historia · 13 min czytania
Partyzant Z Żelaza
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Szwadron posuwał się przez knieję. Prowadził go młody mężczyzna w mundurze. Miał krótkie, brązowe włose i był bardzo przystojny. Nazywał się Zdzisław Badocha, a pseudonim jego brzmiał "Żelazny". Niektórzy nazywali go "Człowiekiem z Żelaza" lub "Partyzantem z Żelaza". Miał dopiero 21 lat, a już został jednym ze szwadronowych 5 Brygady Wilieńskiej majora Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki". Jego szwadron zajmował się głównie rozbrajaniem milicjantów na Mazurach i Warmii. Teraz został zaatakowany przez grupę operacyjną MO i UB i nie chcąc narażać żołnierzy, zamierzał uciec w głąb puszczy. Niestety, komuniści doganiali ich. Obok niego szedł Olgierd Christa – dowódca 5 szwandronu brygady. Nagle Badocha usłyszał odgłos łamanej gałęzi. Kazał żołnierzom zatrzymać się i przygotować karabiny. I dobrze zrobił, bowiem zza gęstego skupiska drzew wyskoczyła gromada mężczyzn w mundurach UB. "Żelazny" zaklął i rozkazał żołnierzom strzelać. Rozległ się huk strzałów. Ze wszystkich stron nadciągali milicjanci i ubowcy. Badocha zorientował się, że zostali otoczeni i mają niewielkie szanse. Zaczął strzelać, trafił jakiegoś ubowca w rękę. Tymczasem Christa zarządził odwrót. Żołnierze biegli za nim, osłaniając się. Nagle Badocha zaśmiał się. Ubeków i milicjantów wcale nie było tak wielu. Po prostu stali w dużej odległości od siebie. Pobiegł za żołnierzami. Zobaczył kilku milicjantów leżących na ściółce, wijących się z bólu. Zastrzelił ich, aby zakończyć ich cierpienia. Po chwili milicjanci i ubowcy przestali strzelać. Dlatego, iż szwadron trafił już ich większość. Kilku padło na ziemię. I nagle Badocha poczuł straszny ból. Jakiś zdradziecki milicjant strzelił mu w nogę. Na szczęście Christa szybko to zauważył i strzelił do milicjanta, po czym podbiegł do rannego "Żelaznego". Razem z jakimś kapralem podnieśli go. Badocha stracił przytomność. Śniło mu się, że jest w lesie z kilkoma żołnierzami. Razem siedzieli pod drzewem na polanie i żartowali. Jeden z nich – sierżant – zaczął opowiadać kawał o bolszewiku. Żołnierze ryknęli śmiechem. Wraz z nimi "Żelazny". Nagle jakiś kapral krzyknął i na polanę wbiegł dzik. Przebiegł tuż obok Badochy i zniknął w gęstwinie. "Żelazny" zaśmiał się i zauważył że kapral biegnie za dzikiem z karabinem. "Żelazny" rzucił się na niego i przewrócił na trawę. Kapral szarpał się i próbował położyć Badochę na ziemię, ale nie udało mu się to. "Żelazny" nakazał mu zostawić dzika w spokoju. Kapral wstał, splunął i mruknął coś pod nosem, a po chwili zaczął się śmiać. Śmiali się wszyscy żołnierze, śmiał się "Żelazny". Nagle z lasu wyszło kilkunastu porządnie umundurowanych żołnierzy. Na ich czele szedł wysoki brunet z wąsem, może trzydziestoparoletni. Badocha podbiegł do niego, a ten uścisnął go serdecznie. Pan major! - krzyknął uradowany "Żelazny". - Co pan major tu robi? Przyszedłem do ciebie, Zdziśku mój! - odpowiedział dobrotliwy major. - Mam ważną sprawę do ciebie. Przybyłbym wcześniej, ale UB depta mi po piętach. W dodatku musieliśmy rozbroić kilku