Podróże · 4 min czytania
Paryż jak magnes
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Paryż to jak wszyscy wiemy stolica Francji, supernowoczesne centrum sztuki, światowej mody, dobrych perfum i turystyki. Nie ma chyba drugiego miejsca na świecie, które tak jak to byłoby znane osobom nigdy wcześniej nie mającym okazji do jego zwiedzenia. Istnieje jednak jeszcze jedna strona. To także miasto wspaniale uczące tolerancji, w którym można spotkać przedstawicieli różnych ras ludzkich i narodowości. Nie bez podstawy francuskie przysłowie mówi: „Uśmiech skraca dystans”.
O różnych twarzach tej drogiej, ale gościnnej „stolicy świata” dowiaduję się podczas mojej kilkudniowej wycieczki. Zaczynam ją od najstarszej części miasta: Wyspy La Cite’ oraz sąsiedniej wyspy św. Ludwika. Podziwiam Pałac Sprawiedliwości, Ogrody Luksemburskie i majestat katedry Notre Dame, gdzie wśród krużganków podobno można dojrzeć Quasimodo – człowieka wielkiego serca. W Dzielnicy Łacińskiej siadam na schodach uniwersytetu Sorbony. Ma to zapewnić przypływ życiowej mądrości i zaradności. Z kolei odwiedziny w legendarnej dzielnicy Montmartre przynoszą widok górującej nad miastem bazyliki serca Jezusowego – Sacre’-Coeur, Placu du Tertre do dziś okupowanego przez malarzy i słynnego zawsze klub Moulin Rouge. Ciekawostką jest, że mury bazyliki zmieniają kolor z białego na szary w zależności od pogody.
Pomiędzy kolejnymi dzielnicami podróżuję za pomocą metra. Nie jest to bezpieczny środek transportu (można wyjść bez portfela), ale na pewno bardzo szybki. Peron 10 – Plac Pigale... Niestety nie udaje mi się kupić kasztanów, ale w centrum handlowym La Defense -dzielnicy XXI wieku- kupuję wino oraz ser i mogę zobaczyć najmłodszy paryski łuk l’Arche. Francja posiada osiem dużych regionów winnic, a wytwarza 365 gatunków sera. Camembert, cantal, brie... Francuzi są zdania, że “dobry posiłek kończy się kawałkiem dobrego sera”, którego walory doceniane są oczywiście przy lampce…