Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przygoda · 15 min czytania

Partia szachów - rozdz.IX

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rozdział IX

Joanna siedziała na ganku małego domu nad jeziorem, do którego zaciągnięto ją siłą. Nie rozumiała, albo nie chciała znać powodu, dla którego musiała ukrywać się. Była zła. Nie znosiła niepewności i wyczekiwania. Wczoraj rozmawiała z kimś ukrywającym się za parawanem. Nie widziała twarzy tego kogoś. Nie rozpoznała głosu. Ten ktoś mówił jakby przełykał kluski. Same pouczenia, wskazówki i ciągle ten sam tekst, że jest ważna i musi na razie ukryć się. Nawet dla niej było za dużo zagadek i pouczeń. Wysłuchała cierpliwie, ale i tak nie zmierzała stosować się do wszystkich wskazówek. Miała wrażenie, że za bardzo chcą ją chronić. Nie potrzebowała tej troski. Uważała, że jej życie i śmierć to jej sprawa. Skoro przeznaczenie uczyniło z niej wojowniczkę to trudno jest się chować ciągle za sosnowe lasy. - To bzdura. Oni mnie uważają za klejnot, który należy schować w sejfie. Chcę walczyć. I albo wygram albo przegram. Dosyć tego spychania mnie na dalszy plan – zaczęła nerwowo chodzić po ganku. - Czas moja córko rozmówić się do końca. Twoja przegrana to przegrana nas wszystkich. Nie jesteś przecież sama na świecie i już wiesz o co chodzi w tej grze. Jeszcze nie chcesz przyznać się tylko przed sobą. - Mama?. Skąd się tutaj wzięłaś? - Z nieba. Przyleciałam samolotem. Nie jestem zjawą. -Tata ciebie o to prosił? - Nie, ale jest tutaj. - Więc skąd tyle zainteresowania z twojej strony dla mnie. Przez ostatnie piętnaście lat nie widzieliśmy się. Nie interesowałaś się mną za bardzo. - Jestem tutaj skarbie. Przyleciałem z matką. A z tym zainteresowaniem to nie jest tak do końca jak mówisz. Później ci to wytłumaczę. - Może na starość pogodzicie się. - Nie ironizuj. Teraz nie o to chodzi. - Może jednak zostawię was samych – zaproponował nieśmiało Tom. - Tom i tak musimy ją stąd zabrać - Nie jestem workiem kartofli. Jestem człowiekiem i mam już dosyć waszych szarad. Zabrać, zostawić, najlepiej zamknijcie mnie w szklanej kapsule i zostawcie dla potomnych w muzeum. - I tak pojedziesz z nami. Musisz się trochę jeszcze podszkolić, poznać samą siebie, swoją siłę. Wtedy będziesz gotowa. Nie znasz jeszcze wszystkich swoich możliwości – powiedział ojciec. - A muszę? No dobra nie było pytania. Jak marszczysz brwi to znaczy, że jesteś zły. Cofam pytanie. - Nie bądź kąśliwa – dodała matka. - Nie jestem, ale siłą mnie zaciągnięto do tej samotni Zjawiacie się wy - ni stąd ni zowąd. Jesteś nawet ty, to co ja mam myśleć. Rzucić ci się w ramiona i powiedzieć, jak dobrze, że jesteś. Wszystko rozumiem, tylko spychacie mnie ciągle na dalszy plan. Po za tym tato nie dawno przeszedł zawał. Pewnie ci tego nie powiedział. Nie wiem, czy przyleciał tutaj za zgodą lekarza. Wydaje mi się, że nie. Skoro jednak jesteście to znaczy, że zaczynają się bardzo poważne rzeczy. Chyba nie czas na szkolenie. - Masz rację. To już nie zabawa. Nie żyje Józek – powiedział Stanisław. - Co się stało? – zapytała Joanna. - W orzeczeniu policyjnym stwierdzono, że spowodował wypadek, w którym zginął. My oczywiście w to nie wierzymy. Oni zataczają coraz to większe kręgi. Mają nad nami przewagę. Dysponują jakaś bronią, którą chcą przetestować na ludziach w Afryce. Nie kontrolujemy wszystkich dróg transportu. - Myślisz, że się ośmielą? - Tak. - Joanno miałem się z tobą spotkać, aby ci coś pokazać – nieśmiało wtrącił Tom. - I w końcu nie spotkaliśmy się. Co to było? - Tom pokaż jej wszystko. - Dobrze. W końcu po tutaj jestem. - Nie tylko po to, ale o tym później – odpowiedział