milicjantów.... Rozumiem, panie majorze! Ilu było tych milicjantów? Czterech, Zdziśku. Tylko czterech. Ale ciężko było. Nie chcieli się poddać. Ale dość rozmów na ten temat. Zdzisiu, muszę przekazać ci radosną wieść! Jaką?! Przedstawiłem cię do orderu. Nie zgadniesz jakiego? Orderu Krzyża Niepodległościowego? Orderu Orła Białego? Nie. Nie zgadniesz. Krzyża Walecznych. Nie. Poległeś? Powiedzieć ci? Tak. Zemdlejesz ze zdziwienia. Zapewniam że nie, panie majorze "Łupaszko"! Więc ci powiem. Orderu Virtuti Militari! E, pan sobie ze mnie żartuje. Nie. Mówię prawdę. "Żelazny" osłupiał. Virtuti Militari było najwyższym odznaczeniem wojskowym. Jak to się stało, że on może go dostać, prosty podporucznik? Wierzył jednak majorowi, był on człowiekiem honoru. "Łupaszko" nigdy nie kłamał. A w dodatku udzielam ci pochwały! - dodał major. - I być może niedługo zostaniesz porucznikiem.... Mimo młodego wieku. Tylko mam do ciebie ważną sprawę. Zajmij się posterunkami milicji na zachodnich Mazurach. MO kradnie wieśniakom zboże, prosiaki, na za dużo sobie pozwalają. Weź dwudziestu ludzi. Tylu starczy. Ależ.... Bez ależ. Przez dwa miesiące masz zająć się postereunkami! Później odnajdę cię i awansuję. A tylko spróbuj zginąć! Ma pan poczucie humoru. Mam. I ty też powinieneś mieć, Zbyszku. Wiesz dobrze czym jest Virtuti. Wiem, proszę pana. Żadnego pana. Możesz do mnie mówić Zygmunt. Pozwala pan? POZWALAM! - odparł major. Panie Zygmuncie, dlaczego tyle dobrego mnie dziś spotyka? Bo jesteś dobrym żołnierzem. Dzielnym, sumiennym, można na ciebie polegać. Virtuti Militari nie dostaje byle kto. Och, majorze..... Major zaśmiał się i podał rękę "Żelaznemu". Partyzant z Żelaza zobaczył w jego oczach zachwyt i zrozumienie. I nagle "Łupaszko"rozpłynął się w powietrzu. Zniknęli żołnierze. "Żelazny" był sam na polanie. Pojawiła się mgła i zobaczył w niej straszną sylwetkę. Drzewa znikały, trawa też. Sylwetka we mgle zbliżała się. Badocha chciał strzelać, kiedy nagle zobaczył dokładnie sylwetkę. To był wąsaty mężczyzna w mundurze UB. Miał w rękach karabin. I strzelił do "Żelaznego". ...
Partyzant obudził się w chacie. Leżał w łóżku Pochylał się nad nim Christa. Patrzył się mile na Badochę. "Żelazny" próbował wstać, lecz nie dał rady. Podeszło do niego dwóch żołnierzy – kapral i sierżant. Nareszcie się obudziłeś, draniu! - zaśmiał się Christa. - Spałeś pięć dni! Straciłeś przytomność kiedy trafił cię ten głupi milicjant. On nie żyje. Ale z tobą, niestety nie jest najlepiej. Jesteś naprawdę ciężko ranny, choć twojemu życiu już nic nie zagraża. Ale musimy cię zasmucić. Nie będziesz mógł przez jakiś czas brać udziału w żadnych akcjach. Zamieszkasz w majątku Ottomara Zielke – Czerninie obok Sztumu. Nikt cię tam nie znajdzie, a jak coś to właściciel może zadzwonić po grupę chłopaków działających nad jeziorem Sztumskim. Wnet się pojawią w majątku i komuniści będą mieli przechlapane... Nie! - powiedział "Żelazny". - Nie zgadzam się! Nie zamieszkam w żadnej posiadłości! Za dwa dni już będę stał pewnie na nogach. Pójdę z wami rozbrajać posterunki.... Naprawdę jesteś żelazny – zażartował Christa. - Wiedzieliśmy że tak będzie... Nie…