwiek miałeś? - Jeszcze słowo, a mój kułak znajdzie się na twoich plecach. - Zginęła na wojnie? – zlekceważył pogróżkę. - Kto? - Moja matka. - Tak. Już ci to mówiłem. - Nigdy natomiast nie powiedziałeś, gdzie może być jej grób. - W Polsce. - W którym miejscu? Chcę go odnaleźć. -Po co? Poza tym sam nie wiem, w którym. Tyle wtedy się działo. Powiedzieli, że nie żyje i tyle. Nie było wtedy czasu na sentymenty. Pewnie gdzieś ją pochowano we wspólnym grobie. - W jakim to było mieście? - Dosyć już Steve. Ciągle mnie o to samo pytasz. Nie zastanawiałem się wtedy nad tym. Było ciężko. Bombardowali Berlin. Musiałem uciekać. Z trudem dotarłem do ciebie. Trzeba było wyrobić nowe dokumenty, zmienić twarz, a czas naglił. Musieliśmy szybko opuścić Europę. - Przed czym tak uciekałeś? - Już ci mówiłem. Przed sowietami. - Wielu naszych wzięto do niewoli. I przeżyli. Przeżyłbyś i ty. - Nie mogłem trafić do niewoli. Byłeś ty. Musiałem chronić ciebie. - Byłem dzieckiem. Nic by mi nie zrobili. - Dosyć już. Nie chcę już o tym rozmawiać. Dręczysz mnie tylko tym dociekaniem. Wyjaśniłem ci wszystko. - Czyli nic. - Powiedziałem ci już, że później dowiesz się więcej, a teraz już koniec. Idę odpocząć, a ty zajmij się w końcu sobą. Poklepał go po plechach. Trochę zabolało. Wiedział jednak, że to koniec rozmowy. Rozmowy z ojcem na temat okoliczności śmierci matki zawsze kończyły się wybuchem gniewu. Wtedy ojciec walił pięścią w stół i krzyczał. Tym razem Steve nie miał ochoty na kolejną z ojcem awanturę, więc wyszedł z domu. Czuł, że tak naprawdę ojciec nie powiedział mu niczego do końca. Ukrywał coś przed nim. Zawsze twierdził, że jeszcze ma czas na wyjawienie prawdy. Był nieugięty. On natomiast wściekły. Jedyna osoba, która mogła znać prawdę nie żyła. Gloria umarła, gdy skończył osiem lat. Po jej śmierci emigrowali z Nowej Zelandii do Australii. Nie zadomowili się na długo i tutaj. Dwa lata później wsiedli na statek i popłynęli do Afryki, by już po roku czasu zamieszkać w Chile. Od śmierci Glorii jego wychowaniem zajmował się ojciec i jego dziwny przyjaciel. Bał się go, ale czuł przed nim respekt. Ciągłe przeprowadzki spowodowały, że nigdy tak naprawdę nie miał przyjaciół. Ojciec zawsze twierdził, że jest stworzony do większych rzeczy, a nie biegać z pętakami w krótkich spodenkach. Smutno patrzył przez okno na rozbrykanych kolegów. Zazdrościł im swobody, zabawy, której jemu poskąpiono. W jego życiu było natomiast dużo zakazów i nakazów. Ojciec traktował go jak zwerbowanego rekruta, którego należy uformować na swój sposób. Momentami miał dosyć rygoru, ciągłych przeprowadzek, i marzył o normalnej rodzinie, której nigdy nie miał. Dopiero jak poszedł do college wędrówki nieco ustały. Nadal jednak ojciec często zostawiał go samego pod opieką kolejnych służących. Sam wyjeżdżał ze swoim przyjacielem na kilka dni, nie mówiąc dokąd. Kiedyś odkrył, że jedna ze służących jest kochanką ojca. Nazwał ją dziwką. Ojcu powiedział, że bruka śmierć matki. Za to ojciec zbił go i kazał wynosić się z domu. Miał wtedy szesnaście lat i nie bardzo wiedział dokąd ma pójść. Wrócił jednak do swojego pokoju i zaczął pakować walizkę. Zatrzymał go w drzwiach przyjaciel ojca. - Wracaj z powrotem do swojego pokoju. Do jutra ojcu przejdzie złość. Wtedy porozmawia-cie. Noc jest długa, a wszelkie poczwary wychodzą w nocy ze swoich nor. Jest wtedy niebezpiecznie. Nie masz tutaj przyjaciół, więc dokąd pójdziesz? - Max. Odejdę. Tak będzie najlepiej. Mam już dosyć jego rygoru i twojej magii. Ciągłe tajemnice, nagłe wyjazdy. To nie jest normalny dom. Nie chciał wracać, ale Max siłą wepchnął go z powrotem do pokoju i poszedł do ojca. Steve słyszał ich rozmowę: - Marc musisz panować nad swoimi nerwami. To twój syn. - To niech da mi spokój z tymi dociekaniami. Ciągle wraca do tematu matki. Nie ożeniłem się po raz drugi, ale jestem mężczyzną. Potrzebuję kobiety. - Marc zawsze to załatwiałeś poza domem. Co cię opętało tym razem? - Nic. Chuć. Jest dobra w łóżku. Była chętna, a może już jestem za stary na konspirację. Pomyślałem, że szczeniak jest duży i zrozumie. - No i zrozumiał, tylko w drugą stronę. Teraz chcesz, aby wyszedł z domu, a jak nie wróci, albo coś mu się stanie?