Akcja · 21 min czytania
Pasażerka
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Zapadł zmierzch. Pędzący, pośród bezkresnych pól pszenicy pociąg linii podmiejskiej rzucał cień na falujących łanach zbóż. W przedsionku, między przedziałami, stał Marek. Podtrzymywał stopą część drzwi, uniemożliwiając tym ich zamknięcie. Chłodne powietrze owiewało mu twarz. Papieros, trzymany w ustach, żarzył się intensywnie. Ujął go w palce i odstawił od ust. Wypuścił dym przed siebie, jednak wiatr cisnął mu go z powrotem w twarz. Wnętrze przedsionka wypełniało się gęstą mgłą. Marek spojrzał na swoje dzieło: szary dym kłębiący się we wnętrzu, podświetlony czerwonym światłem zachodzącego słońca. Po przeciwnej stronie gazowo-świetlistej kotary stała dziewczyna. Nie była wysoka, ale dosyć dobrze zbudowana, przynajmniej tak wyglądała w czarnym wełnianym swetrze. Była tam zanim wsiadł do pociągu na stacji nieopodal hipermarketu, w którym pracował. Całą drogę, do czasu gdy zapalił papierosa, wpatrywała się w widok za oknem. Odwróciła się, gdy tylko poczuła dym. Zaproponował jej papierosa. Odmówiła. - Dziękuję. Tu nie wolno palić - rzekła. - Wolno - odpowiedział Marek - w przedziale nie, ale my jesteśmy między przedziałami - wskazał ręką na przeszklone drzwi. - Nad tymi drzwiami jest naklejka... - Co oznacza, że w przedziale nie wolno palić - przerwał jej w pół zdania, - jeśli pani przeszkadza dym to proszę wejść do środka, pociąg jest pusty. - Po czym powrócił do kontemplowania widoków, napawając się swoim małym zwycięstwem. Pierwszy raz dzisiejszego dnia to on był górą. Był to zarazem jego ostatni triumf w życiu. Odwrócił się pełen satysfakcji i wyszczerzył zęby w uśmiechu. Dziewczyna posłała mu pełne nienawiści spojrzenie, dołączając do kompletu odrobinę pogardy, co jeszcze bardziej go uradowało. Dziewczyna ruszyła się ze swego kąta i weszła do wc. Marek wypalił papierosa i wystrzelił peta na mijane w pędzie kamienie, oddzielające torowisko od pól pszenicy. Sięgnął do kieszeni kurtki i wyjął z niej czerwono-białą paczkę papierosów. "PALENIE TYTONIU POWODUJE RAKA" Głosił napis zajmujący trzecią część opakowania. Wyjął rakotwora. Przez chwilę mu się przyglądał obracając w palcach, pokrytych żółtymi nikotynowymi plamami, po czym wetknął go sobie do ust i przypalił metalową zapalniczką z wygrawerowanymi inicjałami K.G. i dedykacją "Abyś nie stracił zapału do tworzenia". Marek znalazł ją w hipermarkecie. Mały plus pracy sprzątacza. Stał tak, rozmyślając o kolacji z żoną i zabawie z córeczką, karmiąc swe zwierzątko i przyglądając się kamieniom, gdy obok jego cienia pojawił się inny...