Stanisław. - Tom mógł sam pokazać mi te zdjęcia i to w Nowym Jorku. - To nie tylko zdjęcia. Zobacz! - Widzę i co z tego. - Spójrz ! - Widzę! To ciągle ta sama osoba pomimo zmiany wyglądu. - A ten? - Wizualnie widać pewne podobieństwo. - Genetyka jest nieubłagana. Jest tylko nieco wyższy niż ojciec. - To jego syn? - Tak. Tak jak to, ze jesteś moją córką i bardzo podobna do mnie. Masz te same włosy co ja, sylwetkę, sposób poruszania. I gdyby nam zrobiono zdjęcia w różnym okresie naszego życia nie byłoby wątpliwości, że jesteśmy spokrewnione – powiedziała Barbara. - Chyba przez całe życie do mnie więcej nie powiedziałaś niż tym razem. Ale masz rację. Są do siebie podobni. Ale chyba raczej nie ojciec i syn. Macie starsze zdjęcie syna? - Tak. - Daj. Tom położył zdjęcie młodego mężczyzny na stole. Joanna zamarła. Przez ułamek sekundy poczuła zawrót głowy. - Znasz go? - Tak. To Steve. To niemożliwe, Przecież jego ojciec... – nie dokończyła i zemdlała. - Stasiek przynieś wody. Joanna. Joanna, Joanna – krzyczała Barbara. Po chwili Joanna odzyskała przytomność. Poczuła, że coś się jej rozmywa. Mężczyzna na zdjęciu był tym z kim przeżyła piękne i rozkoszne chwile. Wyjechali razem na tydzień na Florydę. Kochała go i czuła, że jest kochana. A teraz on miałby być tym kogo ma uważać za wroga. Przypomniała sobie ostatni wspólny dzień na Florydzie, spacer brzegiem morza. I ten moment kiedy Steve oświadczył się, a ona pozwoliła n mu włożyć na palec pierścionek. Była szczęśliwa. Pocałunki, czułe słowa i seks. Wszystko było cudowne. Kiedy rozstawali się przyrzekli sobie, że następnym razem kiedy spotkają się na dłużej wezmą ślub i zostaną z sobą już na całe życie. Kłócili się o ilość dzieci. Steve chciał mieć piątką. Ona tylko dwoje. Teraz wszystko miałoby zniknąć. Zastanawiała się kto mógł ułożyć tak perfidny plan. Bezwładnie opuściła ręce. To był okrutny cios. Po chwili wzięła się w garść i powiedziała: - To nie możliwe. Zaszła jakaś pomyłka, albo to mistyfikacja. - Raczej nie, aczkolwiek niczego wykluczyć nie można. - Joanno, czy Steve jest ci kimś bliskim? – zapytała Barbara - Dlaczego zainteresowałaś się moim prywatnym życiem? Zostawiłaś mnie kiedyś, a teraz pytasz o rzeczy bardzo osobiste. - Mów co chcesz. Kiedy byłaś mała chciałam zabrać ciebie ze sobą. Tylko nie pozwolono mi na to. Ojciec nie chciał wyjechać ze mną. Znasz inną prawdę? - Nie. - Mam jeszcze coś, ale może lepiej to odłożyć to na później, jak Joanna lepiej poczuje się. - Daj mi je. Lepiej teraz niż później – powiedział Stanisław. - Proszę. - Oto masz wyniki dna. Co myślisz o tym? - Proszę tato. Nie mów mi, że dotyczą one tych dwóch osób. - Niestety tak. - Wyniki można podrobić. - Masz rację. Można, ale nie tym razem. Steve i Marc to syn i ojciec. Nie uciekniesz od prawdy. Przyjmij ją taką jaka jest. Zawsze mówiłaś, że jesteś najsilniejsza. Skąd zatem ta słabość? - Uwierzę jak sama zrobię badania Poza tym zdjęcia mogą być zręcznym fotomontażem. Zdjęcia ojca mogą być podrobione – zupełnie zignorowała pytanie taty. - Raczej nie. - Dla mnie na tych zdjęciach są dwaj mężczyźni, a nie jeden. - Ustaw w szeregu zatem podobnych do Marca nr 1 i podobnych do Marca nr 2 – zaproponował Stanisław. - Są jednak do siebie podobni. Czuje jednak, że jest ich dwoje. Nie umiem tego wytłumaczyć. - To on! – powiedziała Barbara i rzuciła ostatnie zdjęcie na stół. - O! – krzyknęła Joanna. - Przyjrzyj się. - To niemożliwe. Chyba żartujecie. Przecież on zginął. - Tak brzmi oficjalna wersja. Nieoficjalna leży tutaj. - To chyba jakiś żart.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Partia szachów - rozdz.IX — czytnik · opowiadania