- zapytał Max. - To zostanę sam. - Tego chcesz? - Nie. - Kto ci jest ważniejszy, ona czy syn? - Syn. - To chyba wiesz co masz zrobić? - Tak. W drzwiach stanął ojciec. Był już w nieco lepszym nastroju. - Jutro ją odprawię. Czy o to ci chodziło? - Tak. Przez tyle lat byliśmy sami, więc co tym razem się zmieniło? - Nic. Byłem nieostrożny. Jutro jej nie będzie – powiedział ojciec i wyszedł. Od tego czasu nie słyszał już o romansach ojca. Zresztą kiedy skończył college ojciec wysłał go na studia do Kanady. Przez cały okres studiów nie przyznawał się do tego, że ma ojca. Ojciec twierdził, że to dla jego bezpieczeństwa. Był nawet zadowolony z takiego stanu rzeczy. Był to jego raj na ziemi. Kiedy jednak studia dobiegły końca otrzymał depeszę: „ Masz miesiąc, aby zakończyć swoje sprawy. Za miesiąc spotykamy się w Toledo. Zdzwonię i podam adres. Masz go nauczyć się na pamięć”. Nic więcej. Żadnego pytania w stylu – czy chcesz?; czy możesz? Żadnego słowa „proszę”, „dziękuję” Tylko rozkaz wydany i nie może być nic innego, tylko podporządkowanie się jemu. Miał jednak nadzieję, że teraz kiedy jest już dorosły i spełnił marzenie ojca, i ukończył studia chemiczne ojciec może będzie traktować go inaczej. Zmieniło się tylko tyle, że poznał swojego wroga. Teraz siedział na ławce w parku i trawił kolejną awanturę z ojcem o grób matki. Miał ochotę wsiąść w samolot i lecieć do Polski. Odszukać jej grób. Dowiedzieć się prawdy. Wiedział jednak, że tego nie zrobi. Miał przecież omijać Europę. Nie znał przyczyny, dla której tak miało być, ale wierzył ojcu. Poza tym ojciec obiecał, że wrócą do Europy, jak przyjdzie na to czas. Okres kiedy to nastąpi znacznie się wydłużał. Uznał za bezsensowne dalsze siedzenie na ławce i pogrążanie się w szukaniu odpowiedzi na pytanie, na które sam nie znajdzie odpowiedzi, więc wstał. Miał ochotę pójść do baru i upić się. Rozsądek w końcu zwyciężył nad gniewem i wrócił do domu. Cicho zamknął drzwi i położył się. Postanowił, że wieczorem przy kolacji porozmawia z ojcem o swojej dalszej karierze. Bezczynność zaczęła go nużyć. Chciał samodzielności. Ciągle był finansowo zależny od ojca, i to mu też zaczęło ciążyć. Ojciec nie był skąpy, ale miał ochotę zerwać się ze smyczy, aby żyć nareszcie na swój własny rachunek. Udawał tylko dobrze ułożonego człowieka, ale tak naprawdę nim nie był. Na studiach w Kanadzie był wzorowym studentem i łotrem jednocześnie. Wiedział co dla nauki i oka ojca, a co dla niego. Od powrotu i spotkania z ojcem coraz bardziej mu ciążyło udawanie porządnego człowieka i dobrego syna. Jego rozważania przerwał ojciec: - Wychodzę. Kolację zjesz sam. Max idzie ze mną. - Dokąd? – zapytał Steve. - Na wieczorny patrol. Tyle ci musi wystarczyć. - Idź. Wampiry wychodzą nocą. - Dzięki synu za pozwolenie, ale daleko mi do wampira – powiedział i wyszedł. Steve odczekał godzinę i wyszedł z domu do pabu. Usiadł przy barze i zaczął pić. Nie śpieszył się. Wiedział, że ojciec wróci nad ranem i nawet nie zajrzy do jego pokoju. Miał czas zatem do rana, aby utopić swoje smutki w whisky.

xxx

Weszli tylnym wejściem. Dwa długie, trzy krótkie pukania i znaleźli się w salonie na pierwszym piętrze. Usiedli wygodnie na sofie. Pozostali już czekali. - Warsztat zamknięty? – zapytał Max. - Nie. Tak będzie lepiej. W razie czego jesteście moimi klientami. Przyjechaliście kupić samochód. Ktoś mi ostatnio depcze po piętach. - Nie wiesz kto?- zapytał Marc. - Nie za bardzo. Być może zmieniają się. Nigdy nie widziałam tych samych twarzy. Mam jednak…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Partia szachów - rozdz.IV — czytnik · opowiadania