W dniu swoich dwudziestych szóstych urodzin Anita znajdowała się w drodze do domu. Stała przy drzwiach "kanarka" obserwując słońce chylące się ku zachodowi nad bezkresnym morzem pszenicy. Zastanawiała się, jaka będzie reakcja rodziny i znajomych. Nie było jej cztery lata. Wprawdzie wrócić miała dopiero po sześciu, ale ktoś postanowił to zmienić. Przez ostatnie cztery lata zmieniła się. Na początku nie potrafiła się dogadać z towarzyszkami niedoli. Z czasem przełamała pewne bariery. Zaczęła żyć intensywnie, na ile pozwalały warunki. Uczęszczała na siłownię, aby nie stracić figury, jednak jej zaangażowanie w ćwiczenia spowodowało dosyć znaczny przyrost mięśni. Może nie wyglądała na kulturystkę, stojąc w obszernym czarnym swetrze oraz spodniach bojówkach zakrywających buty, ale koleżanki z siłowni, widzące ją w "firmowym" stroju, wiele razy żartowały mówiąc, że mogłaby zostać żoną Schwarzenegera. Jej włosy również zwiększyły objętość, przeistaczając się z krótko przyciętych, w bujne blond loki sięgające ramion. Czy nowy wizerunek przypadnie do gustu jej dawnym znajomym? Czy dawni znajomi będą chcieli nadal z nią przebywać? Z rozmyślań wyrwał ją zapach dymu papierosowego, a raczej głos w jej głowie. - {i}Oddychaj głęboko, jestem głodny{/i} - "Zdychaj" - pomyślała Anita Odwróciła się i spojrzała na młodego mężczyznę stojącego przy otwartych drzwiach. W ręku trzymał zapalony papieros. Zalała ją fala gniewu i obrzydzenia. Koleś zaproponował jej dymka. " Jest z tych uprzejmych - pomyślała - może się uda". Grzecznie odmówiła zwracając jednocześnie uwagę na fakt, iż jest to pociąg dla niepalących. Młodzieniec zaczął dyskutować nie zamierzając oderwać się od smoczka. Fala gniewu zaczęła przybierać na sile zalewając prawie całą świadomość. Próbowała się opanować, lecz chłopak posłał jej uśmiech triumfu. Była pewna, iż nie często zdarza mu się szczerzyć w ten sposób. Prawie wrzała patrząc na pożółkłe zęby palacza. Oczyma wyobraźni widziała te zęby rozbite wśród kamieni leżących obok torowiska. Ruszyła przed siebie zamykając się w wc.
Stała teraz w ciasnym pomieszczeniu wypełnionym kwaśnym odorem moczu. Otworzyła okno. Świeże powietrze rozrzedziło woń, która zdążyła zadomowić się w kibelku. Anita oddychała głęboko, powietrzem wpadającym przez okno. Znowu wyczuła Jego obecność. Dawał jej znać o sobie. Prowokował ją. Chciał przejąć nad nią kontrolę. Pamiętała jak pierwszy raz dał jej znak. Odwiedzali wówczas wujka w szpitalu. To była ich ostatnia wizyta u wuja. Stali stłoczeni przy jego łóżku, gdy dotarł do niej słodkawy zapach padliny. Zrobiło jej się niedobrze. Spojrzała na pozostałych, lecz nie dostrzegła żadnej reakcji. Po prostu stali nad wynędzniałym człowiekiem, podłączonym do aparatury podtrzymującej jego funkcje życiowe. Nic nie mówili, wuj nafaszerowany środkami przeciwbólowymi nawet ich nie rozpoznał. Tej samej nocy ubyło jej krewnych natomiast przybyło kilka milionów w złotówkach. Cały majątek został zapisany ulubionej siostrzenicy artysty, która wiele godzin spędziła u ekscentrycznego krewnego. Anita lubiła towarzystwo wuja, mimo iż nadużywał on alkoholu i dużo palił. Zawsze mu to wypominała, chociaż nigdy nie przyłapała go z papierosem w dłoni czy kieliszkiem wódki. Jedynie alkoholowy chuch i ubranie pachnące dymem świadczyło przeciw niemu. Opowiadał jej różne historie ze swego bujnego żywota. Potem przyszedł rak. Zaatakował płuca. Lekarze próbowali z nim walczyć, lecz po trzeciej operacji spasowali. Nowotwór złośliwy, tak brzmiała diagnoza. Więcej już mu wyciąć nie można, mówili lekarze. Panie świeć nad jego duszą, modlił się ksiądz. Dlaczego? Pytała Anita... Teraz wiedziała. Dzięki śmierci wuja miała wystarczające fundusze, aby wynająć dobrego adwokata.
Dobrym adwokatem okazała się Samanta Brol. Była ona kobietą lat około czterdziestu. Czarne włosy poprzetykane nitkami siwizny układała w kok. Ubierała się po męsku czarne spodnie i marynarka. Nie była zamężna, nie tworzyła też żadnego trwałego związku. Nie miała na to czasu, który całkowicie poświęcała pracy. Typowa stara panna. Weszła do pomieszczenia i pewnym krokiem podeszła do stolika, przy którym siedziała Anita. Wyciągnęła dłoń na powitanie. Anita uniosła się nieznacznie ściskając zimną suchą i pokrytą plamami nikotynowymi prawicę swego obrońcy. Znowu wyczuwała tą słodkawą woń rozkładającego się mięsa, ale zdążyła się przyzwyczaić do zapachu, który otaczał ją niemal codziennie od pamiętnej wizyty w szpitalu. - Nazywam się Samanta Brol i będę pani adwokatem w sprawie o morderstwo... - {i}Nazywam się Kanser. Będę się tobą opiekował do końca życia, co nastąpi, gdy nie będziesz mi już potrzebna...{/i} - głos pojawił się w jej głowie, wprawiając w zakłopotanie. - ...Pozwoli pani, że zapalę? - Spytała Samanta i nie czekając na odpowiedź wyjęła papierosa. - Co? - Anita otrząsnęła się z zamyślenia - Tu nie wolno palić. - Powiedziała machinalnie, widząc papierosa w ręce pani adwokat. Wciąż zastanawiała się, co to za głos do niej przemówił. "Wariuję - pomyślała - zabiłam człowieka i popadam w obłęd". Jakby dla zaprzeczenia jej myśli Kanser znowu zawładnął jej umysłem. - {i}Słyszałaś mnie już wcześniej. Moja obecność nie jest ci obca. Zawsze mnie wyczuwałaś. Wnerwiałaś mnie. Walczyłaś ze mną. Próbowałaś ograniczyć moją ekspansję. Nie potrafiłem tobą zawładnąć. Musiałem się sporo natrudzić by cię tu sprowadzić moja droga. Mimo iż pracuje dla mnie cała rzesza niewolników. Armia opętanych. Teraz będę się mógł tobą zająć. Poświęciłem swego żołnierza, ale nie ciesz się dziecinko, ten pedał nie był zbyt użyteczny. Ty zajmiesz jego miejsce. Dołączysz do armii zarażonych. Przejmę nad tobą kontrolę, będziesz moją najlepszą marionetką.{/i} - Twoja wersja wydaje się sensowna, - na twarzy Samanty pojawił się demoniczny grymas pretendujący do miana "Najohydniejszy uśmiech roku" - jednak wówczas dostaniesz dożywocie za morderstwo z premedytacją, nielegalne posiadanie broni...iii dorzucimy do tego jeszcze prześladowanie mniejszości seksualnych - spojrzała na Anitę z wyrazem triumfu na twarzy - A nie o to ci chodzi, prawda? - Nie - szepnęła Anita, zastanawiając się skąd Samanta to wszystko wie. - Nikomu jeszcze tego nie mówiłaś? - Nie. - Dobrze, możemy wprowadzić w życie moją wersję wydarzeń. Na początek zapamiętaj: użyłaś broni w samoobronie, to była jego broń, mężczyzna groził ci, usiłował zgwałcić, udało ci się odwrócić jego uwagę i przejąć broń, rzucił się na ciebie, więc strzeliłaś na oślep. Kula trafiła go w głowę. Zmarł na miejscu. Anita patrzała przez chwilę na Samantę, analizując jej słowa. Kanser musiał jej to powiedzieć. Nie było innego wyjaśnienia. - Skąd znasz moją wersję? - Jak to skąd, przed chwilą mi wszystko wyłożyłaś. Mówiłaś jak w transie. - Pewnie tak było - szepnęła do siebie Anita. - Co? - Czy on nie był gejem? - Kto? - "Kanser"- pomyślała Anita, lecz powiedziała - Ten chłopak, mówiłaś że jest gejem. - O to się nie martw, był przeciętnym chłopcem, który odkrył w sobie chęć odmiennego spółkowania, ale jego pierwsza randka nie wypadła zbyt pomyślnie. Spowodowało to, że stał się bardziej tajemniczy i... dziwny. Idealny psychopata, zboczeniec, gwałciciel, pedofil, czy jak go przedstawisz. Jemu to obojętne, nie żyje. Możesz go oskarżyć, o co chcesz. Rodzice nic nie wiedzą. Będą załamani, ale to i tak dla nich lepsze niż syn gej. - Nie miał jakiegoś kochanka czy kogoś, no wiesz? - Umawiał się przez Internet. Zawsze na fałszywe nazwisko i zawsze z ludźmi z dużych z dużych miast. Zawsze też to on jeździł do nich. Gdy go trafiłaś - Samanta spojrzała wymownie na swą klientkę - był właśnie w takiej…